-17.6°C
1022.4 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Kontrola w Schronisku Na Paluchu. O nieprawidłowościach mówiono od dawna

Publikacja: 02.02.2026 07:40

Barakuda – jedna z podopiecznych Schroniska na Paluchu

Barakuda – jedna z podopiecznych Schroniska na Paluchu

Foto: Facebook/Koty z Palucha

Schronisko Na Paluchu zostanie skontrolowane przez Najwyższą Izbę Kontroli. Tymczasem już od dawna wolontariusze działający w tej placówce na rzecz kotów donosili o wielu nieprawidłowościach. "Życie Warszawy" ustaliło jakie dokładnie zarzuty stawiali Schronisku na Paluchu.

Głównym argumentem przedstawianym przez wolontariuszy były dane dotyczące adopcji i liczby zwierząt. Jak informowali, w 2024 roku dom znalazło o 118 psów mniej niż w 2023 r. i o 115 mniej niż w 2022 r., a w przypadku kotów spadek wyniósł odpowiednio 102 adopcje mniej niż w 2023 r. i 87 mniej niż w 2022 r.

Przepełnione Schronisko Na Paluchu

Pod koniec czerwca 2025 r. w schronisku przebywało ponad 200 kotów, podczas gdy w analogicznym momencie 2024 r. było ich 142, w 2023 r. – 148, a w 2022 r. jedynie 116.​

Kolejnym obszarem, który pokazywali wolontariusze, jest śmiertelność zwierząt. Rok 2024 zakończył się wzrostem liczby eutanazji wśród kotów o 35 procent w porównaniu z 2023 r. oraz wzrostem liczby zgonów o 14,5 procent.​

Wolontariusze podkreślali, że koty szczególnie źle znoszą warunki schroniskowe, łatwo łapią choroby, a nawet „zwykły katar” może być dla nich śmiertelny lub skutkować utratą wzroku.​

Reklama
Reklama

Alarmowali też, że wolontariuszom i opiekunom odebrano bieżący dostęp do informacji weterynaryjnych o zwierzętach, który jest kluczowy przy rzetelnym informowaniu potencjalnych adoptujących o potrzebach i rokowaniach danego kota.​

Jednocześnie wprowadzono jeden wspólny numer telefonu do obsługi niemal 700 zwierząt zamiast dotychczasowych kilkudziesięciu kontaktów bezpośrednio do wolontariuszy, co – jak argumentują – z góry skazuje system na „porażkę adopcyjną”.​

Wskazywano też na nieprawidłowości w organizacji procesu adopcyjnego: od utrudnionego kontaktu po brak przejrzystych i sprawnych kanałów komunikacji z osobami zainteresowanymi przygarnięciem zwierząt.

W komunikatach wolontariuszy powtarzały się też zarzuty dotyczące codziennego funkcjonowania kociarni. Padały sygnały o okresowych brakach żwirku, co bezpośrednio wpływa na komfort i higienę zwierząt.​  Problemem była także niedziałająca lub niewłaściwie działająca strona internetowa schroniska, opóźnienia w publikowaniu ogłoszeń o kotach oraz brak przejrzystości w procedurach medycznych.

Wojna dyrekcji schroniska z wolontariuszami

Istotny wymiar potencjalnych nieprawidłowości ma charakter kadrowo‑relacyjny. Wolontariusze mówili wprost o „wojnie” dyrekcji ze społecznikami, fatalnej atmosferze, próbach konfliktowania wolontariuszy z pracownikami oraz stopniowym odbieraniu im wszystkich narzędzi do skutecznej pracy na rzecz kotów.​

Reklama
Reklama

Magda Kowerska, wieloletnia wolontariuszka, której nie przedłużono umowy po ponad siedmiu latach współpracy, relacjonowała, że z oficjalnego pisma nie wynikała konkretna przyczyna zakończenia wolontariatu, a dopiero przedstawicielka Biura Ochrony Środowiska miała przyznać, że powodem był udział w legalnym, publicznym proteście przeciw działaniom dyrekcji.

Była pracowniczka schroniska, Kinga Szatkowska, opowiadała z kolei o wprowadzaniu podziałów, oczernianiu wolontariuszy i o tym, że sprzeciw wobec postulatów ograniczających równe szanse adopcyjne wszystkich kotów zakończył się nieprzedłużeniem jej umowy mimo braków kadrowych.​

Wolontariusze podkreślali, że schronisko „nie uznaje potrzeby dialogu, stwarzając jedynie jego pozory”, a zgłaszane przez nich problemy – takie jak braki żwirku, wątpliwości dotyczące procedur medycznych czy jakości opieki nad kotami – miały być zamiatane pod dywan.

​Osoby zaangażowane w pomoc kotom twierdzą, że zamiast działań naprawczych miasto i dyrekcja koncentrują się na „karaniu niewygodnych wolontariuszy”, którzy informują mieszkańców o nieprawidłowościach.​

Reklama
Reklama