Warszawa od lat zmaga się z narastającą obecnością dzikich zwierząt na terenach zurbanizowanych, jednak w ostatnich miesiącach toczy się zaostrzona dyskusja o tym, jak miasto powinno zarządzać populacją dzików. Statystyki wypadków i zgłoszeń przerażonych mieszkańców kłócą się z opiniami autorytetów naukowych, które alarmują, że obecna polityka uśmiercania zwierząt jest nie tylko niehumanitarna, ale przede wszystkim całkowicie nieskuteczna.
Krwawy bilans i brak wymiernych efektów
Tylko w okresie od maja 2024 roku do października 2025 roku w stolicy uśmiercono 881 dzików, które zostały odstrzelone lub odłowione. Statystyki te szokują, ale jeszcze bardziej niepokojący jest fakt, że tak masowa eliminacja nie przyniosła oczekiwanego efektu – populacja dzików rośnie, a zgłoszeń o potencjalnie niebezpiecznych sytuacjach z ich udziałem zgłasza się coraz więcej.
Radna Marta Szczepańska, wspierana przez aktywistów ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze, stawia zasadnicze pytanie o sensowność tych działań. Jeśli mimo uśmiercenia setek zwierząt problem narasta, to znaczy, że miasto wpadło w błędne koło, w którym karabin stał się jedynym, choć zawodnym narzędziem zarządzania kryzysowego.
Dlaczego metoda siłowa zawodzi w starciu z naturą
Naukowcy, którzy podpisali list intencyjny skierowany do prezydenta Rafała Trzaskowskiego, wskazują na fundamentalne błędy merytoryczne w dotychczasowej strategii miasta. Eliminacja najstarszych osobników, w tym doświadczonych loch przewodzących stadom, prowadzi do całkowitego rozbicia struktury społecznej dzików. W efekcie młode, pozbawione nadzoru i bardziej skłonne do ryzyka osobniki znacznie śmielej zapuszczają się w głąb miasta, szukając pożywienia w śmietnikach.