3°C
1024.7 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Pięciu Poległych. Lud Warszawy stanął oko w oko ze zbrodnią

Publikacja: 27.02.2026 07:55

Portrety pośmiertne pięciu poległych podczas manifestacji patriotycznej 27 lutego 1861 autorstwa Kar

Portrety pośmiertne pięciu poległych podczas manifestacji patriotycznej 27 lutego 1861 autorstwa Karola Beyera

Foto: mat. arch.

25 lutego 1831 roku rozegrała się Bitwa pod Olszynką Grochowską – krwawe starcie wojsk polskich ze znacznie liczniejszymi siłami rosyjskimi. Bitwę uznaje się za nierozstrzygniętą, jednak była istotna, bo uniemożliwiła wojskom rosyjskim zajęcie Warszawy.

Bitewne zmagania przyniosły liczne ofiary – poległo ok. 6800 żołnierzy polskich i 9400 rosyjskich. Nie przyniosły natomiast przełomu, bardziej istotny był fakt dania odporu moskalom, i ostudzenie ich nadziei na szybkie stłumienie Powstania Listopadowego. Pamięć o bohaterskich walkach w 1831 roku była podwaliną patriotyzmu Polaków połowy XIX wieku.

Pamięć o walkach ojców

Noszono wykonane z olchowego drewna krzyżyki z datą bitwy, opowiadano sobie o bohaterstwie jej uczestników. 25 lutego 1861, w 30. rocznicę tych wydarzeń, środowiska patriotyczne zorganizowały demonstrację. Została brutalnie rozbita; obyło się bez ofiar, lecz trzydzieści osób aresztowano. Dwa dni później, 27 lutego, studenci Szkoły Sztuk Pięknych i Akademii Medyko-Chirurgicznej zorganizowali znacznie większą manifestację – domagano się uwolnienia zatrzymanych, reform społecznych i przestrzegania praw obywatelskich. W kościele karmelitów na Lesznie odbyło się nabożeństwo – przebiegło spokojnie; gdy tłum ruszył na Stare Miasto, doszło do starć.

W II RP historia o Pięciu Poległych wciąż mocno rezonowała w świadmości Polaków

W II RP historia o Pięciu Poległych wciąż mocno rezonowała w świadmości Polaków

Foto: Fotopolska

W rejonie kościoła św. Anny pochód został zatrzymany przez kozaków; traf chciał, że ze świątyni zaczęli wychodzić właśnie żałobnicy – uczestnicy pogrzebu Józefa Łempickiego, Radcy Dyrekcji Ubezpieczeń. Ci zostali wzięci za kolejną demonstrację, i zaatakowani nahajkami przez Rosjan. Ktoś krzyknął: krzyż porąbali! – w stronę wojska poleciał grad kamieni. Na Placu Zamkowym carscy żołnierze zaczęli bić demonstrantów kolbami karabinów, starając się rozpędzić tłum; w ich stronę poleciały kamienie i bryły lodu – odpowiedzieli salwą z karabinów. W tłumie demonstrantów padli zabici.

Ofiarami byli Michał Arcichiewicz – uczeń gimnazjum, Filip Adamkiewicz – czeladnik krawiecki, zatrudniony przy budowie mostu na Wiśle, Karol Brendel – ślusarz, robotnik fabryczny oraz ziemianie - członkowie Towarzystwa Rolniczego: Zdzisław Rutkowski i Marceli Paweł Karczewski.

Reklama
Reklama

Sekrety kościelnych ksiąg

Zachowany akt zgonu Arcichiewicza podaje miejsce śmierci – zmarł przy Marszałkowskiej 1384; uczeń szóstej klasy gimnazjum gubernialnego, pochodzący z miasta Lublina, lat 17 mający; zgon zgłoszono dopiero 9 marca. 1 marca zgłoszono zgon Filipa Adamkiewicza – lat 42, zmarł przy Krakowskim Przedmieściu pod numerem 419. Także na Krakowskim Przedieściu, lecz pod liczbą 392, zmarł liczący 24 lata Karol Brendel, rodem z Chlewisk w Guberni Radomskiej. 4 marca zgłoszono zgon Zdzisława Rutkowskiego, zmarłego na Krakowskim Przedmieściu pod numerem 372, zmarłego w wieku 23 lat. 66 lat liczył natomiast Marceli Karczewski – co ciekawe, wszystkie zgony odnotowano skrupulatnie w księgach parafialnych, nie wspominając słowem o przyczynie – w żadnym z przypadków.

Dla historyka zapisy te są wiarygodnym i bezcennym źródłem informacji; dotąd nie podawanych. Na ich podstawie można wysnuć wniosek, że ranni zostali zabrani z ulicy do różnych mieszkań – Michał Arcichiewicz aż na Marszałkowską. I że zapanował strach – śmierć, zgłaszana zwykle tego samego lub kolejnego dnia, tu była zgłoszona dwa tygodnie później. Ba, długo po pogrzebie, który odbył się 2 marca.

