Warszawski Żoliborz stracił jeden ze swoich najbardziej charakterystycznych punktów orientacyjnych. Instalacja, która przez ponad pięć lat wpisywała się w krajobraz okolic Cytadeli, stała się ofiarą niezrozumiałej agresji. Choć natura powoli upominała się o materiały, z których powstała rzeźba, to nie czas, a brutalna siła ludzkich rąk przypieczętowała jej los. Dziś, gdy emocje po zdarzeniu nieco opadły, znamy już konkretne plany twórcy co do przyszłości instalacji.
„Wioślarz” z Cytadeli ofiarą wandali
Pierwsze sygnały o zniknięciu „Wioślarza” pojawiły się 6 stycznia. Początkowo zdezorientowani mieszkańcy oraz aktywiści ze stowarzyszenia Miasto Jest Nasze podejrzewali kradzież, jednak rzeczywistość okazała się jeszcze smutniejsza. Dzięki czujności relacjom internautów, którzy spacerowali w tej okolicy, udało się precyzyjnie zawęzić czas ataku. Jeszcze o godzinie 8 rano „Wioślarz” stał nienaruszony, by zaledwie kilka godzin później zostać odnaleziony – mocno pokiereszowany rzucony w śniegu.
Diagnoza artysty
Autor dzieła, Jan Sajdak, osobiście udał się na miejsce, aby ocenić stan rzeźby. Artysta podjął natychmiastową decyzję o zabezpieczeniu resztek i zabraniu ich z terenu parku. Oględziny potwierdziły najczarniejszy scenariusz: „Wioślarz” został pozbawiony stóp oraz rąk, co jednoznacznie wskazuje na celowe działanie osób trzecich.
Jednocześnie twórca podszedł do sprawy z dużą dozą dystansu, zauważając, że wykonana z cienkiej wikliny konstrukcja była już mocno naruszona przez ząb czasu i spróchniała pod wpływem zmiennych warunków atmosferycznych.