List, który redakcja „Życia Warszawy” otrzymała od jednego z Czytelników, obnażył systemową bezduszność i brak koordynacji między warszawskimi urzędnikami a organizatorami wielkiego wydarzenia charytatywnego. Analiza dokumentów z urzędu miasta, spółki PL.2012+ oraz straży miejskiej dowodzi, że kierowcy zostali wpuszczeni w labirynt pięciu różnych terminów zakazu parkowania, które wprowadzono na jednym małym obszarze błoni stadionu.
Nieczytelne znaki i odholowania przy stacji Warszawa Stadion
Sytuacja w rejonie dworca kolejowego i stacji metra Warszawa Stadion przypomina obecnie polowanie na nieświadomych kierowców. Autor listu, który zainspirował naszą interwencję, nie przebiera w słowach, pisząc o kolejnym horrorze, jaki zafundowano osobom poważnie traktującym apele władz o korzystanie z komunikacji publicznej. Czytelnik podkreśla, że ofiarami chaosu padają głównie osoby dojeżdżające do pracy spoza Warszawy oraz z peryferyjnych dzielnic. To oni, zostawiając auta przy Stadionie Narodowym, stają przed finansową egzekucją, która obejmuje nie tylko mandat i punkty karne, ale przede wszystkim drastyczne koszty odholowania pojazdu na parking przy ulicy Lubelskiej. Choć laweta pokonuje zaledwie kilometr, właściciel auta musi liczyć się z wydatkiem rzędu 750 złotych za sam transport oraz dodatkową opłatą za każdą dobę postoju, co sprawia, że całkowite koszty błędu sięgają 1000 złotych i więcej.
Znaki ustawione po dwóch stronach ulicy informują o różnych datach zmiany organizacji ruchu
Anatomia chaosu czyli pięć stref i pięć terminów
Kluczem do zrozumienia dramatu poszkodowanych jest projekt organizacji ruchu, który wydaje się być zaprojektowany tak, aby nikt nie mógł go w pełni zrozumieć. Na stosunkowo niewielkim obszarze wprowadzono czasowy zakaz parkowania w pięciu różnych terminach: od 2 stycznia do 9 lutego, od 17 stycznia do 1 lutego, od 19 do 26 stycznia, od 19 do 30 stycznia oraz od 23 do 26 stycznia. Czytelnik punktuje ten absurd, wskazując na konkretne przykłady: przy jednej dojazdowej ulicy, na tej samej wysokości po obu jej stronach, ustawiono dwa zakazy, z których jeden obowiązuje od 2 stycznia, a drugi od 17 stycznia. Innym przykładem jest znak informujący o zakazie od 23 stycznia stojący naprzeciwko terenu, gdzie restrykcje zaczęły się już 19 stycznia. Białe tabliczki z datami są niewielkie i mało widoczne, a jak zauważa autor listu, kierowcy czytając informację pod jednym znakiem, przeoczają, że ta pod sąsiednim jest już inna, ponieważ tego rodzaju oznakowanie jest bardzo rzadkie.
Dodatkowym upokorzeniem dla poszkodowanych jest procedura odbioru auta. W oddziale straży miejskiej przy ulicy Grochowskiej ustawiają się wielogodzinne kolejki. Wielu kierowców odchodzi z kwitkiem, ponieważ system wymaga od nich fizycznego dowodu rejestracyjnego pojazdu, mimo że w dobie aplikacji mObywatel większość z nich dawno przestała nosić plastikowe dokumenty przy sobie.