-2°C
1012.8 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Najbardziej znienawidzony fotoradar w Polsce zniszczony po raz trzeci. Problemem rygorystyczne ograniczenie?

Publikacja: 04.01.2026 08:28

Fotoradar został zniszczony po raz trzeci po 11 dniach funkcjonowania

Fotoradar został zniszczony po raz trzeci po 11 dniach funkcjonowania

Foto: facebook.com / Karol Bąkowski - Radny Ursusa

To miało być narzędzie poprawy bezpieczeństwa, a stało się symbolem największego konfliktu na warszawskich drogach. Fotoradar przy Al. Jerozolimskich 239 w zaledwie rok przeszedł drogę od rekordzisty mandatów do ofiary seryjnych dewastacji. Fotoradar w Ursusie, mimo nowych zabezpieczeń, został po raz trzeci „wyeliminowany z gry” w nocy z 2 na 3 stycznia 2026 roku.

Choć fotoradary w stolicy nikogo już nie dziwią, ten konkretny punkt na mapie wzbudza szczególne emocje. To tutaj nowoczesna technologia pomiarowa mierzy się z partyzanckim oporem, a statystyki wystawionych mandatów zderzyły się z brutalną rzeczywistością nocnych ataków przy użyciu siekier i farby.

Narodziny finansowego giganta

Wszystko zaczęło się 14 listopada 2024 roku, kiedy na maszt wciągnięto nowoczesne urządzenie TraffiStar SR390 niemieckiej firmy Jenoptik. Wybór lokalizacji był precyzyjnie przemyślany, choć przez wielu kierowców od początku nazywany pułapką. Przy al. Jerozolimskich na wysokości numeru 239 droga wylotowa z Warszawy w stronę Pruszkowa gwałtownie się rozszerza, przechodząc z dwóch w trzy pasy ruchu. Instynktowna reakcja każdego kierowcy w tym miejscu to dociśnięcie pedału gazu na widok otwartej przestrzeni, jednak znaki drogowe nieubłaganie wskazują na ograniczenie do 50 kilometrów na godzinę.

Efekt był piorunujący. W ciągu pierwszych 16 dni pracy maszyna zarejestrowała ponad 6 tys. wykroczeń, co w praktyce oznaczało robienie zdjęcia średnio co cztery minuty. Do końca roku licznik dobijał już do dziewięciu tysięcy, a w lutym 2025 roku statystyki mówiły o dwunastu i pół tysiącu ukaranych kierowców. Urządzenie zarabiało na siebie w tempie ekspresowym, stając się najbardziej wydajną maszynką do wystawiania mandatów w całej Polsce.

Reklama
Reklama

Od kradzieży do ciosów siekierą

Skala zjawiska i bezwzględność radaru szybko wywołały falę społecznej frustracji, która w lutym 2025 roku przerodziła się w otwartą agresję. Pod osłoną nocy nieznani sprawcy dokonali pierwszej skutecznej dewastacji, całkowicie demontując głowicę urządzenia. Służby zostały zmuszone do zdjęcia sprzętu z masztu na ponad dwa miesiące, a koszt naprawy oszacowano na kwotę 50 tys. zł. Był to jednak dopiero początek eskalacji konfliktu.

Kolejna odsłona tej walki miała miejsce w kwietniu 2025 roku i przeszła do historii jako jeden z najkrótszych okresów służby urządzenia pomiarowego. Fotoradar wrócił na miejsce w czwartek o godzinie 13, a już 35 godzin później sygnał z urządzenia został przerwany. Sprawca uderzył z niebywałą brutalnością, używając prawdopodobnie siekiery do rozbicia pancernej obudowy i precyzyjnego zniszczenia układu optycznego.

Forteca oblana białą farbą

Główny Inspektorat Transportu Drogowego nie zamierzał jednak składać broni. Po miesiącach przerwy i przeprowadzeniu analiz bezpieczeństwa, urządzenie powróciło w grudniu 2025 roku, tym razem w otoczeniu dodatkowych systemów zabezpieczających. Za kwotę 10 tys. zł zainstalowano dedykowany monitoring, który miał pilnować samego radaru. Wydawało się, że nowa, technologiczna forteca powstrzyma niszczycielskie zapędy przeciwników ograniczeń prędkości.

Rzeczywistość okazała się jednak brutalna już na początku stycznia 2026 roku. Po zaledwie 11 dniach pracy, w nocy z 2 na 3 stycznia, fotoradar został całkowicie oblany mieszanką gęstej, białej farby olejnej. Sprawca, ignorując kamery lub znajdując ich martwe pola, skutecznie oślepił obiektywy, zamieniając zaawansowany sprzęt w bezużyteczny słup na poboczu trasy.

Reklama
Reklama

Głos z samorządu i walka o sensowne limity

W samym środku batalii wybrzmiał głos Karola Bąkowskiego, radnego dzielnicy Ursus, który rzucił nowe światło na całą sprawę. Samorządowiec, choć oficjalnie odciął się od pochwalania wandalizmu, postawił bardzo odważną diagnozę problemu. Według jego oceny to najwyższy czas na dostosowanie ograniczeń prędkości w tym miejscu do realiów infrastrukturalnych. Radny wprost nazwał pozostawienie strefy zabudowanej na krótkim, stumetrowym odcinku szerokiej arterii działaniem bezzasadnym.

Postulat radnego Bąkowskiego dotyka sedna problemu, o którym od miesięcy dyskutują eksperci od inżynierii ruchu. Wiele osób zastanawia się, czy fotoradar, który budzi tak skrajne emocje i jest niszczony niemal natychmiast po montażu, faktycznie służy poprawie bezpieczeństwa, czy jedynie generowaniu przychodów.

Pułapka czy gwarant bezpieczeństwa

Obecnie sytuacja przy Alejach Jerozolimskich 239 jest patowa. Służby drogowe stoją przed dylematem, czy inwestować kolejne tysiące w pancerne osłony i jeszcze gęstszy monitoring, czy może jednak przyznać rację stronie społecznej i zrewidować organizację ruchu w tym miejscu. Historia tego urządzenia pokazuje, że bez społecznej akceptacji dla przepisów, nawet najbardziej zaawansowane systemy nadzoru stają się celem ataków i generują koszty przewyższające wpływy z mandatów.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama