Był 24 grudnia 1948 roku – w tysiącach polskich domów szykowano wigilijną wieczerzę. Choć wojna skończyła się kilka lat wcześniej, w wielu sercach trwał bunt i wola walki – nowa, powojenna rzeczywistość dla wielu niedawnych bojowników o wolność oznaczała prześladowanie przez nową władzę.
W kamienicy przy Lwowskiej 7, w mieszkaniu pod numerem 10, na pierwszą gwiazdkę czekali Zofia i Kazimierz Rodowiczowie oraz ich syn Jan.
Reklama
Reklama
Z polecenia „Krwawej Luny”
W ten właśnie wieczór, do mieszkania wkroczyli funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, z nakazem aresztowania Jana pod zarzutem działań antypaństwowych. Zatrzymano go z polecenia płk Julii Brystygier - stojącej na czele V Departamentu MBP. Z racji stosowania tortur i okrutnych metod śledczych zwano ją „Krwawą Luną” – w teorii miała zajmować się partiami politycznymi, organizacjami młodzieżowymi, a nade wszystko – walczyć z kościołem katolickim i jego wpływem na społeczeństwo. Dom w którym aresztowano Rodowicza, wciąż istnieje – to luksusowa, modernistyczna kamienica wzniesiona tuż przed II wojną światową dla Juliana Glassa; zaprojektował ją znany duet architektów – Jerzy Gelbard i Józef Sigalin.
Ostatnie zdjęcie Jana Rodowicza "Anody" po aresztowaniu 24 grudnia 1948 roku
Foto: mat. pras.
Pytanie ze śledztwa
Tak Jan Rodowicz trafił na Koszykową 6 – do kamienicy wybudowanej na początku lat 30 – tych na podstawie projektu Adolfa Inatowicza-Łubiańskiego dla Spółdzielni Mieszkaniowej „Kresowa”, po wojnie zajętej wraz z sąsiadującymi budynkami przez MBP. Tam podczas przesłuchań – zapewne biciem i torturami, starano się wydobyć zeznania obciążające żołnierzy podziemia niepodległościowego z czasu wojny. W zachowanych protokołach z przesłuchań – wykonanych 7 stycznia 1949, więc w dniu śmierci Rodowicza, zapisano pytanie, zadane przez śledczego Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego – mjr Wiktora Herera: „Jakie akty terrorystyczne przygotowywał batalion «Zośka» w roku 1945”?
Wedle protokołu, przesłuchiwany miał odpowiedzieć: „W sierpniu 1945 r. przygotowywaliśmy porwanie szefa wojskowej misji sowieckiej, który mieszkał w Konstancinie. Porwanie miało nastąpić w czasie przejazdu ww. generała sowieckiego z Konstancina do Warszawy. Po przeprowadzeniu koniecznych ustaleń z dwoma samochodami oczekiwaliśmy generała sowieckiego na szosie koło Powsina. Jeden z naszych samochodów, którym kierował Marian Rojowski, [jego adres to] ul. Lwowska 15, zatarasował drogę przejeżdżającemu sowieckiemu samochodowi. Kierowca sowiecki wyminął przeszkodę i wymknął się z zasadzki. W ten sposób zamach się nie udał”.
Reklama
Reklama
Reklama
Ulica Koszykowa 6 - kamienica zajęta po wojnie w MBP
Foto: mat. pras.
Żadnych śladów typowych dla upadku z dużej wysokości
Przesłuchania, prowadzone przez mjr Wiktora Herera i por. Bronisława Kleinę, zakończyły się śmiercią Jana Rodowicza. Według prokuratury, zmarł po samobójczym skoku „Anody” z IV piętra gmachu MBP – pięć dni później, 12 stycznia, ciało zostało przewiezione do zakładu pogrzebowego – polecono pogrzebać je, anonimowo, na cmentarzu powązkowskim. Dopiero 1 marca, niemal po dwóch miesiącach, rodzina Jana Rodowicza została poinformowana oficjalnie o jego śmierci.
„Zawiadamiam, że syn obywatela Jan Rodowicz, zatrzymany […] pod zarzutem popełnienia przestępstwa z art. 86 KKWP, w dniu 7 stycznia 1949 r. popełnił samobójstwo, wyskakując z okna podczas przeprowadzania go do aresztu” – tyle zapisano w oficjalnym piśmie.
Grób wskazał rodzinie pracownik zakładu pogrzebowego; 16 marca przeprowadzono ekshumację. Nie znaleziono śladu żadnych urazów, typowych dla upadku z dużej wysokości – natomiast od lekarzy – patologów pochodzą informacje wykluczające samobójstwo. Prof. Wiktor Grzywo - Dąbrowski, w tamtym czasie kierownik Zakładu Medycyny Sądowej stwierdził, że Rodowicz miał wgniecioną klatkę piersiową – być może butami. Ciało, ubrane w mundur, z licznymi odznaczeniami przypiętymi na piersi, złożono w grobie rodzinnym.
Dom przy Lwowskiej 7 skąd 24 grudnia 1948 roku został zabrany Jan Rodowicz "Anoda"
Foto: mat. pras.
Koledzy z jednej drużyny
Jan Rodowicz przyszedł na świat 7 marca 1923 w Warszawie, w rodzinie Kazimierza Rodowicza, wybitnego inżyniera budownictwa wodnego, konstruktora warszawskiego limnigrafu [samopiszący przyrząd hydrologiczny, który automatycznie i w sposób ciągły rejestruje zmiany poziomu wody w rzekach, jeziorach czy morzach, zapisując je w postaci wykresu zwanego limnigramem na specjalnym pasku papieru – przyp. red.] na Wybrzeżu Kościuszkowskim. W roku 1930 rozpoczął naukę w Prywatnej Szkole Powszechnej Towarzystwa Szkoły Ziemi Mazowieckiej przy ul. Klonowej 16, gdzie należał do harcerstwa; następnie uczęszczał do Państwowego Gimnazjum i Liceum im. Stefana Batorego, gdzie w czerwcu 1939 r. zdał tzw. małą maturę.
