Ekonomia chodnika i ukryte koszty niszczenia miasta
Kwestia estetyki to tylko wierzchołek góry lodowej, ponieważ w tle debaty pojawiają się ogromne pieniądze. Projektodawcy zwracają uwagę na absurdalną sytuację ekonomiczną, w której miasto inwestuje miliony złotych w nowoczesną infrastrukturę, taką jak płyty chodnikowe czy drogie nasadzenia zieleni, a następnie pozwala na ich natychmiastową dewastację.
Ciężar współczesnych samochodów, a w szczególności masywnych SUV-ów i aut dostawczych, nie jest tolerowany przez podbudowę chodników, która projektowana jest pod ruch pieszy. W efekcie nowo ułożone płyty pękają już po kilku miesiącach, co zmusza miasto do kolejnych, kosztownych remontów. Słupki mają być zatem nie tylko elementem porządkującym, ale przede wszystkim polisą ubezpieczeniową dla miejskiego budżetu.
Geografia osłupkowania
Projekt opiewający na kwotę ponad 3,5 mln zł zakłada montaż ponad 2,3 tys. słupków w strategicznych punktach stolicy. Autorzy wskazali konkretne lokalizacje w niemal wszystkich dzielnicach, od Śródmieścia, przez Wolę i Bemowo, aż po drugą stronę Wisły. Na liście znalazły się tak kluczowe arterie jak Aleja Solidarności, ulica Sokola czy Piękna.
Prowokacyjny tytuł projektu nawiązuje do hipotetycznych wyliczeń, według których pełne zabezpieczenie ośmiuset kilometrów ulic zarządzanych przez ZDM oraz dróg dzielnicowych wymagałoby ustawienia ponad 2,5 mln blokad. Choć obecny wniosek obejmuje tylko ułamek tej liczby, ma on stanowić impuls do systemowej zmiany w myśleniu o projektowaniu warszawskich ulic.
Tarcza dla najsłabszych i walka o widoczność
Najważniejszym argumentem podnoszonym przez zwolenników inicjatywy jest jednak bezpieczeństwo ruchu drogowego. Nielegalnie zaparkowane samochody, szczególnie w rejonie przejść dla pieszych i skrzyżowań, drastycznie ograniczają widoczność. Dziecko wchodzące na pasy spoza maski zaparkowanego na „dziko” auta jest praktycznie niewidoczne dla nadjeżdżającego kierowcy.
Słupki mają fizycznie wymuszać zachowanie ustawowych odstępów od pasów, tworząc strefy bezpiecznego przejścia. Dodatkowo inicjatywa ta ma na celu realne przywrócenie pieszym przepisowego półtora metra szerokości chodnika, co dla osób z niepełnosprawnościami, seniorów czy rodziców z wózkami jest często warunkiem koniecznym do jakiegokolwiek poruszania się po mieście.
Co dalej z projektem?
Mimo silnego poparcia ze strony aktywistów miejskich, projekt budzi też spore kontrowersje. Krytycy często używają terminu „słupkoza”, wskazując na obniżenie estetyki krajobrazu miejskiego i zamienianie ulic w wygradzane labirynty. Władze Warszawy w ostatnich latach starały się łagodzić ten konflikt, wprowadzając zieleń i donice jako alternatywę dla metalowych rur, jednak autorzy projektu „Milion słupków” twierdzą, że w wielu miejscach tylko stalowy element jest w stanie skutecznie powstrzymać agresywne parkowanie.
Obecnie projekt przechodzi weryfikację urzędniczą. Jeśli pomysł zyska poparcie, rok 2027 może przynieść Warszawie największą w historii falę uszczelniania infrastruktury przed nielegalnym ruchem kołowym.