– To najprawdopodobniej spłoszyło zwierzę i dzięki temu udało mi się uciec. Niestety w wyniku olbrzymiego stresu doszło u mnie do poronienia – opowiada czytelniczka “Życia Warszawy”, która była w pierwszym trymestrze ciąży.
A dzików mamy w Warszawie dużo. Jak przekazały nam Lasy Miejskie-Warszawa w 2025 roku liczebność populacji dzików oszacowano na 3031 osobników. Inwentaryzacja ma być realizowana również w tym roku, a to umożliwi ocenę tendencji zmian liczebności populacji tych zwierząt.
Jak już informowaliśmy w ubiegłym tygodniu zakończono redukcję stołecznej populacji dzików o 500 sztuk. A co z kolejnymi redukcjami? Sprawa nie jest taka prosta.
– W dniu 9 lutego wystąpiliśmy z wnioskiem o wydanie kolejnej decyzji na odłów z uśmiercaniem oraz odstrzał redukcyjny dzików na terenie Warszawy – przekazał nam dyr. Podgórski.
Dodaje, że ten, wniosek został złożony na podstawie przepisów prawa łowieckiego w związku z zagrożeniem powodowanym przez te zwierzęta w prawidłowym funkcjonowaniu obiektów produkcyjnych i użyteczności publicznej na terenie stolicy.
Miasto stara się także o rozwiązania systemowe. – W dniu 21 stycznia władze Warszawy wystąpiły do Sejmiku Województwa Mazowieckiego z wnioskiem o wydanie uchwały w sprawie redukcji populacji dzików ze względu na powodowane przez nie sytuacje nadzwyczajnego zagrożenia dla życia i zdrowia – informuje nas dyrektor Lasów Miejskich.
Na razie stosowane są jednak głównie działania ograniczone, takie jak płoszenie zwierząt. Dodatkowym ograniczeniem są przepisy dotyczące ASF (afrykańskiego pomoru świń – przyp. red.).
Jak podkreślają Lasy Miejskie-Warszawa nasze miasto znajduje się na obszarze objętym restrykcjami. – Aktualnie brak jest możliwości redukcji liczebności dzików w sposób zwyczajowo przyjęty przed pojawieniem się ASF, tj. poprzez odłów dzików z przemieszczaniem – wskazuje dyrektor.
Długa praca nad odpowiednimi uchwałami
Sprawą zajmuje się też samorząd województwa. – Dziś kwestia opracowania projektu uchwały w sprawie redukcji populacji dzików jest przedmiotem dyskusji Zarządu Województwa Mazowieckiego – mówi Marta Milewska, rzeczniczka marszałka Mazowsza.
Jak dodaje, proces legislacyjny nie jest szybki. – Procedura, jaką musi przejść uchwała do momentu jej wejścia w życie, jest złożona i będzie trwała co najmniej kilka miesięcy – dodaje pani rzecznik.
Samorząd województwa podkreśla również ograniczenia wynikające z przepisów. – Niestety, nie istnieje szybka, a jednocześnie „humanitarna” metoda obniżenia populacji dzików – przekazała nam Marta Milewska.
Dodatkowo możliwa redukcja dotyczy tylko szczególnych przypadków. – Może obejmować jedynie osobniki lub grupy dzików stwarzające nadzwyczajne zagrożenie dla życia, zdrowia lub gospodarki człowieka, a nie wszystkich dzików bytującyc na terenie Warszawy – wyjaśnia Marta Milewska.
Marta Milewska, rzeczniczka marszałka Mazowsza
Jak przekazało nam biuro prasowe Ministerstwa Rolnictwa, „gospodarowanie populacjami zwierząt łownych, w tym dzików, jest jednym z celów łowiectwa określonych w ustawie – Prawo łowieckie”.
Resort zaznacza, że za te kwestie odpowiada inny dział administracji. – Łowiectwo należy do działu administracji rządowej „środowisko”, a kwestie zarządzania liczebnością populacji dzików należą do kompetencji Ministra Klimatu i Środowiska – przekazał resort rolnictwa.
Przepisy związane z ASF wprowadzają bardzo restrykcyjne zasady przemieszczania zwierząt. Zakaz obejmuje zarówno przemieszczanie dzików między państwami członkowskimi, jak i na terenie jednego państwa.
