-3.3°C
1030 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Na stoku remont, w parkach zasieki i zakazy. Warszawski przepis na zepsute ferie

Publikacja: 20.01.2026 09:30

Urzędnicy wygrodzili parkowe tereny do zjazdów na sankach

Urzędnicy wygrodzili parkowe tereny do zjazdów na sankach

Foto: UD Ochota

Ferie 2026 w Warszawie zamiast radości przynoszą frustrację. Stok na Górce Szczęśliwickiej pozostaje zamknięty przez cały sezon 2025/2026 z powodu opóźnionego remontu. Jednocześnie w Parku Korotyńskiego urzędnicy wygrodzili zbocza siatkami, uniemożliwiając zjazdy na sankach.

Warszawski ośrodek na Górce Szczęśliwickiej nie został dopuszczony do eksploatacji przez Transportowy Dozór Techniczny, co wymusiło całkowitą wymianę 25-letniej infrastruktury. Choć o problemach technicznych wiedziano przed końcem sezonu 2024/2025, modernizację ogłoszono oficjalnie dopiero 31 lipca 2025 roku.

W tym samym czasie w pobliskim Parku Korotyńskiego zainstalowano siatki blokujące zjazdy na sankach, argumentując to ochroną nowych nasadzeń drzew oraz bezpieczeństwem. Takie nagromadzenie ograniczeń w jednym czasie doprowadziło do paraliżu zimowej rekreacji w dzielnicy i wywołało otwarty konflikt na linii mieszkańcy–urząd.

Kronika zapowiedzianej katastrofy na Szczęśliwicach

Górka Szczęśliwicka od dekad stanowiła zimowe serce Warszawy, będąc jedynym miejscem, gdzie bez wyjeżdżania w góry można było poczuć namiastkę narciarskiego klimatu. Infrastruktura obiektu, licząca już ponad ćwierć wieku, od dawna domagała się odświeżenia, jednak moment, w którym zdecydowano się na interwencję, budzi wśród mieszkańców i użytkowników skrajne emocje.

Transportowy Dozór Techniczny ostatecznie odmówił dopuszczenia wyciągów do eksploatacji ze względu na bezpieczeństwo, co zmusiło miasto do inwestycji w remont. Problem polega jednak na tym, że o potrzebie modernizacji wiedziano na długo przed zakończeniem sezonu 2024/2025, a mimo to z pracami zwlekano aż do lipca 2025 roku.

Reklama
Reklama

W efekcie, zamiast oddać nowoczesne wyciągi orczykowe i taśmy dla początkujących na trwający właśnie sezon, termin zakończenia prac wyznaczono na czerwiec 2026 roku. Dla tysięcy dzieci szkolących się w lokalnych szkółkach narciarskich oraz dla setek instruktorów oznacza to rok wyrwany z życiorysu i konieczność szukania alternatyw daleko poza granicami miasta. Urzędniczy bezłsw działaniu sprawił, że największa zimowa atrakcja stolicy świeci pustkami w samym środku ferii.

Zamiast wspierać aktywność fizyczną na świeżym powietrzu, urząd postawił na grodzenie przestrzeni publiczne

Saneczkarze na celowniku 

Naturalnym odruchem mieszkańców pozbawionych dostępu do profesjonalnego stoku było skierowanie kroków ku pobliskiemu Parkowi Korotyńskiego. To tam tradycyjnie, od pokoleń, dzieci zjeżdżały na sankach z łagodnych wzniesień dawnych umocnień. Jednak i tutaj na warszawiaków czekała przykra niespodzianka w postaci urzędniczych blokad. Na mocy decyzji administracyjnych, w miejscach najchętniej wykorzystywanych przez sankarzy, dokonano tak zwanych nasadzeń zastępczych.

Wiceburmistrz Justyna Glusman w oficjalnej korespondencji argumentowała, że zjeżdżanie z fortów jest niebezpieczne i niszczy zieleń, dlatego priorytetem stała się ochrona młodych drzewek, a nie rekreacja mieszkańców.

Aby fizycznie uniemożliwić korzystanie z górek, na zboczach zamontowano siatki zabezpieczające, które przez lokalną społeczność zostały szybko ochrzczone mianem zasieków. W piśmie z grudnia 2025 roku władze dzielnicy wprost stwierdziły, że w parku nie ma wyznaczonych miejsc do zjeżdżania na sankach, co postawiło rodziców w sytuacji bez wyjścia.

Reklama
Reklama

Zamiast wspierać aktywność fizyczną na świeżym powietrzu, urząd postawił na grodzenie przestrzeni publicznej, tłumacząc to troską o bezpieczeństwo i przyrodę, co w oczach wielu osób jest jedynie próbą uniknięcia odpowiedzialności prawnej za ewentualne wypadki.

Bunt sankarzy i upadek zaufania do władzy

Frustracja warszawiaków znalazła ujście nie tylko w internecie, gdzie urzędnicze pomysły nazywane są wprost ludzką głupotą, ale także w realnych działaniach. Mieszkańcy podkreślają, że całe pokolenia jeździły w tych miejscach bezpiecznie, a obecna polityka nasadzeń w miejscach rekreacji to przejaw arogancji. Warszawiacy komentują, że siatki jedynie zabierają przestrzeń, stwarzając większy tłok na pozostałych fragmentach zbocza, co realnie obniża poziom bezpieczeństwa.

Atmosfera stała się na tyle napięta, że doszło do aktów obywatelskiego nieposłuszeństwa – siatki w Parku Korotyńskiego zaczęły być samodzielnie demontowane przez mieszkańców, co spotkało się z szeroką aprobatą sąsiadów.

Zamiast spójnej polityki sportowej, warszawiacy otrzymali kosztowny, spóźniony remont na Szczęśliwicach oraz walkę o każdy metr trawnika w Parku Korotyńskiego. Pytanie, czy miasto jest dla ludzi, czy dla urzędników, pozostaje w te ferie wyjątkowo aktualne.

Reklama
Reklama