Alarmowali też, że wolontariuszom i opiekunom odebrano bieżący dostęp do informacji weterynaryjnych o zwierzętach, który jest kluczowy przy rzetelnym informowaniu potencjalnych adoptujących o potrzebach i rokowaniach danego kota.
Jednocześnie wprowadzono jeden wspólny numer telefonu do obsługi niemal 700 zwierząt zamiast dotychczasowych kilkudziesięciu kontaktów bezpośrednio do wolontariuszy, co – jak argumentują – z góry skazuje system na „porażkę adopcyjną”.
Wskazywano też na nieprawidłowości w organizacji procesu adopcyjnego: od utrudnionego kontaktu po brak przejrzystych i sprawnych kanałów komunikacji z osobami zainteresowanymi przygarnięciem zwierząt.
W komunikatach wolontariuszy powtarzały się też zarzuty dotyczące codziennego funkcjonowania kociarni. Padały sygnały o okresowych brakach żwirku, co bezpośrednio wpływa na komfort i higienę zwierząt. Problemem była także niedziałająca lub niewłaściwie działająca strona internetowa schroniska, opóźnienia w publikowaniu ogłoszeń o kotach oraz brak przejrzystości w procedurach medycznych.
Wojna dyrekcji
schroniska z wolontariuszami
Istotny wymiar potencjalnych nieprawidłowości ma charakter kadrowo‑relacyjny. Wolontariusze mówili wprost o „wojnie” dyrekcji ze społecznikami, fatalnej atmosferze, próbach konfliktowania wolontariuszy z pracownikami oraz stopniowym odbieraniu im wszystkich narzędzi do skutecznej pracy na rzecz kotów.
Magda Kowerska, wieloletnia wolontariuszka, której nie przedłużono umowy po ponad siedmiu latach współpracy, relacjonowała, że z oficjalnego pisma nie wynikała konkretna przyczyna zakończenia wolontariatu, a dopiero przedstawicielka Biura Ochrony Środowiska miała przyznać, że powodem był udział w legalnym, publicznym proteście przeciw działaniom dyrekcji.
Była pracowniczka schroniska, Kinga Szatkowska, opowiadała z kolei o wprowadzaniu podziałów, oczernianiu wolontariuszy i o tym, że sprzeciw wobec postulatów ograniczających równe szanse adopcyjne wszystkich kotów zakończył się nieprzedłużeniem jej umowy mimo braków kadrowych.
Wolontariusze podkreślali, że schronisko „nie uznaje potrzeby dialogu, stwarzając jedynie jego pozory”, a zgłaszane przez nich problemy – takie jak braki żwirku, wątpliwości dotyczące procedur medycznych czy jakości opieki nad kotami – miały być zamiatane pod dywan.
Osoby zaangażowane w pomoc kotom twierdzą, że zamiast działań naprawczych miasto i dyrekcja koncentrują się na „karaniu niewygodnych wolontariuszy”, którzy informują mieszkańców o nieprawidłowościach.