Dyrektorzy szpitali powiatowych alarmują: brakuje pieniędzy na leczenie i podwyżki. Przed Ministerstwem Zdrowia padły mocne słowa o „zamykaniu szpitali przez rząd” i finansowaniu pensji kosztem pacjentów. Resort zapowiada dialog.
We wtorek przed gmachem Ministerstwo Zdrowia zebrały się władze szpitali powiatowych z całej Polski. Protest zorganizowali przedstawiciele Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych oraz Związek Powiatów Polskich. Powód? Narastające problemy finansowe, niepewność w rozliczeniach z Narodowy Fundusz Zdrowia i brak pieniędzy na lipcowe podwyżki płacy minimalnej w ochronie zdrowia.
Reklama
Reklama
„Mieliśmy pieniądze na papierze”
– Szpitale nie mogły zaplanować wydatków, kupić leków i sprzętu, bo ich płynność finansowa została zachwiana. Mieliśmy pieniądze na papierze – mówił prezes OZPSP Waldemar Malinowski.
Jak podkreślał, problem dotyczy przede wszystkim bieżących płatności za świadczenia medyczne. Dyrektorzy placówek alarmują, że przy obecnym systemie rozliczeń trudno mówić o stabilnym zarządzaniu. Tym bardziej że co roku w lipcu wchodzą w życie ustawowe podwyżki wynagrodzeń minimalnych w ochronie zdrowia.
– Nie jesteśmy przeciwni podwyżkom. Ale nie może być tak, że pieniądze na wzrost pensji bierze się z budżetu przeznaczonego na leczenie pacjentów – zaznaczył Malinowski.
Reklama
Reklama
Reklama
Według protestujących trzy lata rozmów z resortem zdrowia o zmianie mechanizmu podwyżek nie przyniosły konkretnych rozwiązań.
Dyrektorzy szpitali twierdzą, że w niektórych przypadkach refundacja nie pokrywa nawet realnych kosztów leczenia.
Foto: Piotr Nowak
„Szpitale zamyka minister, nie powiat”
Mocne słowa padły także ze strony prezesa ZPP Andrzeja Płonki.
– Szpitale powiatowe nie są zamykane dlatego, że chcą tego samorządy. Zamyka je brak pieniędzy z NFZ. Zamyka je minister i rząd – mówił.
Przedstawiciele powiatów przekonywali, że bez systemowych zmian dostęp do leczenia w mniejszych miejscowościach będzie się kurczył. A to właśnie szpitale powiatowe są często pierwszym miejscem pomocy dla mieszkańców mniejszych miast i wsi.
Sześć postulatów szpitali powiatowych
Protestujący przedstawili konkretne żądania. Wśród nich znalazły się m.in.:
Reklama
Reklama
zapłata za wszystkie świadczenia wykonane w 2025 r. – zarówno limitowane, jak i nielimitowane,
wprowadzenie regularnych, miesięcznych rozliczeń świadczeń nielimitowanych,
pełne finansowanie podwyżek wynagrodzeń z budżetu państwa,
urealnienie wycen świadczeń do rzeczywistych kosztów,
przywrócenie odrębnego finansowania żywienia pacjentów z mechanizmem waloryzacji,
zwiększenie wartości kontraktów dla placówek, które w pełni zrealizowały umowy.
OZPSP dał resortowi czas do końca marca na przedstawienie rozwiązań w sprawie finansowania podwyżek.
– Szpitale powiatowe nie są zamykane dlatego, że chcą tego samorządy. Zamyka je brak pieniędzy z NFZ. Zamyka je minister i rząd – mówi prezes ZPP Andrzej Płonka.
Foto: Piotr Nowak
Spór o pensje. Część związków nie poparła protestu
Wokół protestu pojawiły się napięcia. Do akcji nie dołączył m.in. Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, który w swoim komunikacie zarzucił pracodawcom, że postulują ograniczenie gwarantowanych wynagrodzeń.
„Nie będziemy protestować przeciwko sobie” – napisali związkowcy, podkreślając, że bronią ustawowych podwyżek.
Nadwykonania i degresja. O co chodzi w sporze z NFZ?
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów są tzw. nadwykonania, czyli świadczenia wykonane ponad zakontraktowany limit.
Reklama
Reklama
Z danych NFZ wynika, że po podsumowaniu 2025 r. kwota nadwykonań to:
1,62 mld zł – w świadczeniach nielimitowanych (np. udary, zawały, porody),
1,09 mld zł – w programach lekowych i chemioterapii,
2,61 mld zł – pozostałe świadczenia limitowane (po uwzględnieniu tzw. degresji).
Problem w tym, że – jak podkreśla Fundusz – nadwykonania limitowane nie są jego ustawowym zobowiązaniem. Oznacza to, że NFZ może, ale nie musi zapłacić za wszystkie wykonane procedury. W dodatku w części zakresów stosowana jest degresja, czyli wypłata tylko części bazowej stawki.
Prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych Waldemar Malinowski (w środku) przemawia podczas protestu przed siedzibą Ministerstwa Zdrowia w Warszawie
Foto: Tomasz Nowak
To właśnie ten mechanizm budzi największe emocje wśród dyrektorów szpitali, którzy twierdzą, że w niektórych przypadkach refundacja nie pokrywa nawet realnych kosztów leczenia.
Reklama
Reklama
Resort: potrzebny dialog i zmiany systemowe
Postulaty protestujących odebrał wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski. Zadeklarował gotowość do rozmów i podkreślił, że bezpieczeństwo pacjentów jest priorytetem.
Resort wskazuje jednocześnie na konieczność zmian systemowych – konsolidacji świadczeń i dostosowania systemu do zmian demograficznych.
Na razie jednak napięcie nie opada. Szpitale powiatowe jasno dają do zrozumienia: bez stabilnego finansowania nie da się prowadzić leczenia „na kredyt”. A to może bezpośrednio odbić się na pacjentach w całej Polsce.
Utrudnienia komunikacyjne
Podczas protestu przed Ministerstwo Zdrowia w Warszawie na objazdy skierowano linie 116, 178, 180, 503 i 518. Autobusy omijały ul. Miodową, kursując m.in. przez Kapucyńską, al. „Solidarności”, Andersa i Świętojerską. Linia 180 dodatkowo jechała przez Nowolipki, Zamenhofa i Anielewicza, a 518 w obu kierunkach przez rejon metra Ratusz–Arsenał. Zmiany obowiązywały w czasie czasowego zamknięcia ulicy przez policję.