7 marca 1944 roku na skutek donosu, na posesji przy ul. Grójeckiej 81 pojawili się Niemcy wraz z „granatowymi” policjantami. Zmusili syna jej właściciela – Mieczysława Wolskiego, by zaprowadził ich do ukrytej na tyłach gospodarstwa ziemianki, stanowiącej schronienie dla grupy ukrywających się Żydów.
Dwa stare zdjęcia dają wyobrażenie o wojennym wyglądzie obejścia Wolskich. Pierwsze – wykonane w roku 1945 przez Biuro Odbudowy Stolicy, przedstawia spaloną kamienicę na tyłach której rozegrał się dramat. Drugie – zachowane w muzeum Polin, przedstawia odkopanie bunkra w 1945 roku.
Reklama
Reklama
Dobrzy ludzie
Posesja o adresie Grójecka 81 znajdowała się niemal na przedmieściach Warszawy; nieco dalej, za linią ulicy Opaczewskiej – dziś Banacha, ciągnęły się pola. Należała do rodziny Wolskich – Antoniego i Małgorzaty z Radzikowskich; rodzina ta była bardzo liczna – akta metrykalne mówią o narodzinach dziesięciorga dzieci. Urodzony w 1904 roku Mieczysław był piątym z kolei dzieckiem. W roku 1942 jedna z jego sióstr – Halina, przyprowadziła do domu kulejącą, rudowłosą dziewczynę o imieniu Wiśka – jak się okazało, uciekinierkę z getta.
Rok 1946. Odkopywanie bunkra „Krysia”
Foto: Muzeum POLIN
Choć ryzykowali życiem, zdecydowali się przyjąć dziewczynę pod swój dach – pozostała do stycznia 1944. Nie siedziała jednak w ukryciu; wciąż powracała za mur, pełniąc rolę łączniczki. Wreszcie działająca w getcie Żydowska Samopomoc Społeczna zwróciła się za jej pośrednictwem z pytaniem, o możliwość budowy kryjówki dla większej liczby zbiegłych z getta. Mieczysław Wolski zgodził się – i wkrótce gotowy był plan.
Szansa na ocalenie
Nim wybuchła wojna, okolice ulicy Grójeckiej przeżywały czas intensywnego rozwoju; jeszcze dalej wybiegały plany urbanistów. Na planach kreślili linie planowanych ulic, jedna z nich – o nadanej już nazwie Mogielnicka, miała przeciąć teren posesji Wolskich, biegnąc równolegle do Grójeckiej. Plany pozostały jednak tylko na papierze – w chwili wybuchu wojny gospodarstwo liczyło ponad hektar, za frontową kamienicą znajdowały się budynki gospodarcze, za nimi – kolejne podwórze, gdzie znajdowała się szklarnia przylegająca do boku budynku na równie głębokiej posesji o adresie Grójecka 77. Szklarnię od ulicy oddzielała płytka posesja o numerze 79, ówcześnie własność Martyny Kamińskiej.
Na jej tyłach znajdowała się wspomniana szklarnia, która miała stać się zaczątkiem kryjówki; dokładny projekt powstał w getcie, wykonała go Żydowska Samopomoc Społeczna. Za mur wydostało się też kilku zaufanych robotników, którzy mieli wziąć udział w przygotowaniu kryjówki, zwanej „Krysią”. Ziemna jama powstała pod szklarnią – wejście zamaskowano klapą z drewna. Wykopana izba była bardzo mała – liczyła 28 metrów kwadratowych, i 183 cm wysokości.
Trudno w to uwierzyć, ale pomieszczenie miało pomieścić dwa rzędy prymitywnych łóżek do spania, dodatkowo łóżka polowe; na środku stół. Prycze naszykowano dla 34 osób, ostatecznie pomieściła około 40 – oprócz łóżek znalazło się miejsce na kuchenkę i toaletę, doprowodzono wodę i światło. Warunki bytowe były jednak bardzo trudne. Jedna z ukrywających się osób – trzynastoletnia dziewczynka o imieniu Basia, popełniła samobójstwo. Jej zwłoki pochowano w ogrodzie Wolskich.
Świadectwo Emanuela Ringelbluma
Wśród osób przebywających w Krysi znaleźli się Emanuel Ringelblum, jego żona Judyta i syn Uri. Ringelblum, z wykształcenia historyk, przed wybuchem wojny zajmował się historią społeczności żydowskiej w Polsce i Europie Wschodniej; fascynował go język jidysz, folklor, dziedzictwo niematerialne – jako człowiek o wyraźnie lewicowych poglądach, upatrywał w nich szansę dla świeckiej kultury żydowskiej. Jako historyk, starał się kontynuować swą pracę również po wybuchu wojny – już w październiku 1939 zaczął tworzyć notatki i dokumenty opisujące wojenną rzeczywistość.
Emmanuel Ringelblum, twórca podziemnego archiwum getta warszawskiego
Foto: mat. arch.
22 listopada 1940 w mieszkaniu Ringelbluma przy ul. Leszno 18 odbyło się spotkanie, na którym powołano dożycia organizację „Oneg Szabat” – „Radość soboty”. Dzięki współpracownikom – działaczom społecznym, literatom, naukowcom – zaczęto gromadzić świadectwa losu Żydów pod okupacją niemiecką; bardzo różne – fotografie, plakaty, prasę i biuletyny, rozmaite dokumenty w tym kartki żywnościowe – wszystko, co mogło stanowić świadectwo dla potomnych. Z czasem także dowody popełnianego na narodzie żydowskim ludobójstwa; organizacja mimo trudności i utraty wielu członków działała właściwie do wybuchu powstania w getcie – zgromadzone dokumenty ukryto w trzech skrytkach.
Reklama
Reklama
Jeszcze przed powstaniem, z końcem lutego 1943 Ringelblum z rodziną opuścił getto, by znaleźć schronienie w gospodarstwie Państwa Wolskich. Mimo niebezpieczeństwa, bywał w getcie – starał się wyciągnąć na aryjską stronę jak najwięcej osób. W końcu został schwytany przez Niemców, trafił do obozu w Trawnikach; tam udało się jednak przekupić jednego ze strażników – staraniem polskiego i żydowskiego ruchu oporu Ringelblum trafił do bezpiecznego mieszkania Stanisławy Jaszczyk („panny Stachy”) w kamienicy przy Radzymińskiej 2 na Szmulowiźnie.
Ostatecznie wrócił do swojej rodziny w „Krysi” na Grójeckiej; tam, mimo bardzo trudnych warunków, próbował kontynuować pracę naukową – w ten sposób powstał esej „Stosunki polsko-żydowskie w okresie II wojny światowej”. W nim zamieścił wnioski z szeregu doświadczeń i obserwacji, ale również zobrazował rodzinę Wolskich, swych dobrodziejów. W jego oczach byli ludźmi szlachetnymi i uczciwymi. W ich dwupiętrowej kamienicy przed wojną część lokatorów stanowili Żydzi.
Sam Mieczysław Wolski koordynował całą operację ukrywania uciekinierów; był też łącznikiem pomiędzy Ringelblumem a Adolfem Bermanem i Żydowskim Komitetem Narodowym. Na różne sposoby pomagały również siostry Mieczysława Wolskiego; Wanda kupowała żywność, Halina dostarczała ją do bunkra, kolejna siostra – Maria Czekajewska, z zawodu pielęgniarka, udzielała pomocy lekarskiej, Eugenia Warnocka dostarczała konspiracyjną korespondencję. Kolejna siostra – Leokadia Borowiakowa, otworzyła w kamienicy sklep, uzasadniający duże dostawy żywności. Syn kolejnej siostry – Stefanii, Janusz Wysocki, odpowiadał za bezpieczeństwo Krysi; w razie potrzeby miał ostrzec przebywających w środku o kłopotach. Choć posesję kilka razy nachodzili Niemcy, rodzina Wolskich zawsze zachowywała zimną krew.
Tablica przy ul. Grójeckiej 77 upamiętniająca lokatorów i opiekunów bunkra „Krysia”,
Foto: Adrian Grycuk
Zdrada i śmierć
7 marca 1944 przed południem na posesji zjawili się Niemcy oraz granatowi policjanci. Poinformowani donosem, rozkazali zaprowadzić się do Krysi – wszyscy ukrywający się w bunkrze oraz Janusz Wysocki, zostali wywiezieni na Pawiak. Potem dołączono do nich Mieczysława Wolskiego – wszyscy zostali rozstrzelani w ruinach getta.
Reklama
Reklama
Kto poinformował o skrytce – wiele lat nie było jasne; sugerowano zemstę byłej narzeczonej Mieczysława Wolskiego lub szmalcowników. W roku 2023 badacz historii II wojny światowej Adrian Sandak pracując nad książką natrafił na nieznany wcześniej dokument kontrwywiadu Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej – z jego treści wynika, że o istnieniu bunkra doniósł przedstawiciel budowlany Marian Nowicki, zamieszkały w Warszawie przy ul. Ogrodowej 65. Za donos dostał 38 tys. złotych oraz został stałym konfidentem gestapo.
Upamiętnienie
4 czerwca 1989 r. Instytut Yad Vashem uhonorował rodzinę Wolskich – Mieczysława, Małgorzatę, Halinę Michalecką, Wandę Szandurską oraz Janusza Wysockiego tytułem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. 27 kwietnia 1990 na ścianie bloku przy Grójeckiej 77 odsłonięto tablicę upamiętniającą lokatorów i opiekunów „Krysi”.