Polski motłoch, i często jeszcze przedwojenni antysemici, szybko zaczęli stosować wobec nich przemoc. Podburzani przez Niemców, jeszcze nieświadomi że przykładają rękę do zbrodni ludobójstwa, w Wielki Piątek, 22 marca na ulicach miasta wywołali antyżydowski tumult.
Święta Wielkanocne w roku 1940 – pierwsze w wojennych warunkach, nadchodziły w nerwowej atmosferze. Już w październiku 1939 roku pojawiły się pierwsze zarządzenia dyskryminujące ludność żydowską; od 1 grudnia wprowadzono obowiązek noszenia opasek z gwiazdą na ramieniu dla wszystkich Żydów w wieku powyżej 12 lat.
Represje i zakazy – na przykład korzystania z miejskich parków, placówek służby zdrowia, tworzyły atmosferę strachu. Bezkarna przemoc, i publiczne prześladowanie Żydów ze strony Niemców pojawiły się już w listopadzie 1939, równolegle z pogłoskami o utworzeniu getta dla Żydów.
Reklama
Reklama
Po co to
wszystko
Odarcie z godności i pozbawienie praw ludności żydowskiej było preludium do jej bezprecedensowej eksterminacji; przekonawszy się, że Żydów prześladować można bezkarnie, polski motłoch, i często jeszcze przedwojenni antysemici, szybko zaczęli stosować wobec nich przemoc. Podburzani przez Niemców, jeszcze nieświadomi że przykładają rękę do zbrodni ludobójstwa, w Wielki Piątek, 22 marca na ulicach miasta wywołali antyżydowski tumult.
Niemcy, by nagrodzić uczestników pogromu, zezwalali na grabież towaru z żydowskich sklepów, co dodatkowo rozpalało emocje.
Pogromów takich w Warszawie nie było od wielu lat; mimo refleksyjnej zadumy towarzyszącej świętom wielkanocnym, ulice miasta opanowała antysemicka przemoc. Rozpoczęło się demolowanie i okradanie żydowskich sklepów, napady na przechodniów; najwięcej takich zdarzeń miało miejsce w rejonie Placu Bankowego i Placu Żelaznej Bramy. Lecz nie tylko – wiadomo o podobnych incydentach na Powiślu, ul. Marszałkowskiej czy na Pradze, przy ul. Stalowej i Ząbkowskiej.
Nie można powiedzieć, że napastnikami byli jedynie ludzie żyjący na bakier z prawem; do elementu przestępczego, rychło dołączyli zarówno mieszkańcy baraków dla bezdomnych na Annopolu, jak i uczniowie Szkoły Rzemieślniczej im. Michała Konarskiego na ulicy Leszno. Wszyscy oni nie zdawali sobie sprawy, że są narzędziem w rękach Niemców wówczas już planujących utworzenie getta; atmosfera strachu i przemoc na ulicach miała im ułatwić zadanie.
Reklama
Reklama
Reklama
Uzbrojeni w pałki i noże napastnicy otaczali swe ofiary – często starszych, schorowanych ludzi, by katowanym odciąć drogę ucieczki.
Foto: Muzeum Getta Warszawskiego
Cichy głos
sprzeciwu
Antyżydowskie wystąpienia potępił kościół katolicki, jednak nie zmieniło to znacząco sytuacji; nie było natomiast reakcji ze strony Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa. Najważniejsza grupa bandytów atakujących Żydów na ulicach związana była z Narodową Organizację Radykalną, kierowaną przez Andrzeja Świetlickiego – przed wojną członka ONR Falanga. Wiele wskazuje na to, że plan wydarzeń ustalono wcześniej z Niemcami – byli przygotowani, zajścia filmowali w celach propagandowych. Po ośmiu dniach pogromu – wyjątkowo długiego, i wspominanego potem jako „pogrom bez końca”, policja opanowała sytuację. Relacje świadków – Ludwika Landaua, Chaima Kapłana czy rabina Szymona Huberbanda dają obraz tych wydarzeń; podobnie jak relacje z archiwum Oneg Szabat.
Uzbrojeni w pałki i noże napastnicy otaczali swe ofiary – często starszych, schorowanych ludzi, by katowanym odciąć drogę ucieczki. Mimo dantejskich scen, chodników usłanych szkłem rozbitych sklepowych witryn, przemocy przez kolejne dni nikt nie próbował opanować. Część polskich sprzedawców – w obawie o własne sklepy, umieściła na wystawach prowizoryczne szyldy: „Sklep chrześcijański”.
My i oni
Przeważająca część ludności, choć podzielona, pozostała bierna. Zgodnie z perfekcyjnie zaplanowanym scenariuszem, wedle z jednej ze spisanych relacji, to niemiecka żandarmeria wymusiła na polskiej policji zaprowadzenie porządku. Wśród motywacji sprawców dominował zapewne motyw rabunkowy; Niemcom chodziło nie tyle o ograbienie sklepów, co rozpalenie nastrojów antysemickich i zastraszenie ludności żydowskiej.
Utworzenie getta, panujący tam głód i machina zbrodni w Trebllince sprawiły, że pamięć o tych wydarzeniach się zatarła.
Chaim Kapłan – nauczyciel i pamiętnikarz, był tego świadomy; w tych dniach napisał o ulicy Nalewki, niegdyś tętniącej życiem i gwarem sklepów: „Chuligani tu nie przychodzą, bo sklepy są tu już puste i ograbione, ale z innych ulic, gdzie można jeszcze znaleźć na wpółotwarte żydowskie sklepy, dochodzą odgłosy brzdęku szyb rozbijanych przez patriotyczną polską młodzież wykonującą swoją pracę pod opieką zdobywcy, który stoi obok z aparatem, wieńcząc te zbrodnie”.
