Pomazane ściany, zdewastowane ławki, połamane ogrodzenia, spalone elementy placów zabaw. W Warszawie ślady wandalizmu widać niemal na każdym kroku. Miasto sprząta, naprawia i odnawia przestrzeń publiczną, ale pieniądze wydane na likwidację zniszczeń rzadko udaje się odzyskać od sprawców.
– Gdy nie udaje się ustalić winnego, dzielnica korzysta z ubezpieczenia mienia. Przykładem jest spalenie zestawu zabawowego w Parku Stawy Kellera – ubezpieczyciel wypłacił 18 tys. zł, czyli niemal całą wartość urządzenia – mówi Magdalena Borek, rzecznik Bielany.
Reklama
Reklama
Żadnego złota tam nie ma
Przy ul. Żeromskiego, przed Urzędem Dzielnicy Bielany, stoi miejski punkt elektroodpadów, do którego można wrzucać stare płyty CD i DVD, zużyte baterie, telefony, ładowarki, tonery czy żarówki. W tym przypadku jednak nie można z niego skorzystać – pojemnik został uszkodzony.
Na obudowie zawisła kartka skierowana do wandala: „Szanowny dewastujący!!! Mienie, które niszczysz, jest własnością wszystkich mieszkańców. Uwierz, że nie ma tu złota, do którego próbujesz się tak dokopać”.
Regularnie niszczony przez wandali automat do zbierania elektroodpadów z apelem o opamiętanie
Foto: mat. pras.
To tylko jeden z wielu przykładów niszczenia miejskiego mienia. Każdego dnia mieszkańcy mijają pomazane elewacje, mury, ławki czy przystanki. Do tego dochodzą wybite szyby oraz wyrwane lub połamane elementy infrastruktury.
Reklama
Reklama
Reklama
Na Bielanach w ubiegłym roku wandale szczególnie często niszczyli infrastrukturę parkową i ogrodzenia. – Mieliśmy też do czynienia z masowym wyrywaniem ławek z fundamentów, łamaniem szczebli w płotach okalających place zabaw oraz niszczeniem koszy na śmieci, często przez ich wywracanie lub podpalanie zawartości – wylicza Magdalena Borek.
65 tys. zł
na tyle w ubiegłym roku wycenił koszty likwidacji skutków wandalizmu tylko Zarząd Oczyszczania Miasta
Regularnie niszczona jest również bezpieczna nawierzchnia na placach zabaw oraz trampoliny ziemne. – To celowe działania: wycinanie dziur ostrymi narzędziami albo wypalanie papierosami specjalistycznej nawierzchni amortyzującej upadki. Dochodzi też do mechanicznych uszkodzeń siatek w trampolinach. Tak było m.in. przy ul. Marymonckiej 34 – dodaje.
Osobnym problemem jest graffiti i tzw. tagowanie. Wulgarne napisy i rysunki pojawiają się na urządzeniach zabawowych, szczególnie na Skwerze Jarnuszkiewicza, w Parku Olszyna oraz przy ul. Doryckiej 6.
Graffiti, podpalenia i kradzieże
W innych dzielnicach skala problemu jest podobna. – W Śródmieście głównym problemem jest nielegalne graffiti. Niszczy ono elewacje budynków mieszkalnych i użytkowych, w tym także zabytkowych, oraz elementy małej architektury – podcienia, kolumny, bramy czy mury – mówi Anna Łobko, rzecznik dzielnicy.
Reklama
Reklama
W Śródmieściu głównym problemem jest nielegalne graffiti. Niszczy ono elewacje budynków mieszkalnych i użytkowych
Foto: mat. pras.
Na Białołęce wandale najczęściej biorą na cel znaki drogowe i urządzenia bezpieczeństwa ruchu. – To duże tablice zamalowywane sprejami oraz lustra drogowe, które są tłuczone – mówi Katarzyna Wiejowska, rzeczniczka dzielnicy.
Akty wandalizmu zgłaszane są także na terenach sportowo-rekreacyjnych, m.in. w Bocianim Zakątku przy ul. Ruskowy Bród, Parku Magiczna przy ul. Skarbka z Gór oraz w Parku Picassa.
– Dochodzi do podpaleń elementów małej architektury, całkowitych zniszczeń ławek, koszy i urządzeń zabawowych, wyrywania tablic informacyjnych, malowania wulgarnych napisów, a nawet kradzieży ławek i hamaków – wylicza Wiejowska.
Jak podkreśla Iwona Fryczyńska z Zarządu Oczyszczania Miasta, jednostka ta zajmuje się przede wszystkim usuwaniem pseudograffitti z koszy na śmieci i wiat przystankowych.
Dochodzi do podpaleń elementów małej architektury, całkowitych zniszczeń ławek, koszy i urządzeń zabawowych
Foto: mat. pras.
Reklama
Reklama
– Do wandalizmu zaliczamy także kradzieże roślin z kwietników na pętlach komunikacji miejskiej. W kilku miejscach rośliny znikają krótko po posadzeniu, szczególnie na pętlach Żerań FSO i Annopol – zaznacza.
Setki tysięcy złotych strat
Skutki wandalizmu zawsze obciążają właścicieli lub zarządców mienia. – Graffiti z nieruchomości administrowanych przez ZGN Śródmieście usuwane jest na bieżąco. W przypadku obiektów zabytkowych procedury są bardziej skomplikowane i wymagają uzgodnień konserwatorskich, co wydłuża cały proces – mówi Anna Łobko.
Wandale szczególnie często niszczą infrastrukturę parkową i ogrodzenia
ZGN nie może jednak ingerować w elewacje budynków, które nie są w całości własnością miasta.
Tylko na Bielanach w ubiegłym roku łączny koszt napraw mienia publicznego – zieleni, małej architektury i infrastruktury technicznej – przekroczył 150 tys. zł. Najwięcej wydano na renowację i montaż nowej architektury, takiej jak ławki i kosze – ok. 93 tys. zł, a na mycie, malowanie i usuwanie graffiti – ok. 26 tys. zł.
W Śródmieściu roczne koszty usuwania graffiti zależą od liczby zgłoszeń, jednak stanowią stałą pozycję w budżecie utrzymania nieruchomości. W ubiegłym roku ZGN zapłacił za te prace niemal 72 tys. zł.
Na Białołęce wymiana jednej tablicy to koszt ok. 800 zł, natomiast lustra drogowego – od 1,5 do 3,5 tys. zł. W 2025 roku dzielnica przeznaczyła na naprawę zniszczeń i odtworzenie infrastruktury po aktach wandalizmu ok. 80 tys. zł.
Zarządu Oczyszczania Miasta zajmuje się przede wszystkim usuwaniem pseudograffitti z koszy na śmieci i wiat przystankowych. W innych przypadkach to rola właścicieli nieruchomomości, a ci nie palą się do działań często skazanych na niepowodzenie
Foto: Dominic Nelson
Zarząd Oczyszczania Miasta w ubiegłym roku wycenił koszty likwidacji skutków wandalizmu na ok. 65 tys. zł. – Ze względu na brak możliwości ustalenia sprawców, środków tych nie odzyskujemy – przyznaje Iwona Fryczyńska.
Szanse na pokrycie szkód przez wandali są niewielkie. – Wszystkie akty wandalizmu są zgłaszane Straży Miejskiej i policji z prośbą o wzmożone kontrole i prowadzenie postępowań. Niestety, wiele spraw jest umarzanych – przyznaje Katarzyna Wiejowska z Białołęki. – Jedyne środki, które udaje się odzyskać, to te z ubezpieczenia po kradzieżach – dodaje.
Magdalena Borek z Bielan zaznacza, że akty wandalizmu najczęściej odbywają się pod osłoną nocy, co znacząco obniża wykrywalność sprawców. – Jeśli jednak sprawca zostanie ujęty, kierujemy roszczenia o naprawienie szkody na drogę cywilną lub karną – zapewnia.
Bazgroły są wszędzie, patologia najbardziej dotyka Śródmieście
Foto: mat. prass.
Z kolei Anna Łobko ze Śródmieścia podkreśla, że dzielnica nie ma uprawnień do ścigania sprawców ani do żądania od nich odszkodowania.
Reklama
Reklama
Jeśli wartość zniszczonego mienia nie przekracza 500 zł, sprawca odpowiada za wykroczenie. Grozi mu grzywna, kara ograniczenia wolności lub areszt do roku. W przypadku większych szkód mamy do czynienia z przestępstwem zagrożonym karą do pięciu lat więzienia.