Sprawa ma swój początek w działaniach policjantów z Komendy Stołecznej Policji, którzy wpadli na trop zorganizowanej grupy przestępczej. W skład szajki wchodziło trzech diagnostów samochodowych oraz czterech pośredników. Ich działalność nie ograniczała się jedynie do lokalnego podwórka – ślady prowadziły przez różne regiony Polski aż do Włoch. To właśnie tam na stałe znajdowały się samochody, które figurowały w polskich bazach jako sprawne i gotowe do jazdy po naszych drogach.
W skład szajki wchodziło trzech diagnostów samochodowych oraz czterech pośredników
Mechanizm działania grupy
System był prosty, ale skuteczny do czasu interwencji służb. Pośrednicy kontaktowali się z diagnostami, którzy za łapówki wystawiali dokumenty potwierdzające przejście badań technicznych. Problem w tym, że żaden z 1500 pojazdów nie pojawił się na stacji kontroli.
Zebrane dowody i analiza dokumentów mogą doprowadzić do kolejnych zatrzymań
Dzięki fikcyjnym przeglądom możliwe było zarejestrowanie aut w Polsce, mimo że fizycznie pozostawały one na terytorium Włoch. W całym procesie kluczową rolę odgrywały łapówki wręczane urzędnikom oraz fałszowanie dokumentacji urzędowej w celu osiągnięcia zysku.