-5.8°C
1006.4 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Różowy skandal na Saskiej Kępie. „Rebelia” Lukullusa przyspieszy powstanie Parku Kulturowego?

Publikacja: 10.01.2026 12:30

Kontrowersyjna reklama na elewacji oburzyła mieszkańców i skłoniła radnych do interwencji u konserwa

Kontrowersyjna reklama na elewacji oburzyła mieszkańców i skłoniła radnych do interwencji u konserwatora zabytków

Foto: facebook.com / Dorota Spytka

Uznana cukiernia Lukullus wywołała burzę, nanosząc różowe graffiti na zabytkową elewację na Saskiej Kępie. Czy artystyczny manifest z okazji 80-lecia firmy stanie się impulsem do wprowadzenia surowych zasad Parku Kulturowego?

Saska Kępa od dekad uchodzi za enklawę dobrego smaku, spokoju i modernistycznej architektury. To tutaj każda zmiana w tkance miejskiej jest analizowana przez mieszkańców z niemal chirurgiczną precyzją. Nic więc dziwnego, że gdy na początku stycznia 2026 roku na elewacji chronionej kamienicy u zbiegu ulic Francuskiej i Walecznych pojawił się jaskraworóżowy napis, w dzielnicy zawrzało.

To, co dla twórców było artystycznym manifestem i próbą tchnięcia nowej energii w miejski krajobraz, dla wielu odbiorców stało się jednak niezrozumiałym aktem wandalizmu. 

Sprawcą zamieszania okazała się cukiernia Lukullus, marka kojarzona dotychczas z najwyższą dbałością o estetykę i design, która tym razem postanowiła świętować swój jubileusz w sposób wyjątkowo kontrowersyjny.

LXXX. Manifest czy promocja wandalizmu?

Wszystko zaczęło się od kampanii z okazji osiemdziesiątych urodzin firmy, której symbolem stała się rzymska liczba LXXX. Właściciele Lukullusa postanowili zerwać z wizerunkiem cukierni jako muzeum tradycji i postawili na barwę magenty, która w ich zamyśle ma symbolizować rebelię, pasję oraz patrzenie w przyszłość. W oficjalnym oświadczeniu tłumaczyli, że chcą opowiadać o swojej marce z perspektywy historii, a przyszłości.

Reklama
Reklama

To, co dla twórców było artystycznym manifestem i próbą tchnięcia nowej energii w miejski krajobraz, dla wielu odbiorców stało się jednak niezrozumiałym aktem wandalizmu. Umieszczenie agresywnego wizualnie graffiti na modernistycznym budynku wywołało konflikt wartości, którego firma prawdopodobnie nie przewidziała w swoim planie marketingowym.

Saska Kępa. Dzielnica, która nie wybacza błędów

Reakcja lokalnej społeczności była natychmiastowa i nadzwyczaj solidarna. Mieszkańcy Saskiej Kępy, którzy od lat toczą nierówną walkę z nielegalnymi bazgrołami niszczącymi ich domy, odebrali akcję Lukullusa jako policzek. Głos w sprawie zabrała radna dzielnicy Praga-Południe, Dorota Spyrka, która bez ogródek nazwała akcję normalizacją wandalizmu.

Radna zwróciła uwagę na paradoks: właściciele cukierni szlify zawodowe zdobywali we Francji, a jednak trudno wyobrazić sobie, by podobna „reklama” mogła pojawić się na zabytkowej fasadzie w sercu Paryża. Argumentacja radnej uderzyła w najczulszy punkt – koszty. Podczas gdy bogata firma traktuje elewację jak darmowy słup ogłoszeniowy, wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe muszą wydawać ogromne kwoty z własnych kieszeni, by usuwać skutki działalności grafficiarzy, którym Lukullus nieświadomie nadał moralne alibi.

Zareaguje konserwator zabytków

Skandal szybko przeniósł się z mediów społecznościowych do gabinetów urzędników. Radny Robert Migas podjął interwencję u Mazowieckiego Konserwatora Zabytków, co zaowocowało zapowiedzią oficjalnej kontroli. Okazało się bowiem, że budynek przy Walecznych 29 jest objęty ochroną konserwatorską, a każda ingerencja w jego wygląd zewnętrzny wymaga stosownych pozwoleń, których cukiernia nie posiadała. Firmie grożą teraz wysokie kary finansowe, które mogą sięgać nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Reklama
Reklama

właściciele Lukullusa

Jest nam głupio, że was rozwścieczyliśmy

Park Kulturowy – czas na rygorystyczne zasady?

Incydent z Lukullusem stał się dla radnego Migasa pretekstem do odkurzenia tematu, który od lat budzi emocje – wprowadzenia na Saskiej Kępie Parku Kulturowego. Jest to narzędzie, które w Warszawie z powodzeniem funkcjonuje już na Starym Mieście oraz w Wilanowie, a polega na narzuceniu sztywnych ram prawnych dla całej przestrzeni publicznej.

W ramach takiego parku urzędnicy mogą precyzyjnie określić dopuszczalną kolorystykę elewacji, maksymalne wymiary szyldów, a nawet wygląd parasoli w ogródkach gastronomicznych. Na Starym Mieście dzięki tym przepisom zniknęły agresywne reklamy wielkoformatowe i pstrokaty chaos, a przestrzeń odzyskała swój historyczny blask. Wprowadzenie podobnych regulacji na Saskiej Kępie oznaczałoby koniec ery "marketingowej partyzantki" i wymusiło na przedsiębiorcach pełną dyscyplinę estetyczną, co dla jednych byłoby zbawieniem, a dla innych znacznym ograniczeniem swobody twórczej.

„Jest nam głupio”, czyli lekcja pokory w cieniu kryzysu

W obliczu narastającej fali krytyki i realnej groźby surowych sankcji, Lukullus wydał drugie oświadczenie, w którym ton rebelii ustąpił miejsca pokorze. Właściciele przyznali, że nie spodziewali się aż tak negatywnego odbioru i przeprosili szczególnie społeczność Saskiej Kępy, deklarując: „jest nam głupio, że was rozwścieczyliśmy”.

Firma zobowiązała się do natychmiastowego usunięcia graffiti, gdy tylko pozwolą na to warunki pogodowe, oraz do przywrócenia elewacji do stanu idealnego na własny koszt.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama