15.4°C
1020.4 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Śmierć strażnika miejskiego na Placu Szembeka. Kontrowersje wokół warunków służby

Publikacja: 12.03.2026 12:00

W trakcie podejmowania czynności służbowych pan Krzysztof nagle stracił przytomność

W trakcie podejmowania czynności służbowych pan Krzysztof nagle stracił przytomność

Foto: mat. pras.

Tragiczna śmierć 63-letniego strażnika miejskiego podczas interwencji na warszawskim Grochowie wywołała burzę. Czy system zawiódł doświadczonego funkcjonariusza, któremu do emerytury zabrakło zaledwie roku?

We wtorkowy poranek na warszawskim Placu Szembeka rozegrały się dramatyczne sceny. Podczas rutynowych działań służbowych życie stracił funkcjonariusz Straży Miejskiej z ponad 30-letnim stażem. Na jaw wychodzą informacje o problemach zdrowotnych zmarłego oraz jego bezskutecznych staraniach o przeniesienie do lżejszej służby.

Dramat podczas porannej interwencji

Wszystko zaczęło się ok. godz. 9. Patrol straży miejskiej otrzymał wezwanie na Plac Szembeka, gdzie mieszkańcy skarżyli się na uciążliwe hałasy i krzyki. Miejsce to od lat cieszy się złą sławą wśród lokalnej społeczności. Regularnie dochodzi tam do libacji alkoholowych i zakłócania porządku publicznego. Strażnicy niemal codziennie muszą mierzyć się tam z agresją i brakiem subordynacji osób nadużywających alkoholu.

W trakcie podejmowania czynności służbowych pan Krzysztof nagle stracił przytomność. Mimo natychmiastowej pomocy i podjętej reanimacji życia 63-letniego funkcjonariusza nie udało się uratować. Śmierć na posterunku wstrząsnęła jego kolegami z oddziału. Jak przekazał Gazecie Wyborczej starszy inspektor Jerzy Jabraszko z referatu prasowego, cała społeczność strażników przyjęła tę wiadomość z wielkim smutkiem. Podkreślił on, że jest to bolesne wydarzenie dla wszystkich pracowników formacji.

Walka o zmianę stanowiska pracy

Tragedia ta nabiera innego wymiaru w świetle informacji, które pojawiły się na profilu „Grochów Praga Południe” na Facebooku. Wynika z nich, że zmarły strażnik od dłuższego czasu zmagał się z problemami zdrowotnymi. Ze względu na swój wiek i staż pracy nie chciał on przywilejów. Prosił jedynie o przeniesienie z trudnego terenu do spokojniejszej służby przy ochronie obiektów publicznych. Taka zmiana pozwoliłaby mu doczekać do emerytury w bezpieczniejszych warunkach.

Reklama
Reklama

Oficjalne stanowisko Straży Miejskiej częściowo potwierdza te doniesienia. Rzecznik Jerzy Jabraszko wyjaśnił, że wniosek pana Krzysztofa o przeniesienie otrzymał nawet pozytywną opinię naczelnika oddziału. Problemem okazała się jednak biurokracja i brak wolnych etatów w sekcji ochrony. Formacja stoi na stanowisku, że funkcjonariusz posiadał aktualne badania lekarskie. Podczas ostatniej odprawy nie zgłaszał też żadnych dolegliwości, które uniemożliwiałyby mu wyjście w teren.

Atmosfera w strukturach oddziału

Śmierć na Placu Szembeka otworzyła dyskusję na temat wewnętrznych standardów panujących w Straży Miejskiej. W mediach społecznościowych pojawiły się bardzo ostre zarzuty dotyczące Oddziału Terenowego nr 7. Wśród pracowników ma on być określany mianem „kompanii karnej”. Autorzy sąsiedzkiego wpisu alarmują o fatalnej atmosferze pracy oraz rzekomym zastraszaniu podwładnych przez kadrę kierowniczą. Według tych relacji empatia wobec starszych stażem pracowników jest towarem deficytowym.

To nie pierwszy taki przypadek, który budzi wątpliwości opinii publicznej. W kontekście tragedii na Grochowie przypominane są inne zdarzenia z ostatnich lat. Przywoływana jest sprawa zgonu funkcjonariusza z Oddziału Terenowego nr 1, który źle się poczuł podczas odprawy, a mimo to nie wezwano do niego pomocy na czas. Pojawiają się też drastyczne relacje o strażnikach pracujących ponad siły, co ma prowadzić do skrajnego wycieńczenia organizmu.

Systemowe wyzwania warszawskiej straży

Sprawa śmierci funkcjonariusza rzuca światło na szerszy problem demograficzny formacji. Przez lata niskie zarobki odstraszały młodych kandydatów do służby. Powodowało to systematyczne starzenie się kadr, gdzie średnia wieku strażnika przekraczała 49 lat. Choć ostatnie podwyżki nieco poprawiły sytuację rekrutacyjną, w terenie wciąż służy wielu funkcjonariuszy w wieku przedemerytalnym.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama