Warszawiacy przywykli już do widoku ciężkiego sprzętu w rejonie ulicy Paryskiej. Choć oficjalne komunikaty wciąż podtrzymują nadzieję na finał prac w połowie 2026 roku, najnowsze dokumenty i ustalenia kontrolne rzucają na tę obietnicę spore wątpliwości.
Audyt obnaża błędy inwestycji
Fundamentem obecnych problemów, jak wynika z najnowszego audytu, którego fragmenty ujawnił radny Pragi-Południe Robert Migas, jest skrajnie nierzetelna dokumentacja projektowa. Stołeczny Zarząd Rozbudowy Miasta przyjął opracowanie przygotowane przez firmę Schuessler-Plan bez należytej weryfikacji merytorycznej. Projektanci założyli, że remont ograniczy się jedynie do wymiany nawierzchni, podczas gdy rzeczywisty stan podbudowy drogi wymagał całkowitej rekonstrukcji. Pomyłka nie tylko wydłużyła czas realizacji o rok, ale również wydrenowała miejską kasę o dodatkowe dziewięć milionów złotych. Pojawiają się przy tym pytania o odpowiedzialność, ponieważ miasto, chcąc zachować dobre relacje z projektantem realizującym inne kluczowe inwestycje, unika zdecydowanych kroków prawnych i dochodzenia roszczeń z tytułu rękojmi.
Budowa bez nadzoru inżynierskiego
Równie niepokojąco wygląda kwestia bieżącej kontroli nad postępami prac. Rola Inżyniera Kontraktu, który ma stanowić merytoryczne zabezpieczenie interesów miasta na placu budowy, została w tym przypadku zmarginalizowana przez biurokratyczny chaos. Po odejściu poprzedniego nadzorcy na skutek konfliktu z urzędnikami, budowa przez blisko pół roku toczyła się bez formalnego nadzoru. Próba zakontraktowania nowego inżyniera z wolnej ręki zakończyła się interwencją Urzędu Zamówień Publicznych, co jeszcze bardziej sparaliżowało procesy decyzyjne. W obliczu informacji, że dotychczasowa umowa na nadzór wygasła w kwietniu 2025 roku, zasadne staje się pytanie, kto obecnie bierze odpowiedzialność za jakość wylewanego betonu i montowanych konstrukcji na wiadukcie południowym.