-5.1°C
1013.2 hPa
Życie Warszawy
Reklama

„Wielki Brat” na wjazdach do Warszawy? Kontrowersyjny projekt za 3 miliony złotych

Publikacja: 24.01.2026 11:49

Projekt zakłada instalację nowoczesnych kamer typu ANPR na osiemnastu kluczowych wjazdach i skrzyżow

Projekt zakłada instalację nowoczesnych kamer typu ANPR na osiemnastu kluczowych wjazdach i skrzyżowaniach Warszawy

Foto: mat. pras.

18 punktów kontrolnych, inteligentne kamery i śledzenie każdego ruchu pojazdów – projekt ANPR w 13. edycji Budżetu Obywatelskiego budzi ogromne emocje. Czy to nowa era bezpieczeństwa, czy może cyfrowa pułapka na kierowców wjeżdżających do stolicy?

Warszawa stoi u progu technologicznej rewolucji, która może na zawsze zmienić sposób, w jaki poruszamy się po jej ulicach. W ramach trwającej 13. edycji Budżetu Obywatelskiego pod ocenę urzędników trafił projekt, który na papierze wygląda jak spełnienie marzeń szeryfa nowoczesnej metropolii, ale w praktyce wywołuje ciarki na plecach obrońców prywatności. Propozycja zakłada bowiem stworzenie cyfrowego kordonu wokół stolicy, opartego na systemie automatycznego rozpoznawania tablic rejestracyjnych.

Cyfrowe bramy Warszawy. Jak działa system ANPR

Projekt pod nazwą Automatyczny System Rozpoznawania Numerów Rejestracyjnych zakłada instalację nowoczesnych kamer typu ANPR na osiemnastu kluczowych wjazdach i skrzyżowaniach Warszawy. To nie są zwykłe urządzenia rejestrujące obraz, do których przywykliśmy, mijając miejskie latarnie. To wysoce wyspecjalizowane jednostki, które w ułamku sekundy odczytują numery tablic, katalogują je i porównują z bazami danych. Zgodnie z założeniami, system ma zostać zintegrowany z istniejącą już infrastrukturą monitoringu miejskiego. Autor projektu wycenił realizację na 3,2 miliona złotych, co w skali miejskich inwestycji jest kwotą relatywnie niską, głównie dlatego, że nie wymaga budowy nowych serwerowni ani kładzenia kilometrów nowych światłowodów – system miałby zostać wpięty do istniejącej infrastruktury.

Koniec z bezkarnością złodziei aut?

Autor projektu w swojej argumentacji kładzie nacisk przede wszystkim na bezpieczeństwo mieszkańców i ochronę ich mienia. Wskazuje, że obecnie Warszawa jest miastem, z którego skradziony pojazd może zniknąć bez śladu w ciągu zaledwie kilkunastu minut. System kamer rozmieszczonych na głównych trasach wlotowych, takich jak ulica Modlińska, Puławska, czy Aleje Jerozolimskie, miałby stanowić szczelny filtr. Każde auto wyjeżdżające z miasta byłoby odnotowane, co pozwoliłoby służbom na błyskawiczną reakcję i niemal natychmiastowe namierzenie sprawców kradzieży. Według autora, prewencyjny charakter tej technologii drastycznie zmniejszyłby liczbę kradzieży pojazdów, czyniąc Warszawę miejscem mniej atrakcyjnym dla zorganizowanych grup przestępczych.

Reklama
Reklama

Cień inwigilacji nad stołecznymi ulicami

Jednak tam, gdzie jedni widzą bezpieczeństwo, inni dostrzegają zagrożenie dla podstawowych wolności obywatelskich. Największą kontrowersją, która narasta wokół tego projektu, jest kwestia inwigilacji i całkowitego zaniku anonimowości w przestrzeni publicznej. Krytycy wskazują, że system ANPR pozwala na precyzyjne profilowanie ruchu konkretnych osób. Rejestracja przejazdu na każdym wjeździe do miasta umożliwia odtworzenie codziennych tras mieszkańców, co budzi uzasadniony lęk przed nadużyciami. Pojawiają się pytania o to, kto i na jakich zasadach będzie miał dostęp do tych logów oraz jak długo dane o przejazdach będą przechowywane na miejskich serwerach. W dobie narastającej liczby cyberataków, baza danych zawierająca miliony rekordów o ruchu warszawiaków staje się również potencjalnym celem dla hakerów.

Bat na kierowców i automatyzacja mandatów w SCT

Nie mniejszy opór budzi aspekt ekonomiczny i karny projektu, szczególnie w kontekście niedawno wprowadzonej Strefy Czystego Transportu. Mieszkańcy obawiają się, że system, który ma być sfinansowany z ich własnych pieniędzy w ramach Budżetu Obywatelskiego, de facto stanie się „maszynką do nabijania mandatów”. Inteligentne kamery ANPR są idealnym narzędziem do automatycznej weryfikacji pojazdów uprawnionych do wjazdu do centrum miasta. Automatyzacja tego procesu oznaczałaby, że każda pomyłka lub brak odpowiedniej naklejki zakończyłyby się nieuchronną karą finansową, bez możliwości wyjaśnienia sytuacji funkcjonariuszowi na miejscu. To rodzi podejrzenia o cyniczne wykorzystanie idei budżetu partycypacyjnego do budowy opresyjnego systemu kontroli administracyjnej.

Między wolnością a bezpieczeństwem

Obecnie projekt przechodzi etap weryfikacji urzędniczej, która zakończy się w kwietniu. Jeśli specjaliści uznają, że system jest zgodny z przepisami RODO i dopuszczą projekt do głosowania, to już w czerwcu warszawiacy w ogólnomiejskim głosowaniu zdecydują, czy chcą oddać część swojej prywatności w zamian za obietnicę bezpieczniejszych ulic.

Reklama
Reklama