-2.6°C
1014 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Milionowe przekręty i widmo utraty mieszkań. Gorąco wokół warszawskiej spółdzielni "Koło"

Publikacja: 19.02.2026 12:15

Nad osiedlem „wisi widmo dzikiej reprywatyzacji”. Sprawa dotyczy pięciu bloków przy ulicy Górczewski

Nad osiedlem „wisi widmo dzikiej reprywatyzacji”. Sprawa dotyczy pięciu bloków przy ulicy Górczewskiej

Foto: mat. pras.

Mieszkańcy warszawskiej Woli mierzą się z ogromnym skandalem finansowym i niepewnością o własny dach nad głową, podczas gdy prokuratura od lat analizuje nagrania z podsłuchów.

Sytuacja w Spółdzielni Mieszkaniowej Koło przypomina scenariusz kryminału. Jak informuje Onet.pl, były prezes jednostki Janusz Szmigiera wprost przyznaje, że w organizacji działała grupa przestępcza, choć sam nie uważa się za jej lidera. Spółdzielnia, kojarzona dotąd z historyczną wizytą Pabla Picassa, dziś kojarzy się głównie z gigantyczną dziurą budżetową. Audyt śledczy wykazał, że z kasy podmiotu wyprowadzono co najmniej 23 miliony złotych.

Mechanizm wyprowadzania pieniędzy

Według ustaleń audytora Wojciecha Dudzińskiego, skala nadużyć w Kole była bezprecedensowa. Specjalista z 25-letnim doświadczeniem przyznał w rozmowie z Onet.pl, że nigdy wcześniej nie spotkał się z tak jawnym i ordynarnym sposobem okradania instytucji. Pieniądze miały znikać poprzez płacenie za fikcyjne usługi, zbędne inwestycje czy sprzedaż mieszkań po zaniżonych cenach wybranym osobom.

Mimo że policja założyła podsłuchy już w 2022 roku i dysponuje nagraniami wskazującymi na systemową korupcję, do dziś nikt nie usłyszał zarzutów. Prokuratura tłumaczy to koniecznością dalszego zbierania dowodów, co budzi frustrację mieszkańców obserwujących upadek finansowy swojej spółdzielni.

Reprywatyzacyjny węzeł gordyjski

To jednak tylko jedna strona problemów lokatorów. Jak donosi tygodnik „Gazeta Stołeczna”, nad osiedlem „wisi widmo dzikiej reprywatyzacji”. Sprawa dotyczy pięciu bloków przy ulicy Górczewskiej, w których znajduje się 384 lokali, a także pobliskiej szkoły i przedszkola. Mechanizm przejęcia gruntów opierał się na reaktywacji przedwojennej spółki C. Ulrich na podstawie starych akcji, które niegdyś traktowano jedynie jako przedmioty kolekcjonerskie.

Reklama
Reklama

Mimo że stołeczny ratusz już w 2017 roku alarmował o nieprawidłowościach przy reaktywacji spółki, śledztwo w tej sprawie zostało umorzone w 2024 roku. Obecnie, jak podaje „Gazeta Stołeczna, firma figuruje w KRS, a spółdzielnia Koło przegrała batalię sądową o zasiedzenie spornych gruntów.

Gigantyczne roszczenia wobec lokatorów

Jak podaje TVP3 Warszawa, firma Lokaty Budowlane, która przejęła roszczenia, żąda około 31 mln zł za bezumowne korzystanie z terenu. Po podziale tej kwoty na poszczególne lokale, każda rodzina musiałaby zapłacić ok. 80 tys. zł. Mieszkańcy boją się, że będą musieli płacić za mieszkania drugi raz lub zostaną zmuszeni do wyprowadzki.

W tle pojawiają się kontrowersyjne powiązania personalne. Prawnik, który niegdyś obsługiwał SM Koło, jest obecnie wspólnikiem w podmiocie powiązanym z Lokatami Budowlanymi. To właśnie ta firma stara się o wpisy do ksiąg wieczystych, co budzi sprzeciw polityków i działaczy społecznych.

Interwencja na szczytach władzy

Sprawa stała się przedmiotem interpelacji poselskich i interwencji rządowych. TVP3 Warszawa poinformowała o spotkaniu burmistrza Woli, Krzysztofa Strzałkowskiego, z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem. Resort zapowiedział szczegółową analizę wszystkich postępowań przez Prokuraturę Krajową oraz zbadanie prawidłowości składu orzekającego w Sądzie Najwyższym, który zajmował się tą sprawą.

Reklama
Reklama

Politycy różnych opcji, od Kamila Wnuka po Sebastiana Kaletę, apelują o systemowe zmiany, które uniemożliwiłyby przejmowanie majątku spółdzielców przez reaktywowane spółki przedwojenne. Dla ponad tysiąca mieszkańców Koła walka o własne domy wciąż jednak trwa, a ich przyszłość zależy od decyzji prokuratury i sądów najwyższej instancji.

Reklama
Reklama