Reklama
Reklama
W dniach poprzedzających wybuch zamieszek w katolickich domach trwały przygotowania do świąt; brakło żywności, sklepy świeciły pustkami. Atmosfera stawała się napięta, jednocześnie prasa podziemna ostrzegała przed niemieckimi prowokacjami. Zaś Niemcy, by nagrodzić uczestników pogromu, zezwalali na grabież towaru z żydowskich sklepów, co dodatkowo rozpalało emocje.
Nieco później, gdy powstawały mury getta, Żydom tłumaczono, że ochronią ich przed pogromami. Na zdjęciu budowa muru getta na ulicy Świętokrzyskiej
Foto: Fotopolska
Nieco później, gdy powstawały mury getta, Żydom tłumaczono, że ochronią ich przed pogromami – te słowa do przewodniczącego Judenratu, Adama Czerniakowa, wypowiedział jeden z wysokich niemieckich urzędników. Ale w dniach pogromu, jeszcze przed powstaniem getta, żydowska ludność zorganizowała samoobronę – głównie robotników i członów Bundu, wspieranych przez polskich sympatyków PPS.
Dochodziło do starć, wielu Żydów pobito. Ale też milicja Bundu prowadziła akcje odwetowe; do starć doszło w rejonie Solnej, Hal Mirowskich, Placu Grzybowskiego, Zamenhofa czy Karmelickiej. Wspomniany mur getta jeszcze pogłębił społeczny podział – przyczyniło się oczywiście do tego wprowadzone przez Niemców drakońskie prawo przewidujące surowe kary za pomoc Żydom.
Chłopiec,
który ukradł jabłko
Ogromną rolę w zajściach odegrały emocje, wywołane plotką upowszechnioną przez endecką gazetę „Polska Żyje!”:
„W Warszawie zaszedł następujący wypadek: chłopiec ściągnął handlarce żydówce jabłko ze straganu. Kilku Żydów pognało za nim. Dopadli. Zatłukli na śmierć. Zabili dziecko za to, że ukradło jabłko. Nie dociekamy dziś, czy zbrodnia ta została popełniona bezmyślnie, czy też »inni szatani byli tam czynni«, a całe zajście stanowiło tragiczną prowokację? W każdym razie zbrodnia nie wywołała kary ze strony władz [okupacyjnych], natomiast pociągnęła wybuch odruchowego samosądu tłumu. Jęto tłuc szyby w sklepach żydowskich, bić Żydów i grabić zawartość rozbitych sklepów. Wyrostki obrzucali cegłami gromady Żydów pędzonych na roboty. Z dzielnicy żydowskiej rozruchy przeniosły się na całe prawie miasto. Przez cały dzień trwały ekscesa, którym władze niemieckie nie tylko nie przeciwdziałały, lecz okazywały daleko idące poparcie”.
Reklama
Reklama
Mur getta jeszcze pogłębił społeczny podział – przyczyniło się oczywiście do tego wprowadzone przez Niemców drakońskie prawo przewidujące surowe kary za pomoc Żydom. Na zdjęciu podzielona murem ulica Grzybowska
Foto: mat. arch.
Wybacz nam
nasze winy
Chłopiec w rzeczywistości został prawdopodobnie pobity, lecz przeżył. Niezależnie od tego niemieccy żołnierze starali się napuszczać na Żydów polski motłoch; Marek Edelman pisał po wojnie o lotnikach Luftwaffe płacącym po 4 złote za każdy dzień udziału w pogromie. Wiadomo też o pomocnictwie, i rozwożeniu ciężarówkami polskich bojówkarzy; inne relacje mówią o udziale w pogromie dzieci – niektórzy z atakujących mieli zaledwie 8-10 lat.
Część napastników biła napotkanych ludzi, inni demolowali sklepy. Bardzo cenna jest relacja Emanuela Ringelbluma opublikowana w „Stosunkach polsko-żydowskich”: „Szedł tłum z 200–300 osób uzbrojonych w drągi, kije i łomy żelazne, na przedzie młodzi lotnicy (żołnierze Luftwaffe – przyp. red.) z rewolwerami w ręku. Pochód zamykali aryjczycy, starsi wiekiem, kierujący ekscesami, którzy bezustannie porozumiewali się z Niemcami i wydawali bandzie opryszków dyspozycje. Tłum wybijał po drodze szyby w oknach. W bramach stały grupy Żydów, uzbrojonych w drągi i kije, przygotowanych do obrony. Na rogu ulic Franciszkańskiej i Wałowej tłum chuliganów natknął się na kilkudziesięciu robotników żydowskich, uzbrojonych w drągi żelazne, którymi odbijali lód. Doszło do walki, w której padli: 1 chuligan i 2 Żydów”.
Niestety, ranga późniejszych wydarzeń wyparła z powszechnej świadomość Pogrom Wielkanocny. Utworzenie getta, panujący tam głód i machina zbrodni w Trebllince sprawiły, że pamięć o tych wydarzeniach się zatarła. Ludność polska, zobaczywszy na własne oczy zbrodnię ludobójstwa, chciała to wyprzeć, przemilczeć; wielu było takich, którzy zapewne chcieli zapomnieć.
Warto pamiętać o wydarzeniach Wielkiego Piątku 1940, i rzec z myślą o tym: wybacz nam nasze winy.