Dodała, że przewróciła się na psa, a dzik ugryzł ją w lewą rękę. Próbowała go kopać i w końcu odszedł. Po wszystkim zauważyła uraz na prawym policzku – zasinienie. Zwierzę uderzyło ją, gdy leżała na ziemi.
Po ataku kobieta trafiła do szpitala, gdzie opatrzono jej obrażenia. Lekarze przeprowadzili badania pod kątem wścieklizny. Spotkanie z dzikiem skutkowało u seniorki raną szarpaną, otwartym urazem oraz głębokim ugryzieniem w ramię. Kobieta doznała także licznych otarć i potłuczenia ciała. Jak wynika z przekazanych informacji, zwierzę wygryzło fragment skóry.
– W miejscu, gdzie doszło do ataku na mnie przez dzika, od kilkunastu lat notorycznie są one widywane, o czym świadczą uszkodzenia trawników w okolicy, spowodowane ryciem przez te zwierzęta – mówiła kobieta.
Na policji wspomniała też, że trzy lata temu na ulicy 1 Maja, niedaleko skrzyżowania z ulicą Fieldorfa, dziki zaatakowały jej psa, który ledwo przeżył tę napaść.
– Moi znajomi, którzy mieszkają w okolicy, ale także ja, boimy się wychodzić na spacery po mieście właśnie z uwagi na to, że możemy zostać zaatakowani przez dziki – powiedziała kobieta policji. Dodała, że w związku z napaścią czeka ją hospitalizacja w szpitalu zakaźnym. Sprawę jako pierwszy opisał serwis Miejski Reporter.
Miasto stawia na odstraszacze
Dwa dni po napaści władze Wołomina ogłosiły, że rozpoczęły akcję rozmieszczenia dyspenserów z substancją odstraszającą dziki.
– Urządzenia pojawią się w miejscach najczęściej wskazywanych przez mieszkańców. Ze względu na intensywną woń preparatu będą montowane w pewnej odległości od zabudowań. Prosimy: nie niszczcie i nie przestawiajcie dyspenserów – apelują władze Wołomina.
Przypominają, że dziki to dzikie zwierzęta, dlatego najważniejsze jest zachowanie spokoju i rozsądku. Nie należy się do nich zbliżać, a w razie spotkania trzeba zachować dystans i spokojnie się oddalić.
Szczególną ostrożność należy zachować, gdy widzimy lochę z młodymi, która może bronić warchlaków.
Władze Wołomina apelują też, by nie dokarmiać dzików ani nie zostawiać na zewnątrz resztek jedzenia. Psy należy trzymać na smyczy. Trzeba też zabezpieczyć swoją nieruchomość przed dzikami. – Dziki szybko się uczą i wracają tam, gdzie znajdują pożywienie – podkreślają urzędnicy.
Dodają, że jeśli zwierzęta podchodzą zbyt blisko lub stanowią zagrożenie, należy powiadomić miejscową Straż Miejską (tel. 22 787 90 50, kom. 519 151 363) lub dyżurnego Zarządzania Kryzysowego Powiatu Wołomińskiego (tel. 22 776 03 00).
A mieszkańcy krytykują działania władz
Nie wszystkim mieszkańcom Wołomina podoba się miejski sposób walki z dzikami, czyli rozkładanie odstraszaczy. – Nie lepiej zrobić kontrolowany przez specjalistów odstrzał? Za dużo tego towarzystwa w mieście. To niebezpieczne dla mieszkańców – zauważa jeden z mieszkańców.
Inny pyta, czy nie lepiej byłoby zwierzęta uśpić, wywieźć do lasu i tam systematycznie dokarmiać. – Chyba paśniki w lasach jeszcze funkcjonują? Mamy też leśników – zauważa.
Dodaje też, że zwierzęta można by dokarmiać owocami i warzywami z miejskich marketów, które mogłyby być przekazywane lub sprzedawane miastu za niewielkie pieniądze. Jego zdaniem koszt byłby niższy niż naprawa zniszczonej zieleni, a w mieście byłoby bezpieczniej.
Kolejna mieszkanka uważa, że propozycja miasta to „jakieś żarty”, bo dziki biegają po Wołominie wszędzie – przy szkołach, sklepach i blokach. Śpią w krzakach i pod balkonami, atakują zwierzęta i ludzi.
– A władze miasta radzą, żeby powiadomić Straż Miejską albo powiat, gdy zbliżą się zbyt blisko? Mamy do was dzwonić 24 godziny na dobę, żebyście w końcu zrobili z tym porządek? – pyta rozgoryczona kobieta.
Inna dodaje: – Nie ma takiego miejsca w Wołominie, gdzie nie byłoby dzików. One opanowały miasto. Władze nic z tym nie robią, każą dzwonić do sztabu kryzysowego, a ci są bezradni.
– Czy wreszcie zajmie się ktoś tym bałaganem z dzikami? Niektóre ulice są nawiedzane regularnie. Włodarze miasta, zróbcie coś z tym! – apeluje mieszkanka Wołomina.