Mieszkańcy pięciu wieżowców przy ul. Górczewskiej z niepokojem patrzą w przyszłość. Prawa do gruntów pod ich domami przejęła spółka Lokaty Budowlane, a w tle sprawy, o której informuje onet.pl, pojawiają się wielkie pieniądze i znane nazwiska.
O problemach lokatorów wieżowców przy ulicy Górczewskiej, zarządzanych przez Spółdzielnię Mieszkaniową „Koło”, już Informowaliśmy czytelników „Życia Warszawy”. Oprócz trudnej sytuacji finansowej spółdzielni i śledztw dotyczących nieprawidłowości za czasów poprzedniego zarządu prawie czterystu właścicieli mieszkań stało się zakładnikami w grze o grunty, w którą zaangażowana jest mało znana spółka Lokaty Budowlane oraz postacie znane z pierwszych stron gazet sprzed lat.
Reklama
Reklama
W sytuacji pojawiają się nowe fakty, ujawnione przez portal onet.pl, a te rzucają na tę sprawę zupełnie inne światło. Spółka ta rości sobie prawa nie tylko do terenu pod budynkami mieszkalnymi, ale także do gruntów, na których funkcjonuje szkoła podstawowa, przedszkole, ośrodek socjoterapii oraz atrakcyjna, niezabudowana jeszcze działka na Woli. Jan Śpiewak, znany warszawski aktywista, w rozmowie z portalem nie gryzie się w język, nazywając sytuację kolejną odsłoną afery reprywatyzacyjnej. Choć wydawało się, że ten mroczny rozdział historii Warszawy jest już zamknięty, roszczenia reaktywowanej w zagadkowych okolicznościach firmy C. Ulrich pokazują, że problem wciąż jest żywy.
Aby zrozumieć istotę sporu, należy cofnąć się do 1994 roku. To właśnie wtedy, w burzliwym okresie transformacji, doszło do reaktywacji przedwojennej spółki ogrodniczej C. Ulrich. Firma, założona jeszcze w 1805 roku, została znacjonalizowana w latach 50. XX wieku. Media przypominają, że za procesem jej „wybudzenia” stali ludzie powiązani z Ryszardem Krauzem – niegdyś jednym z najbogatszych i najbardziej wpływowych biznesmenów w Polsce.
Media przypominają, że za procesem jej „wybudzenia” stali ludzie powiązani z Ryszardem Krauzem
Foto: Łukasza Dejnarowicz
Reklama
Reklama
Reklama
Mechanizm był prosty: skupowano tanie, kolekcjonerskie akcje przedwojennej spółki, a następnie wskrzeszano ją prawnie, by ubiegać się o zwrot dawnych majątków. Już w 1996 roku firma odzyskała 19 hektarów, które później sprzedano pod budowę centrum handlowego Wola Park. Obecna prezes C. Ulrich, Anna Stopka, odpiera jednak zarzuty o „bieganie po antykwariatach”. W rozmowie z Onetem twierdzi, że to spadkobiercy sami zgłosili się do Krauzego z ofertą sprzedaży udziałów, a on zapłacił za nie łącznie 4,5 miliona dolarów. Niezależnie od intencji, skutki tych działań do dziś odbijają się czkawką mieszkańcom Woli.
Dla przeciętnego mieszkańca wieżowca przy Górczewskiej prawnicze zawiłości są drugorzędne wobec wizji gigantycznych dopłat. Obecny zarząd spółdzielni „Koło” informuje, że przedstawiciele Lokat Budowlanych w nieformalnych rozmowach wspominali o astronomicznych kwotach. Gdyby roszczenia zostały uznane, każdy z niemal 400 właścicieli mieszkań mógłby zostać obciążony odszkodowaniem rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie.
Podczas burzliwego spotkania w lokalnej szkole, w którym uczestniczyło ponad sto osób, emocje sięgały zenitu. Mieszkańcy czują się bezsilni. Jedna z lokatorek, pani Iwona, która na osiedlu spędziła pół wieku, pyta retorycznie, jak ma nagle zacząć płacić 5 tys. zł miesięcznie podmiotowi, który określa mianem „firmy krzak”. Ludzie czują, że po latach dbania o własne mieszkania, stają się nikim na własnej ziemi.
Sąd Apelacyjny w Gdańsku pod koniec 2025 roku stwierdził, że Skarb Państwa... nie ma interesu prawnego w kwestionowaniu działalności firmy. Jan Śpiewak nazywa to „umyciem rąk” przez wymiar sprawiedliwości.
Foto: rp.pl
Sądowe batalie i niespodziewane zwroty akcji
Sprawa legalności reaktywacji spółki C. Ulrich to gotowy scenariusz na thriller prawniczy. Skarb Państwa, reprezentowany przez Prokuratorię Generalną, od lat próbuje unieważnić dokumenty z 1994 roku. Sąd Apelacyjny w Gdańsku w 2021 roku uznał nawet, że uchwały o wyborze zarządu „nie istnieją”, ponieważ na zgromadzeniu akcjonariuszy nie zweryfikowano tożsamości uczestników ani posiadanych przez nich akcji. Sędziowie punktowali, że doszło do rażącej sprzeczności z przepisami.
Reklama
Reklama
Radość mieszkańców była jednak przedwczesna. Sąd Najwyższy w 2024 roku skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia, a Sąd Apelacyjny w Gdańsku pod koniec 2025 roku stwierdził, że Skarb Państwa... nie ma interesu prawnego w kwestionowaniu działalności firmy. Jan Śpiewak nazywa to „umyciem rąk” przez wymiar sprawiedliwości. Nadzieja pojawiła się ponownie dopiero w lutym 2026 roku, gdy dzięki nowemu pozwowi samej spółdzielni, sąd zabezpieczył roszczenia, wstrzymując skuteczność dawnych uchwał.
Spółce Lokaty Budowlane, która dziś naciska na spółdzielnię, doradza mecenas Adam Kuźnicki. Kilka lat temu sowicie opłącany doradca SM "Koło"
Foto: mat. pras.
Kontrowersyjna rola prawnika
W całej historii pojawia się jeszcze jeden, niezwykle bulwersujący wątek etyczny. Spółce Lokaty Budowlane, która dziś naciska na spółdzielnię, doradza mecenas Adam Kuźnicki. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jeszcze kilka lat temu był on kluczowym, sowicie opłacanym doradcą... samej Spółdzielni Mieszkaniowej „Koło”.
Z audytu, o którym wspomina onet.pl, wynika, że prawnik zainkasował od spółdzielni ponad 2 mln zł. Wówczas przekonywał zarząd, że roszczenia firmy Ulrich są bezzasadne. Dziś, po „zmianie barw”, stoi po drugiej stronie barykady. Sam zainteresowany tłumaczy w e-mailu do redakcji, że działa zgodnie z prawem i chce jedynie wypracować porozumienie, a winą za chaos obarcza bierność władz Warszawy.
Poseł Kamil Wnuk z Polski 2050 złożył sprawie interpelację do Ministerstwa Sprawiedliwości.
Foto: Polska 2050
Politycy żądają wyjaśnień
Sprawa nabrała już charakteru ogólnopolskiego. Poseł Kamil Wnuk z Polski 2050 złożył w tej sprawie interpelację do Ministerstwa Sprawiedliwości. Parlamentarzyści i społecznicy domagają się jasnej odpowiedzi na pytanie: jak to możliwe, że w 2026 roku setki rodzin w stolicy wciąż mogą być terroryzowane przez niejasne roszczenia wywodzące się z początku lat 90.?
Reklama
Reklama
Walka o wieżowce przy Górczewskiej staje się symbolem niedokończonego procesu porządkowania spraw własnościowych w Polsce. Choć zabezpieczenie sądowe z lutego daje chwilę oddechu, mieszkańcy wiedzą, że to dopiero początek kolejnej bitwy o ich domy.