W praktyce oznacza to brak możliwości wywożenia dzików ich z miasta. – W obecnym stanie prawnym możliwy jest odłów dzików wraz z ich humanitarnym uśmierceniem. Nie ma natomiast możliwości relokacji odłowionych żywych dzików na inne tereny oddalone od obszarów zurbanizowanych – podkreśla resort rolnictwa.
Odszkodowanie można dostać... za zniszczone uprawy rolne
A kto odpowiada za szkody wyrządzone przez dziki? Kwestia odszkodowań za szkody wyrządzane przez dziki też nie jest prosta, choć te zwierzęta niszczą trawniki, ogrodzenia czy elementy infrastruktury, jednak uzyskanie rekompensaty zależy od rodzaju szkody.
– Kwestie odszkodowawcze regulowane są przepisami prawa cywilnego i rozpatrywane indywidualnie przez właściwe organy lub sądy. Nie są to decyzje podejmowane uznaniowo przez jednostki miejskie, a tym bardziej przez urząd dzielnicy – przekazała „Życiu Warszawy” Katarzyna Wiejowska, rzeczniczka dzielnicy Białołęka.
Z punktu widzenia prawa ważne jest również to, że dziki nie mają właściciela w klasycznym znaczeniu. – Zwierzęta łowne żyjące w stanie wolnym stanowią własność Skarbu Państwa – przypomina Karol Podgórski.
Prawo łowieckie określa zasady odpowiedzialności za tzw. szkody łowieckie. – W przypadku obszarów niewchodzących w skład obwodów łowieckich za szkody wyrządzone przez dziki w uprawach i płodach rolnych odpowiada Skarb Państwa – wyjaśnia dyrektor Lasów Miejskich-Warszawa.
W takich sytuacjach można ubiegać się o odszkodowanie – jeżeli zdewastowany grunt jest użytkiem rolnym, o odszkodowanie należy wnioskować do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego, a środki wypłaca zarząd województwa z budżetu państwa.
Problem polega jednak na tym, że większość szkód w mieście nie dotyczy upraw rolnych. – Prawo łowieckie nie reguluje innych szkód spowodowanych przez zwierzęta żyjące w stanie wolnym niż szkody w uprawach i płodach rolnych – przyznaje Karol Podgórski.
Mieszkańcom zostaje tylko droga sądowa
Dlatego trudno wskazać podmiot odpowiedzialny za zniszczenia na osiedlach czy posesjach. – Możliwość ponoszenia przez m.st. Warszawa odpowiedzialności deliktowej musiałaby wiązać się z zawinionym działaniem lub zaniechaniem jednostki, czego w takich przypadkach zwykle nie ma – zaznacza dyrektor.
W konsekwencji w wielu sytuacjach nie ma podstaw do wypłaty rekompensaty przez miasto. – Brak jest podstaw prawnych do ustalenia odpowiedzialności za szkody z ubezpieczenia od odpowiedzialności cywilnej m.st. Warszawy – wskazuje.
Podobnie wyjaśnia to urząd marszałkowski. – Odszkodowania wypłacane przez zarząd województwa przysługują wyłącznie za szkody wyrządzone w uprawach i płodach rolnych – podkreśla rzeczniczka marszałka Marta Milewska.
I dodaje, że definicja takich szkód jest bardzo precyzyjna: przez uprawy rolne należy rozumieć uprawy prowadzone na gruncie rolnym, będące efektem działalności człowieka związanej z produkcyjną funkcją ziemi.
W praktyce oznacza to, że zniszczone ogrodzenie czy infrastruktura nie podlegają takiej procedurze. – Ogrodzenie nie jest uprawą rolną, ani płodem rolnym, dlatego nie ma podstawy prawnej do przeprowadzenia oględzin jego uszkodzeń i wypłaty odszkodowania – wyjaśnia Marta Milewska.
Podobnie wygląda sytuacja w przypadku innych szkód w mieniu lub zdrowiu. – Odpowiedzialność cywilna właściciela lub posiadacza zwierzęcia za szkody przez nie wyrządzone nie ma zastosowania do zwierząt żyjących w stanie wolnym – zaznacza rzeczniczka marszałka Mazowsza.
W praktyce oznacza to, że w przypadku zniszczeń na osiedlach mieszkańcy najczęściej nie mogą liczyć na rekompensatę ze środków publicznych. Pozostaje im droga sądowa.
Jak mówi Marta Milewska, w urzędzie marszałkowskim nie odnotowano dotąd postępowań sądowych dotyczących takich szkód.