W szkole średniej należał do 23 Warszawskiej Drużyny Harcerskiej zwanej od koloru chust Pomarańczarnią, która okazać miała się doskonałą kuźnią silnych charakterów późniejszych konspiratorów . Do drużyny należeli Krzysztof Kamil Baczyński, Jan Bytnar, Tadeusz Zawadzki, Aleksy Dawidowski; wszyscy w godzinie próby stanęli bez wahania do walki – podobnie Jan Rodowicz. Gdy w grudniu 1940 powstała Organizacja Małego Sabotażu „Wawer” – włączył się w jej działania.
Nie były to jeszcze poważne wystąpienia zbrojne, lecz trzeba pamiętać, że tamte akcje – wybijanie szyb w zakładach fotograficznych umieszczających na wystawach zdjęcia umundurowanych Niemców, malowanie kotwic na murach, zrywanie hitlerowskich flag czy ”gazowanie” kin – wszystko to w dniach wojny mogło kosztować życie. W lipcu 1942 „Anodę” wysłano na turnus Zastępczego Kursu Szkoły Podchorążych Piechoty ZWZ - AK. Uczestnikami tego kursu oprócz „Anody” byli m.in. Jan Bytnar „Rudy”, Tadeusz Zawadzki „Zośka” i bliski przyjaciel Rodowicza - Józef Saski „Katoda”. W raz z Rodowiczem obrał sobie pseudonim od elektrotechnicznych zainteresowań, gdy obaj byli słuchaczami Wydziału Teletechnicznego w Państwowej Szkole Elektrycznej.
Potem były kolejne akcje
Z czasem „Anoda” zacieśnił kontakty z 80 WDH; pod koniec listopada 1942 wstąpił to powstałych wówczas Warszawskich Grup Szturmowych, skupiających pełnoletnich mężczyzn – ich zadaniem miała być już prawdziwa, poważna dywersja. Grupy tworzyły jeden z zespołów żołnierzy Kedywu Komendy Głównej Armii Krajowej.
26 marca 1943 Jan Rodowicz wziął udział w Akcji pod Arsenałem – próbie odbicia Jana Bytnara „Rudego”, przewożonego z Alei Szucha na Pawiak. Choć akcja się udała, okoliczności okazały się tragiczne - udręczony torturami Bytnar zmarł po kilku dniach, podobnie jak ranni w czasie akcji Maciej Aleksy Dawidowski „Alek” i Tadeusz Krzyżewicz „Buzdygan”. Ponadto, w odwecie Niemcy wykonali na Pawiaku egzekucję na 140 więźniach. 3 maja 1943 uczestnicy akcji – w tym Rodowicz, rozkazem Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju gen. Stefana Roweckiego „Grota” odznaczeni zostali Krzyżami Walecznych. Potem były kolejne akcje – bohaterskie odbicie więźniów pod Celestynowem, akcja „Sól” przy ul. Siarczanej na Targówku Fabrycznym, wreszcie liczne akty dywersji na kolei.
Reklama
Reklama
W czasie Powstania Warszawskiego „Anoda” przeszedł ciężki szlak bojowy – jako zastępca dowódcy III plutonu „Felek” 2 kompanii „Rudy” Batalionu „Zośka” Zgrupowania „Radosław” walczył o szkołę przy ul. Spokojnej, a także kompleks cmentarzy na Woli – podczas walk wykazał się wielkim poświęceniem, został odznaczony najwyższym odznaczeniem wojennym – Orderem Virtuti Militari. Ciężko rany w płuco, wydostał się ze Starówki kanałami; 15 września został raniony po raz kolejny – miał szczęście, na praski brzeg ewakuowali go żołnierze Berlinga.
Tablica przy Lwowskiej 7 poświęcona Janowi Rodowiczowi "Anodzie"
Foto: mat. pras.
I nikogo nie wydał
Jan Rodowicz opuścił szpital w styczniu 1945 roku – jego niepełnosprawność obliczono na 81 procent. Choć przypłacił zdrowiem lata konspiracji i rany, zaangażował się w drugą konspirację – prowadził akcje propagandowe przeciw narzuconej przemocą władzy. Z drugiej strony – pragnął normalnego życia po latach wojny, wrócił na studia, znalazł miłość.
Ale jego niezłomność, bohaterstwo i patriotyzm były powszechnie znane. I lojalność – nikogo nie wydał; szukano czegoś na płk Jana Mazurkiewicza „Radosława” w nadziei, że ten obciąży zeznaniami gen. Emila Fieldorfa. Dla wielu, mimo wieku zaledwie 26 lat Rodowicz był legendarnym „Anodą” – także dla oprawców, mjr Wiktora Herera i por Bronisława Kleiny.
Ci nigdy nie ponieśli zasłużonej kary. Bronisław Kleina, w powszechnej opinii odpowiedzialny za śmierć Jana Rodowicza, został ukarany 10 dniami aresztu, za pozostawienie otwartego okna, co umożliwiło rzekome samobójstwo. W początku 1955 roku zwolniono go ze służby – potem 30 lat był naczelnikiem ochrony w Pałacu Kultury i Nauki. Zmarł w roku 2007, Wiktor Herer – w 2003; ten w roku 1949 ukończył studia na SGH, i zrobił karierę – najpierw w PKPG, potem na UW – uzyskał tytuły doktora i profesora nauk ekonomicznych.