Warszawa od lat buduje wizerunek nowoczesnej, europejskiej metropolii, która stawia na ekologię i komfortowy transport publiczny. Nowe składy metra, nowoczesne tramwaje i elektryczne autobusy mają być wizytówką miasta, którym z dumą zarządza Rafał Trzaskowski. Jednak za fasadą lśniących karoserii i cyfrowych wyświetlaczy kryje się rzeczywistość, która z nowoczesnością nie ma nic wspólnego.
To rzeczywistość tysięcy kierowców, którzy każdego dnia dbają o to, by Warszawiacy dotarli do celu, a którzy sami, w czasie zasłużonej przerwy, muszą mierzyć się z warunkami urągającymi ludzkiej godności.
Głos zza kierownicy warszawskiego autobusu
Wszystko zaczęło się od emocjonalnego, ale niezwykle merytorycznego wpisu autorki bloga „Ania kierowniczka”, która od miesięcy nosiła się z zamiarem upublicznienia prawdy o swojej codzienności. Autorka podkreśla, że ani ona, ani jej koledzy po fachu nie oczekują litości, lecz elementarnego szacunku.
W dobie trzeciej dekady XXI wieku standardem dla kierujących autobusami w stolicy Polski wciąż pozostają przenośne toalety typu toi toi. Opisy przedstawione przez kobietę są drastyczne i działają na wyobraźnię: przy kilkunastostopniowych mrozach kierowcy zmuszeni są korzystać z zamarzniętych plastikowych kabin, w których temperatura nie różni się od tej na zewnątrz.
Dla kobiet pracujących w tym zawodzie sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Ania opisuje upokarzającą procedurę, w której podczas mroźnej nocy kobieta musi wchodzić do nieoświetlonej, często niezamykającej się kabiny z latarką w zębach. Brak bieżącej wody i odpowiednich warunków sanitarnych staje się barierą nie do przeskoczenia w okresach menstruacji czy w trakcie walki z zapaleniem pęcherza, które jest bezpośrednim skutkiem pracy w takich warunkach.