-9.4°C
1004.8 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Co się dzieje na stadionie Sarmaty? Spór o przyszłość wartościowego terenu na Woli

Publikacja: 08.01.2026 14:15

Teren stadionu dawnego Robotniczego Klubu Sportowego "Sarmata" od dawna popada w ruinę

Teren stadionu dawnego Robotniczego Klubu Sportowego "Sarmata" od dawna popada w ruinę

Foto: mat. pras.

Dawna ostoja sportu na Woli niszczeje w cieniu biurowców, a jej przyszłość jest niepewna. Czy kontrowersyjna decyzja to szansa na ratunek, czy ostatni gwóźdź do trumny historycznego Stadionu Sarmaty?

Posesja przy ulicy Wolskiej 77 to dziś obraz nędzy i rozpaczy. Rdzewiejące ogrodzenie, betonowe kikuty dawnych konstrukcji i dzika roślinność, która powoli trawi miejsce, gdzie dawniej biło sportowe serce Woli. To tutaj, na terenie legendarnego stadionu RKS Sarmata, rozgrywa się obecnie jeden z najbardziej skomplikowanych i emocjonujących sporów o warszawskie grunty. Choć od lat mówiło się o patowej sytuacji między ratuszem a prywatnym inwestorem, najnowsze doniesienia roku wskazują, że czas dyplomacji się skończył.

Od robotniczej dumy do powolnego upadku

Historia Sarmaty sięga 1921 roku, kiedy to z inicjatywy działaczy związanych z Polską Partią Socjalistyczną i robotników wolskich fabryk narodził się Robotniczy Klub Sportowy. Choć początki klubu były skromne, prawdziwy rozkwit nastąpił po II wojnie światowej. W latach 1957–1960, dzięki ogromnemu zaangażowaniu lokalnych zakładów pracy powstał „nowoczesny ośrodek atletyczny”. To właśnie na tych bieżniach i murawach trenowały legendy polskiego sportu: Janusz Kusociński, Stanisław Królak czy Wojciech Drzyzga.

Niestety, transformacja ustrojowa przyniosła klubowi powolną agonię. Zakłady patronackie przestały finansować sport, a teren stadionu stał się łakomym kąskiem dla sektora nieruchomości. W 2004 roku buldożery zrównały z ziemią trybuny i hale, a Sarmata został zmuszony do „emigracji” na gościnne boiska innych dzielnic.

Reklama
Reklama

Prawny labirynt i finansowe szachy

Obecnie teren formalnie należy do Miasta Stołecznego Warszawy, jednak znajduje się w rękach dewelopera SGI jako użytkownika wieczystego. Konflikt toczy się w związku z celem tego użytkowania. W dokumentach sprzed lat widnieje zapis o przeznaczeniu sportowo-rekreacyjnym, którego inwestor nie realizuje, dążąc konsekwentnie do zmiany planów na zabudowę wielorodzinną. Miasto, które nie chce dopuścić do całkowitego zabetonowania tego obszaru, wytoczyło najcięższe działa.

W 2022 roku ratusz złożył pozew o rozwiązanie umowy użytkowania wieczystego, oskarżając dewelopera o działanie sprzeczne z przeznaczeniem gruntu. Jednocześnie warszawscy urzędnicy zastosowali dotkliwą presję finansową, podnosząc roczną opłatę za użytkowanie wieczyste z niespełna 73 do 328 tysięcy złotych. Ta finansowa „motywacja” miała skłonić inwestora do ustępstw, jednak ten nie zamierza rezygnować z walki o zyski, jakie przyniosłyby tu luksusowe apartamentowce.

Nagły zwrot akcji

Gdy wydawało się, że sprawa utknie na lata w sądach, pod koniec 2025 roku nastąpił nieoczekiwany zwrot. Urząd wydał decyzję dotyczącą realizacji inwestycji drogowej w bezpośrednim sąsiedztwie stadionu. Zezwolenie to, wydane w trybie specustawy, wywołało natychmiastową reakcję radnego Damiana Kowalczyka, który w grudniowej interpelacji skierowanej do prezydenta Rafała Trzaskowskiego pyta wprost: w czyim interesie jest ta inwestycja?

Dokumentacja interpelacji maluje niepokojący obraz. Mieszkańcy sąsiednich osiedli, w tym bloku przy ulicy Ludwiki, alarmują, że nowa droga powstaje kosztem ich komfortu życia. Radny Kowalczyk punktuje urzędników, pytając o powody, dla których wybrano lokalizację nowej jezdni zamiast wykorzystania istniejącej drogi równoległej za ogrodzeniem stadionu. Wątpliwości budzi również fakt, że inwestycja wiąże się z wycinką drzew i likwidacją parkingów, z których od lat korzystają mieszkańcy. Pojawia się pytanie, czy budowa tej infrastruktury nie jest przypadkiem „prezentem” dla beneficjentów ekonomicznych, którzy przygotowują grunt pod przyszłe inwestycje deweloperskie, obchodząc przy tym chroniony status stadionu.

Reklama
Reklama

Ostatni bastion konserwatora

Stadion Sarmaty, mimo fatalnego stanu technicznego, figuruje w Gminnej Ewidencji Zabytków jako historyczny układ urbanistyczny. Każda ingerencja ciężkiego sprzętu w tym miejscu powinna odbywać się pod ścisłym nadzorem konserwatorskim. Radny Kowalczyk w swoim piśmie domaga się jasnej odpowiedzi, czy Mazowiecki Wojewódzki Konserwator Zabytków został poinformowany o planowanych pracach i czy wydał na nie formalną zgodę.

Istnieje realne ryzyko, że metoda faktów dokonanych, realizowana pod płaszczem budowy drogi, trwale zniszczy historyczną tkankę stadionu, zanim sąd zdąży rozstrzygnąć kwestię własności. Jeśli infrastruktura drogowa „rozpruje” płytę dawnego boiska, marzenia o powrocie Sarmaty na Wolę mogą stać się niemożliwe do spełnienia, niezależnie od wyniku batalii o użytkowanie wieczyste.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama