Janusz Palikot po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzem przyciągania uwagi. Tym razem nie chodzi jednak o polityczne happeningi czy nowe marki alkoholi. Były poseł zaprasza na wystawne kolacje biznesowe, podczas których Palikot dzieli się swoją receptą na sukces i porażkę. Wszystko to dzieje się w cieniu potężnych zarzutów prokuratorskich.
Od milionera do politycznego skandalisty
Kariera Janusza Palikota to gotowy scenariusz na film. W latach 90. zbudował potęgę finansową na rynku alkoholi. Firmy Ambra i Polmos Lublin uczyniły go jednym z najbogatszych Polaków. Gdy biznes stał się zbyt ciasny, Palikot wszedł do polityki z ramienia Platformy Obywatelskiej. Szybko stał się „pistoletem” partii, atakując braci Kaczyńskich za pomocą gumowych rekwizytów czy świńskich łbów.
W 2011 roku odniósł sukces z własną partią, wprowadzając do Sejmu nowoczesne postulaty światopoglądowe. Jednak polityczna gwiazda zgasła tak szybko, jak rozbłysła. Palikot wrócił do biznesu alkoholowego, tworząc Manufakturę Piwa Wódki i Wina. To właśnie ten projekt doprowadził go do największego upadku w życiu.
70 milionów długu i prokuratorskie zarzuty
Problemy zaczęły się, gdy ambitne plany rozbiły się o brak płynności finansowej. Dziś Janusz Palikot ma postawionych osiem zarzutów, w tym siedem dotyczących oszustw. Prokuratura szacuje, że poszkodowanych zostało ponad 5 tysięcy osób. Łączna kwota, o której mowa w śledztwie, to niemal 70 mln zł.
W styczniu 2025 roku biznesmen opuścił areszt po wpłaceniu 2 mln zł kaucji. Śledztwo w jego sprawie wciąż trwa i zostało przedłużone do lipca 2026 roku. Przez ten czas Palikot musi meldować się na policji i nie może opuszczać kraju. Mimo tak trudnej sytuacji prawnej, nie zrezygnował z aktywności publicznej. Wręcz przeciwnie – postanowił uczynić ze swoich kłopotów produkt marketingowy.
Od kloszarda do apartamentu w centrum Warszawy
Jeszcze kilka miesięcy temu Janusz Palikot próbował wzbudzić współczucie. W mediach społecznościowych pokazywał, jak jeździ tramwajami i mieszka u znajomych w Łodzi. Twierdził, że jest bankrutem bez własnego dachu nad głową. Ta narracja najwyraźniej przestała mu wystarczać.
Teraz obrazek drastycznie się zmienił. Palikot nagrywa filmy z tarasów luksusowych apartamentowców w centrum Warszawy. Z okien widać Pałac Kultury i Nauki. Największe kontrowersje wzbudziło jednak nagranie, na którym biznesmen leży w trumnie pod krzyżem. Po chwili gwałtownie się z niej podnosi i zapowiada, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. To symboliczne „zmartwychwstanie” ma zachęcać do kupna biletów na jego najnowsze przedsięwzięcie.
Kolacja z jesiotrem i „lekcja bankructwa”
Głównym elementem nowej strategii są kolacje degustacyjne. Oficjalna strona internetowa „Studio Jestem” oferuje bilety w cenie 1 500 złotych za osobę. Menu jest wyjątkowo wystawne. Goście mogą liczyć na pastę z wędzonego jesiotra, szparagi małosolne czy pierogi w stylu Ordynata Zamoyskiego. Nie brakuje też deserów z owocami macerowanymi w alkoholu.
Podczas sześciogodzinnego spotkania Palikot prowadzi wykłady. Opowiada o tym, jak stracił 180 mln zł i jak radzi sobie z presją. Obiecuje uczestnikom dostęp do „decydentów z budżetami” i networking premium. Przekonuje, że jego upadek to unikalna lekcja, za którą warto słono zapłacić.
Aktywność Janusza Palikota wywołuje wściekłość osób, które powierzyły mu swoje oszczędności.
Biznes spod lady i prywatne zaproszenia
Okazuje się, że oficjalna strona to niejedyny kanał sprzedaży. Palikot osobiście odpowiada na wiadomości prywatne w mediach społecznościowych. Tam cena za kolację „magicznie” spada o połowę – do 600 lub 700 złotych. Biznesmen prosi o szybkie wpłaty zaliczek na prywatne konto, tłumacząc, że liczba miejsc jest ograniczona.
Zmienia się też lokalizacja. O ile oficjalnie wskazywana jest restauracja w Hali Mirowskiej, o tyle w prywatnych wiadomościach Palikot zaprasza do „miejsca, gdzie mieszka”. „Gotuję przy stole, gdzie siedzimy” – pisze do potencjalnych klientów.
Ceny kolacji oferowane przez Janusza Palikota w wiadomościach prywatnych są o ponad połowę niższe niż w oficjalnym obiegu
Co na to wierzyciele?
Aktywność Janusza Palikota wywołuje wściekłość osób, które powierzyły mu swoje oszczędności. Pod każdym postem o luksusowej kolacji pojawiają się setki komentarzy z żądaniem zwrotu pieniędzy. Ludzie pytają, skąd „bankrut” ma środki na organizację przyjęć w prestiżowych lokalizacjach.
Dla wielu obserwatorów zachowanie byłego polityka jest szczytem cynizmu. Podczas gdy tysiące rodzin wciąż czeka na spłatę długów, on sprzedaje im lekcję o „psychologii ryzyka” przy talerzu drogich przystawek. Wydarzenie zaplanowane na 15 marca 2026 roku pokaże, czy w Polsce wciąż można sprzedać wizerunek „wilka z Wall Street” po przejściach, ignorując przy tym tysiące poszkodowanych wierzycieli.