Od kradzieży do ciosów siekierą
Skala zjawiska i bezwzględność radaru szybko wywołały falę społecznej frustracji, która w lutym 2025 roku przerodziła się w otwartą agresję. Pod osłoną nocy nieznani sprawcy dokonali pierwszej skutecznej dewastacji, całkowicie demontując głowicę urządzenia. Służby zostały zmuszone do zdjęcia sprzętu z masztu na ponad dwa miesiące, a koszt naprawy oszacowano na kwotę 50 tys. zł. Był to jednak dopiero początek eskalacji konfliktu.
Kolejna odsłona tej walki miała miejsce w kwietniu 2025 roku i przeszła do historii jako jeden z najkrótszych okresów służby urządzenia pomiarowego. Fotoradar wrócił na miejsce w czwartek o godzinie 13, a już 35 godzin później sygnał z urządzenia został przerwany. Sprawca uderzył z niebywałą brutalnością, używając prawdopodobnie siekiery do rozbicia pancernej obudowy i precyzyjnego zniszczenia układu optycznego.
Forteca oblana białą farbą
Główny Inspektorat Transportu Drogowego nie zamierzał jednak składać broni. Po miesiącach przerwy i przeprowadzeniu analiz bezpieczeństwa, urządzenie powróciło w grudniu 2025 roku, tym razem w otoczeniu dodatkowych systemów zabezpieczających. Za kwotę 10 tys. zł zainstalowano dedykowany monitoring, który miał pilnować samego radaru. Wydawało się, że nowa, technologiczna forteca powstrzyma niszczycielskie zapędy przeciwników ograniczeń prędkości.
Rzeczywistość okazała się jednak brutalna już na początku stycznia 2026 roku. Po zaledwie 11 dniach pracy, w nocy z 2 na 3 stycznia, fotoradar został całkowicie oblany mieszanką gęstej, białej farby olejnej. Sprawca, ignorując kamery lub znajdując ich martwe pola, skutecznie oślepił obiektywy, zamieniając zaawansowany sprzęt w bezużyteczny słup na poboczu trasy.
Głos z samorządu i walka o sensowne limity
W samym środku batalii wybrzmiał głos Karola Bąkowskiego, radnego dzielnicy Ursus, który rzucił nowe światło na całą sprawę. Samorządowiec, choć oficjalnie odciął się od pochwalania wandalizmu, postawił bardzo odważną diagnozę problemu. Według jego oceny to najwyższy czas na dostosowanie ograniczeń prędkości w tym miejscu do realiów infrastrukturalnych. Radny wprost nazwał pozostawienie strefy zabudowanej na krótkim, stumetrowym odcinku szerokiej arterii działaniem bezzasadnym.
Postulat radnego Bąkowskiego dotyka sedna problemu, o którym od miesięcy dyskutują eksperci od inżynierii ruchu. Wiele osób zastanawia się, czy fotoradar, który budzi tak skrajne emocje i jest niszczony niemal natychmiast po montażu, faktycznie służy poprawie bezpieczeństwa, czy jedynie generowaniu przychodów.
Pułapka czy gwarant bezpieczeństwa
Obecnie sytuacja przy Alejach Jerozolimskich 239 jest patowa. Służby drogowe stoją przed dylematem, czy inwestować kolejne tysiące w pancerne osłony i jeszcze gęstszy monitoring, czy może jednak przyznać rację stronie społecznej i zrewidować organizację ruchu w tym miejscu. Historia tego urządzenia pokazuje, że bez społecznej akceptacji dla przepisów, nawet najbardziej zaawansowane systemy nadzoru stają się celem ataków i generują koszty przewyższające wpływy z mandatów.