Zbrodnia bez kary

Rozkaz strzelania do tłumu wydał generał Wasyl Zabołocki, dowodzący Niżowskim Pułkiem Piechoty; by opanować wymykającą się spod kontroli sytuację jeszcze 27 lutego powołano Delegację Miejską – komitet mający opanować społeczne emocje i przywrócić spokój. W jego składzie znaleźli się Leopold Kronenberg, pisarz Józef Ignacy Kraszewski, lekarz Tytus Chałubiński, fotograf Karol Beyer – ludzie różnych wyznań, stanów i zawodów. Ostatecznie Delegacja zapewniła spokojny przebieg pogrzebu, a także wynegocjowała wypuszczenie więźniów z Cytadeli Warszawskiej.

Ale nim to nastąpiło, ciała czterech zabitych przeniesiono do Hotelu Europejskiego , gdzie odbywał się zjazd wspomnianego Towarzystwa Rolniczego – czterech, poza najmłodszym Arcichiewiczem. Nazajutrz zrobił im zdjęcia jeden z pionierów warszawskiej fotografii, a zarazem członek Delegacji Miejskiej – Karol Beyer; oględziny zwłok odbywały się w narożnej Sali Pompejańskiej Hotelu Europejskiego, na trzecim piętrze.

Reklama
Reklama

Cała sytuacja była wstrząsem dla społeczeństwa; prześladowane przez carat, kipiące emocjami , trwało we frustracji. I tu, lud Warszawy stanął oko w oko ze zbrodnią – śmiercią przypadkowych ludzi.

Zdjęcie, które wstrząsnęło Polakami

Beyer wykonał zdjęcia „Post Mortem” podczas oględzin ciał – tak, jak je ujrzał. W ujęciu z profilu, widoczne do pasa, miały odsłonięte torsy, z dobrze widocznymi ranami postrzałowymi. Jedynie najmłodsza ofiara, Michał Arcichiewicz, została przygotowana do zdjęcia przez bliskich. Jego rany nie widać; został ukazany w ubraniu, jednak z gałązką palmy i koroną cierniową – w kulturze chrześcijańskiej symbolami męczeństwa i cierpienia.

Foto: mat. pras.

Tableu ze zdjęciami, które w niezliczonej ilości odbitek rozeszło się wśród społeczeństwa, mówiło więcej, niż tysiąc słów – zręczni graficy powielali je w kompozycjach z krzyżem , Golgotą, ogólnie symboliką pasyjną. Choć nie wszyscy mogli zobaczyć zamordowanych osobiście, tysiące zobaczyło ich na fotograficznych odbitkach. Trochę mesjanistycznie, jak męczennicy za narodowe sprawy, przywodzili na myśl przedstawienia Chrystusa zdjętego z krzyża.

Ostatnia droga w pięknych kolorach

Nabożeństwo żałobne odbyło się w kościele pw. Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu; przewodniczył mu arcybiskup Antoni Fijałkowski. Po mszy żałobny kondukt przeszło stu tysięcy osób przeszedł przez Plac Saski, Wierzbową, Bielańską, Nalewkami, na Cmentarz Powązkowski. Wszyscy polegli spoczęli we wspólnym grobie – na godny pomnik przyszło im jednak czekać wiele lat; dopiero w 1915 roku wykonał go Bolesław Dobrzyński.

Poza duchownymi katolickimi i ewangelickimi w pogrzebie wzięli udział także przedstawiciele żydowskiego rabinatu –Markus Jastrow, Dow Ber Meisels i Izaak Kramsztyk.

Reklama
Reklama

Wydarzenie tej rangi nie mogło przejść bez śladu w kulturze narodu; wkrótce pogrzeb namalował Aleksander Lesser.

Podstawą do odwzorowania wizerunków postaci były zdjęcia Beyera, z którym Lesser współpracował wielo

Podstawą do odwzorowania wizerunków postaci były zdjęcia Beyera, z którym Lesser współpracował wielokrotnie.

Foto: Fotopolska

Obraz przedstawia uroczystości na cmentarzu; wśród uczestników pogrzebu centralne miejsce zajmuje postać biskupa Henryka Ludwika Platera, obok niego stoją Jastrow, Meisels, pastor Leopold Otto, Juliusz Ludwig, Andrzej Zamoyski, Mathias Rosen czy Karol Szlenkier. Po prawej stronie obrazu, pod nagrobkami, przedstawiono członków Delegacji Miejskiej – m.in. Kronenberga, Chałubińskiego, szewca Stanisława Hiszpańskiego. Sam Beyer, jak August Zamoyski, na obrazie Lessera niesie trumnę. Jedyna  kobietą, jaką można rozpoznać jest Deotyma – Jadwiga Łuszczewska.

Podstawą do odwzorowania wizerunków postaci były zdjęcia Beyera, z którym Lesser współpracował wielokrotnie.

Na obrazie Henryka Pillatiego widzimy tłum żałobników, wynoszący okryte kirem trumny na schodach koś

Na obrazie Henryka Pillatiego widzimy tłum żałobników, wynoszący okryte kirem trumny na schodach kościoła św. Krzyża. T

Foto: Muzeum Narodowe w Krakowie

Reklama
Reklama

Inaczej wydarzenie ukazał Henryk Pilatti – na jego obrazie, nieco późniejszym, widzimy tłum żałobników, wynoszący okryte kirem trumny na schodach kościoła św. Krzyża. Tu także, choć bardziej symbolicznie, ukazano udział całego społeczeństwa w ceremonii.

Reklama
Reklama