-2.2°C
1012.7 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Śliskie lub zaśnieżone chodniki. Ratusz liczy pieniądze z kar umownych, a na mieszkańców czyha śmiertelne zagrożenie

Publikacja: 08.02.2026 08:13

Radna postuluje radykalną zmianę i przejęcie przez miasto całościowej opieki nad wszystkimi chodnika

Radna postuluje radykalną zmianę i przejęcie przez miasto całościowej opieki nad wszystkimi chodnikami w stolicy

Foto: pexels.com / zdjęcie ilustracyjne

Warszawa mierzy się z kryzysem zimowego utrzymania miasta. Choć Ratusz nakłada na firmy odpowiedzialne za odśnieżanie milionowe kary, bezpieczeństwo pieszych pozostaje iluzją, co potwierdzają tragiczne wypadki i tysiące skarg płynących do urzędu.

Zimowy krajobraz stolicy w ostatnich tygodniach stał się dla wielu mieszkańców torem przeszkód, którego pokonanie grozi poważnym uszczerbkiem na zdrowiu, a w najgorszym przypadku śmiercią. Podczas gdy jezdnie w większości przypadków pozostają czarne i przejezdne, sytuacja na ciągach pieszych i drogach rowerowych drastycznie odbiega od standardów bezpiecznego miasta. Problem ten stał się przedmiotem ostrej debaty publicznej, w której z jednej strony padają argumenty o ekstremalnych zjawiskach pogodowych, a z drugiej o całkowitej niewydolności systemu nadzoru nad firmami odpowiedzialnymi za porządek.

Tragiczny bilans warszawskiej zimy

Sobotni poranek przyniósł kolejne tragiczne wieści, które stanowią czarny epilog dla toczącej się od tygodni dyskusji. W Otwocku pod Warszawą 73-letni mężczyzna zginął na miejscu przed własną posesją. Senior wyszedł z domu, aby posypać oblodzony chodnik popiołem i zabezpieczyć przejście przed skutkami gołoledzi. W trakcie tej czynności upadł i uderzył głową o twardą nawierzchnię. Choć do zdarzenia doszło poza granicami stolicy, mechanizm tragedii jest identyczny z tym, przed którym ostrzegają warszawscy społecznicy i radni. Nie jest to odosobniony przypadek, gdyż historia warszawskich chodników zna już podobne dramaty. W grudniu 2022 roku u zbiegu ulic Kłopotowskiego i Targowej na Pradze-Północ życie stracił 38-letni mężczyzna. Scenariusz był niemal taki sam: poślizgnięcie, upadek i zgon na miejscu, podczas gdy system ratownictwa medycznego był tak obciążony, że w całym mieście brakowało wolnych ambulansów.

Radni punktują chaos i rozproszenie odpowiedzialności

Sytuacja ta wywołała zdecydowaną reakcję w Radzie m.st. Warszawy. Radny Piotr Mazurek w swojej interpelacji skierowanej do prezydenta Rafała Trzaskowskiego wskazał, że zalegająca na chodnikach i przystankach śliska breja jest szczególnie bolesna dla osób z niepełnosprawnościami, które przez wiele dni pozostają uwięzione w domach. Radny domaga się pełnego wykazu firm odpowiedzialnych za ten stan rzeczy oraz informacji o skuteczności wyegzekwowanych kar.

Jeszcze dalej w swojej diagnozie idzie radna Marta Szczepańska, która wprost punktuje rozproszenie odpowiedzialności za utrzymanie czystości. Obecnie zadania te są podzielone między Zarząd Oczyszczania Miasta, urzędy dzielnic oraz podmioty prywatne, co w praktyce oznacza, że standard odśnieżania zmienia się co kilkaset metrów, tworząc niebezpieczne pułapki dla pieszych. Radna postuluje radykalną zmianę i przejęcie przez miasto całościowej opieki nad wszystkimi chodnikami w stolicy, co miałoby ujednolicić standardy i pozwolić na lepsze zarządzanie zasobami.

Reklama
Reklama

Milionowe zyski z kar zamiast bezpieczeństwa

Odpowiedź Ratusza na te zarzuty opiera się głównie na twardych danych finansowych, które jednak dla przeciętnego pieszego mają niewielkie znaczenie użytkowe. Wiceprezydent Tomasz Mencina poinformował, że od listopada 2025 roku do połowy stycznia 2026 roku łączna wartość kar umownych nałożonych na nierzetelnych wykonawców przekroczyła 1,5 miliona złotych, a w innych zestawieniach kwota ta sięga nawet 2 milionów.

System kar jest skonstruowany rygorystycznie: za każdą godzinę zwłoki w odśnieżaniu chodnika czy drogi rowerowej firma musi zapłacić 500 złotych, a w przypadku przystanków kara wynosi 200 złotych za godzinę. Choć kwoty te robią wrażenie i zasilają miejską kasę, nie zmieniają one faktu, że w krytycznych momentach nawierzchnie pozostają śliskie. Urzędnicy tłumaczą się trudnymi warunkami atmosferycznymi, takimi jak marznący deszcz i długotrwałe opady śniegu, które mają uniemożliwiać jednoczesne zabezpieczenie wszystkich lokalizacji.

Tysiące zgłoszeń w miejskim systemie interwencji

Skala problemu znajduje odzwierciedlenie w statystykach systemu Warszawa 19115. W krótkim okresie badanym przez urzędników zarejestrowano ponad 6 tysięcy zgłoszeń dotyczących odśnieżania, z czego miażdżąca większość, bo aż 5706 interwencji, dotyczyła bezpośrednio niebezpiecznych, śliskich chodników i ulic. Miasto deklaruje, że stara się reagować w ciągu 24 godzin, jednak w obliczu gołoledzi taki czas oczekiwania jest dla pieszego wiecznością. Dodatkowym utrudnieniem jest niewydolność nadzoru nad terenami prywatnymi.

Często mieszkańcy zgłaszający problem słyszą, że służby miejskie nie mogą interweniować, ponieważ dany fragment chodnika należy do wspólnoty lub innego zarządcy, z którym kontakt jest utrudniony. To właśnie to rozmycie odpowiedzialności sprawia, że system bezpieczeństwa pieszych w Warszawie jest dziś dziurawy i nieefektywny.

Reklama
Reklama

Nadchodzi kolejna próba dla służb i mieszkańców

Sytuacja w najbliższym czasie może ulec dalszemu pogorszeniu, o czym informują najnowsze alerty Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. Prognozy na  niedzielne popołudnie są jednoznaczne: zamarzanie mokrej nawierzchni po opadach deszczu spowoduje masowe oblodzenia przy temperaturze gruntu spadającej do minus jednego stopnia Celsjusza.

Prawdopodobieństwo wystąpienia opadów marznących szacuje się na 80 procent. Dla Warszawy oznacza to powrót zjawiska "szklanki", które rano może sparaliżować miasto i doprowadzić do kolejnej fali upadków oraz złamań.

Reklama
Reklama