Mitologia „Kibla” – dlaczego kochamy go nienawidzić?
Nie sposób pisać o jednostkach serii EN57, nie wspominając o ich potocznej, nieco prześmiewczej nazwie „kibel”. Choć pociągi te były najdłużej produkowanymi pojazdami szynowymi na świecie, ich legenda obrosła licznymi miejskimi anegdotami, które „Życie Warszawy” przypomniało we wrześniu ubiegłego roku.
Jedna z najpopularniejszych teorii głosi, że nazwa wzięła się od niefortunnej wady konstrukcyjnej wczesnych modeli. Zbigniew Dzięcioł, mistrz koordynator MNG, wspominał, że czerpnie powietrza do sprężarek głównych umiejscowiono pierwotnie bezpośrednio w toaletach, co skutkowało zaciąganiem do układu charakterystycznego, nieprzyjemnego zapachu.
Mimo tych technicznych wpadek, EN57 stał się symbolem niezawodności i prostoty. Jego ryflowane blachy i charakterystyczny dźwięk silników połączony z szarpnięciem przy rozruchu to dla wielu Polaków soundtrack do wspomnień z czasów szkolnych wycieczek czy codziennych dojazdów do pracy.
Zasiądź za nastawnikiem – EN57 jako atrakcja muzealna
Dla tych, którzy chcieliby poczuć magię prowadzenia tej legendy bez konieczności odbywania wielomiesięcznych kursów, warszawska Stacja Muzeum przygotowała wyjątkową ofertę. Przy ulicy Towarowej 3 zadebiutował profesjonalny symulator jazdy osadzony w oryginalnej kabinie pociągu EN57-935. Maszyna ta, wyprodukowana w 1973 roku, przez lata obsługiwała między innymi połączenia z Warszawy do Sochaczewa, zanim jej czoło zostało uroczyście odcięte w Tłuszczu i przekazane do zbiorów muzealnych.
Symulator pozwala każdemu chętnemu zmierzyć się z obsługą historycznego nastawnika i poczuć dreszcz emocji towarzyszący rozruchowi maszyny, zachowując przy tym pełną autentyczność wyposażenia wnętrza. To doskonały dowód na to, że pociągi te, nawet po wycofaniu z eksploatacji, wciąż potrafią przyciągać tłumy entuzjastów historii i techniki.
4 miliony złotych za zabytek – Inwestycja czy fanaberia?
Decyzja o przyznaniu funduszy na remont „Babci” wywołała jednak ożywioną dyskusję nad zasadnością tak wysokich nakładów finansowych. Kwota ponad 4 mln zł brutto, którą otrzyma konsorcjum firm CSI Invest oraz RS Mobility, jest znacząca.
Krytycy wskazują, że za te pieniądze można by dofinansować zakup nowoczesnych jednostek, które oferują lepsze przyspieszenie, są cichsze i zużywają znacznie mniej energii elektrycznej. Pojawiają się głosy, że miejsce sześćdziesięciolatka jest w muzeum, a nie w regularnym rozkładzie jazdy, gdzie liczy się każda minuta i bezawaryjność.
Z drugiej strony, planowana naprawa to proces niezwykle gruntowny, który ma dostosować pojazd do współczesnych wymogów bezpieczeństwa, włączając w to modernizację monitoringu oraz instalację toalety w obiegu zamkniętym. Z perspektywy wizerunkowej, utrzymanie jednej, historycznej sztuki w ruchu jest dobrym ruchem marketingowym, który wyróżnia Koleje Mazowieckie na tle innych przewoźników.
Żywa historia na mazowieckich szlakach
Ostatecznie o losie „Babci” przeważył argument sentymentalny i historyczny. Prezes Kolei Mazowieckich, Robert Stępień, podkreślił, że choć spółka sukcesywnie wymienia tabor na nowoczesny, EN57-038 stanowi wyjątek ze względu na swoją unikalną wartość. Inwestycja ta sprawi, że „Babcia” nie stanie się martwym eksponatem, lecz żywym mostem łączącym przeszłość z przyszłością.