-8.8°C
1009 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Kto zniszczył rzeźbę „Wioślarza” obok Cytadeli? Bezmyślny wandalizm na Żoliborzu

Publikacja: 08.01.2026 08:00

„Wioślarz” został odnaleziony niedaleko swojej stałej lokalizacji, powalony i porzucony w śniegu

„Wioślarz” został odnaleziony niedaleko swojej stałej lokalizacji, powalony i porzucony w śniegu

Foto: facebook.com / ZielonyŻoliborz / Jan Sajdak

Park Fosa przy Cytadeli stracił swój artystyczny symbol. Kultowy „Wioślarz” Jana Sajdaka został brutalnie zdewastowany w biały dzień. „Życie Warszawy” publikuje dowody i apeluje do świadków o pomoc w ustaleniu tożsamości sprawców.

Warszawski Żoliborz od lat słynie z dbałości o detale, zieleń i unikalną atmosferę, którą współtworzą lokalni artyści. Jednym z najbardziej charakterystycznych punktów na spacerowej mapie dzielnicy był dotąd Park Fosa i Stoki Cytadeli, gdzie w dawnym zakolu rzeki Drny „płynął” pleciony „Wioślarz”. Ta unikalna rzeźba typu land art, wykonana z naturalnych materiałów, stała się dla mieszkańców kimś więcej niż tylko instalacją – była niemym strażnikiem nadrzecznego krajobrazu. Niestety, pierwsze dni stycznia 2026 roku przyniosły informacje, że wiklinowy posąg został zdewastowany.

Artystyczny dialog z naturą przerwany brutalną siłą

Historia „Wioślarza” rozpoczęła się w drugiej połowie 2020 roku, kiedy to Jan Sajdak, utalentowany rzeźbiarz i absolwent warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, postanowił ożywić dolinę Drny swoją pracą dyplomową. Artysta, który w swojej twórczości łączy techniki rzeźbiarskie z wiedzą z zakresu etnologii i antropologii kulturowej, stworzył postać dynamiczną, zdającą się walczyć z niewidzialnym nurtem. Wykonana z wikliny i suchych badyli konstrukcja z założenia miała powoli niszczeć pod wpływem deszczu i wiatru, ostatecznie wracając do obiegu przyrody. Właśnie ta surowa forma i wyjątkowa aura, jaką roztaczał wokół siebie wioślarz, przyciągały tłumy spacerowiczów, czyniąc instalację jedną z najbardziej fotogenicznych rzeźb w stolicy.

Tajemnicze zniknięcie i smutny finał w śniegu

Wydarzenia przybrały dramatyczny obrót we wtorek, 6 stycznia. Początkowo doniesienia wskazywały na zniknięcie rzeźby, co wywołało falę spekulacji o kradzieży. Informację o rzekomym „uprowadzeniu” dzieła jako pierwsze podało stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, alarmując, że ani autor, ani zarządca terenu nie planowali demontażu instalacji. Prawda okazała się jednak znacznie bardziej przygnębiająca. „Wioślarz” nie został skradziony przez kolekcjonera czy złodzieja materiałów. Został odnaleziony niedaleko swojej stałej lokalizacji, powalony i porzucony w śniegu. Widok był przejmujący – postać, która przez lata dumnie dzierżyła wiosło, leżała teraz z brutalnie powyłamywanymi nogami i zdruzgotaną konstrukcją.

Reklama
Reklama

Kluczowe osiem godzin. Sprawca działał w biały dzień

Dzięki czujności internautów udało się ustalić fakty, które rzucają nowe światło na sprawę i podważają hipotezę o nocnym ataku wandali. Kluczowym dowodem w sprawie stała się relacja pani Agnieszki, jednej z warszawianek komentujących zajście, która mijała rzeźbę podczas porannego spaceru około godziny 8 – wówczas „Wioślarz” znajdował się jeszcze w nienaruszonym stanie. Pierwsze doniesienia o braku instalacji zaczęły natomiast spływać już późnym popołudniem tego samego dnia. Oznacza to, że okno czasowe, w którym doszło do dewastacji, zawęziło się do zaledwie kilku godzin w środku dnia świątecznego. Fakt, że w tak popularnym miejscu, w godzinach największego natężenia ruchu spacerowego, nikt nie zauważył sprawcy niszczącego sporych rozmiarów konstrukcję, jest zdumiewający i sugeruje wyjątkową bezczelność napastników.

Filozofia rozpadu kontra prymitywna agresja

Warto w tym miejscu przypomnieć słowa samego artysty, Jana Sajdaka, który od lat podkreślał, że jego prace mają swój określony cykl życia i nie są wieczne. Już wcześniej „Wioślarz” borykał się z drobnymi aktami wandalizmu, takimi jak utrata głowy, co rzeźbiarz przyjmował z pokorą, uznając delikatność materiału za element wpisany w dzieło. Jednak to, co wydarzyło się 6 stycznia, wykracza poza ramy akceptowalnego procesu starzenia się land artu.

Jak słusznie zauważyli przedstawiciele profilu Zielony Żoliborz, naturalna dezintegracja wikliny to proces godny, podczas gdy celowe łamanie nóg rzeźby to przejaw prymitywnego wandalizmu, który odbiera mieszkańcom radość z obcowania z kulturą. Obecnie resztki instalacji mają zostać zabezpieczone, a ostateczna decyzja o jej naprawie lub ostatecznym pożegnaniu należy wyłącznie do jej twórcy.

Apel do mieszkańców o pomoc i czujność

Zniszczenie „Wioślarza” to nie tylko strata materialna, ale przede wszystkim cios w lokalną tożsamość Żoliborza. Ponieważ do aktu wandalizmu doszło w ciągu dnia, istnieje ogromna szansa, że ktoś ze spacerowiczów nieświadomie zarejestrował sprawców na zdjęciach lub nagraniach wideo. Każdy detal może być kluczowy dla ustalenia, komu przeszkadzała ta wyjątkowa postać. Jednocześnie redakcja „Życia Warszawy” przyłącza się do apelu o wzmożoną czujność przy innych instalacjach artysty, takich jak „Wierzbowa Świątynia”, aby historia „Wioślarza” nie powtórzyła się w przypadku pozostałych dzieł, które czynią warszawską przestrzeń publiczną tak wyjątkową.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama