Dramat zwierząt z Sobolewa i kryzys zaufania do służb
Głównym motorem napędowym tak stanowczych działań na Mazowszu stała się bulwersująca sprawa schroniska w Sobolewie, położonego w powiecie garwolińskim. Choć Powiatowy Lekarz Weterynarii nie zgłaszał wcześniej krytycznych uwag, osobista wizytacja wicewojewody Roberta Sitnika w asyście policji ukazała zupełnie inny obraz placówki.
Na miejscu sprawdzano dostęp do wody, stan fizyczny psów oraz jakość podawanej karmy. Okazało się, że medialne doniesienia o fatalnych warunkach miały solidne podstawy, mimo że placówka dysponowała teoretycznie wolnymi miejscami. Przykład Sobolewa stał się dla urzędu wojewódzkiego jasnym sygnałem, że lokalny nadzór bywa „ślepy na jedno oko”, a papierowe protokoły często nie zauważają realnego cierpienia zwierząt zamkniętych w boksach.
Paluch w ogniu krytyki
W stolicy niepokój budzi jednak sytuacja w miejscu, które przez lata uchodziło za wzór nowoczesnej opieki nad zwierzętami. Schronisko na Paluchu, będące pod zarządem m.st. Warszawy, również znalazło się w centrum krytyki. Na początku stycznia radna Marta Szczepańska skierowała do prezydenta Rafała Trzaskowskiego interpelację, z której wynika, że stan techniczny infrastruktury jest tak zły, iż stwarza bezpośrednie zagrożenie dla życia i zdrowia nie tylko czworonogów, ale również opiekujących się nimi ludzi.
Największym problemem okazuje się inwestycyjny paraliż, który dotknął kluczowe projekty rozbudowy placówki. Budynki, które miały zostać oddane do użytku już w 2024 roku, wciąż czekają na odbiory techniczne, a nowa kociarnia na Wawrze pozostaje jedynie w sferze planów.
W kontekście zapowiadanych przez wojewodę kontroli, warszawski Ratusz może stanąć przed koniecznością szybkiego wytłumaczenia się z opóźnień, które w czasie fali mrozów stają się dla zwierząt kwestią życia i śmierci.
Samorząd pod ścianą odpowiedzialności
Wojewoda w swoim komunikacie nie bez powodu przypomniał o literze prawa, która w tej materii jest bezlitosna dla samorządowców. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt, zapobieganie bezdomności i opieka nad czworonogami to zadania własne gminy, za które w pełni odpowiada lokalna władza. Oznacza to, że każda potencjalna „dziura w dachu” schroniska na Paluchu to bezpośrednie zaniedbanie urzędników miejskich i gminnych.
Programy opieki nad zwierzętami, które każda gmina musi uchwalić do końca marca, nie mogą być jedynie formalnością wypełnianą na potrzeby statystyk. Działania wojewody Frankowskiego wyraźnie pokazują, że administracja rządowa zamierza wyegzekwować od samorządów każdą złotówkę zapisaną w tych dokumentach, szczególnie gdy w grę wchodzi bezpieczeństwo publiczne i humanitarne traktowanie istot żywych.
Scenariusze po wielkim sprawdzianie
Wyniki nadchodzących kontroli mogą wywołać prawdziwe trzęsienie ziemi w strukturach zarządzających ochroną zwierząt na Mazowszu. Jeśli inspektorzy potwierdzą zarzuty dotyczące Palucha, miasto będzie musiało zmierzyć się nie tylko z krytyką społeczną, ale i z konkretnymi nakazami naprawczymi, których niewykonanie może prowadzić do radykalnych kroków administracyjnych.
W całej sprawie kluczowy pozostaje głos wolontariuszy, którzy jako pierwsi odważyli się głośno mówić o „pudrowaniu rzeczywistości” w schroniskach. Ostatecznie stawką tej batalii jest los niemal trzech i pół tysiąca psów i kotów rozsianych po całym województwie.