Wygasły dotychczasowe umowy najmu domków fińskich na Jazdowie, które zajmowały różnego rodzaju organizacje społeczne i pozarządowe. Choć Ratusz zapewnia o trwałości osiedla, stowarzyszenie Wolny Jazdów alarmuje, że drastyczne podwyżki czynszów mogą doprowadzić do upadku tej unikatowej enklawy.
Nad warszawskim Jazdowem, niewielką zieloną enklawą położoną w bezpośrednim sąsiedztwie Sejmu i parku Ujazdowskiego, ponownie zawisły chmury. Choć od lat miejsce to kojarzy się z oddolną kulturą, ogrodami społecznościowymi i spokojnym tempem życia w sercu metropolii, obecny spór o warunki finansowe najmu doprowadził do najpoważniejszego kryzysu w relacjach społeczników z władzami miasta od ponad dekady.
Reklama
Reklama
Stawką w tej grze jest nie tylko wysokość comiesięcznych faktur, ale przede wszystkim model współpracy stolicy z organizacjami pozarządowymi oraz przetrwanie ostatniego tak dużego zespołu drewnianej architektury w Warszawie.
W liście otwartym skierowanym do parlamentarzystów RP społeczność Jazdowa wskazuje na absurdalność sytuacji, w której miasto chce zarabiać na trzecim sektorze
Historia zapisana w drewnie
Początek Osiedla Jazdów to rok 1945, kiedy Warszawa podnosiła się z ruin. To właśnie wtedy na terenie dawnego Szpitala Ujazdowskiego wzniesiono kolonię dziewięćdziesięciu parterowych domków fińskich. Były one częścią reparacji wojennych przekazanych Polsce przez Związek Radziecki, który otrzymał je od Finlandii po wojnie zimowej.
Reklama
Reklama
Reklama
Choć projektowane jako tymczasowe lokum dla pracowników Biura Odbudowy Stolicy na maksymalnie piętnaście lat, domki stały się domem dla wybitnych architektów, takich jak Maciej Nowicki czy Adolf Ciborowski. Każdy z budynków, reprezentujący modele Metsäkoto lub Päiväkoto o powierzchni od 72 do 80 metrów kwadratowych, posiadał niewielki strych, piwnicę i przydomowy ogródek.
Budowa domków w marcu 1945
Foto: domena publiczna / Leszek Wysznacki, Warszawa od wyzwolenia do naszych dni, Wydawnictwo Sport i Turystyka, Warszawa 1977
Mimo że przez dekady osiedle systematycznie pomniejszano na rzecz budowy Trasy Łazienkowskiej czy ambasad, do dziś przetrwało dwadzieścia siedem domków. Ich status prawny uległ wzmocnieniu w latach 2017–2019, kiedy cały układ urbanistyczny oraz trzy konkretne budynki wpisano do gminnej ewidencji zabytków, co definitywnie zamknęło drogę do ich całkowitej rozbiórki.
Argumenty Wolnego Jazdowa i wołanie o pomoc
Dla stowarzyszenia Wolny Jazdów oraz kilkudziesięciu organizacji tam działających, obecne propozycje Ratusza są jednak formą administracyjnego wygaszania osiedla. Zgodnie z wyliczeniami społeczników, nowa stawka czynszu na poziomie 27,06 złotych za metr kwadratowy oznacza wzrost kosztów o 236 procent.
Konflikt o Jazdów ujawnia znaczącą różnicę w określeniu roli organizacji pozarządowych w przestrzeni miejskiej.
W skali całego osiedla sumaryczne opłaty mają wzrosnąć ze 162 tysięcy do 381 tysięcy złotych rocznie. Organizacje podkreślają, że drewniane, 80-letnie domki generują ogromne koszty eksploatacji, a samo ogrzewanie i niezbędne remonty, które najemcy wykonują własnymi środkami, pochłaniają dodatkowe 25 złotych na metr kwadratowy.
Reklama
Reklama
W liście otwartym skierowanym do parlamentarzystów RP społeczność Jazdowa wskazuje na absurdalność sytuacji, w której miasto chce zarabiać na trzecim sektorze. Podnoszą oni argument, że realny koszt utrzymania osiedla przez urząd to zaledwie 8–9 złotych za metr, podczas gdy żądana kwota jest trzykrotnie wyższa.
W dokumencie Jazdów zostaje opisany jako kluczowa infrastruktura odporności społecznej, która sprawdziła się między innymi podczas kryzysu uchodźczego po wybuchu wojny w Ukrainie. Liderzy społeczni ostrzegają, że chroniczna niepewność i biurokratyczny nacisk prowadzą do wypalenia, co może skutkować bezpowrotną utratą charakteru tego miejsca.
Perspektywa Ratusza: Równość i transparentność
Zupełnie inny obraz sytuacji malują władze Warszawy. Wiceprezydent Aldona Machnowska-Góra stanowczo odrzuca tezę o likwidacji osiedla, nazywając ją nieprawdą powielaną przez aktywistów. Z perspektywy Ratusza działania dzielnicy Śródmieście są próbą wprowadzenia transparentnych i sprawiedliwych zasad użytkowania mienia publicznego.
Władze miasta podkreślają, że stawka 22 złotych plus VAT jest najniższą stawką preferencyjną dla organizacji pozarządowych w tej części Warszawy i wynika bezpośrednio z obowiązujących przepisów prawa miejscowego.
Domki przy ul. Jazdów
Foto: Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 Wikimedia
Reklama
Reklama
Wiceprezydent wskazuje również na istniejące mechanizmy wsparcia, które pozwalają obniżyć czynsz do poziomu czystych kosztów eksploatacji, czyli około 9,31 złotych za metr kwadratowy. Warunkiem jest jednak realizowanie przez daną organizację zadań publicznych na podstawie umowy z miastem. Według danych urzędu, pięć z trzynastu organizacji na Jazdowie już teraz korzysta z takich dotacji i płaci najniższą możliwą stawkę.
Ratusz argumentuje, że miasto aktywnie inwestuje w tę przestrzeń poprzez modernizację infrastruktury oraz remonty kolejnych domków, które docelowo mają służyć nowym najemcom z sektora społecznego. Zdaniem wiceprezydent, po okresie ustępstw i długotrwałych negocjacjach, nagłe odwołanie się części organizacji od ustalonych stawek w styczniu 2026 roku było ruchem niezrozumiałym, blokującym proces porządkowania statusu osiedla.
W poszukiwaniu kompromisu
Konflikt o Jazdów ujawnia znaczącą różnicę w określeniu roli organizacji pozarządowych w przestrzeni miejskiej. Dla społeczników Jazdów sam w sobie jest zadaniem publicznym i dobrem wspólnym, które powinno być chronione przed rynkową logiką czynszową bez konieczności każdorazowego startowania w konkursach o dotacje. Z kolei dla urzędników domki fińskie to majątek Warszawiaków, którym należy zarządzać w sposób spójny i przewidywalny, nie faworyzując jednej grupy kosztem setek innych organizacji działających w lokalach miejskich.
Sytuacja pozostaje w zawieszeniu. List otwarty do parlamentarzystów ma na celu przeniesienie dyskusji na poziom systemowy, by stworzyć ramy prawne dla stabilnego finansowania infrastruktury obywatelskiej w Polsce.