Temperatura spadająca do dziesięciu stopni poniżej zera i obfite opady śniegu sprawiły, że warszawiacy tłumnie wyruszyli na miejskie górki. Jednak to, co dla wielu jest powrotem do beztroskich wspomnień z dzieciństwa, w Parku Moczydło zamienia się w niebezpieczny poligon. Popularna górka na Woli, zamiast bezpiecznej przestrzeni do rekreacji, stała się miejscem, gdzie o wypadek naprawdę łatwo.
Sanki na Moczydle – uwaga na zagrożenia
Sytuacja na miejscu jest alarmująca, co potwierdzają nagrania dokumentujące wieczorne zjazdy. Przy siarczystym mrozie śnieg został ubity na twardą, błyszczącą taflę lodu. W takich warunkach kontrola nad sankami czy plastikowymi ślizgami jest praktycznie zerowa. Największe przerażenie budzi jednak infrastruktura znajdująca się bezpośrednio na linii zjazdów. Betonowe słupy z wystającymi, zardzewiałymi drutami oraz metalowe latarnie oświetleniowe wyrastają niczym groźne pułapki w miejscach, gdzie rozpędzone dzieci osiągają największe prędkości.
Analiza terenu pokazuje, że ryzyko nie kończy się na uderzeniu w słup. Nieostrożny zjazd przy obecnym oblodzeniu może skończyć się w gęstych, kolczastych krzakach lub, co gorsza, bezpośrednio na tafli zamarzniętych stawów. Wzniesienie charakteryzuje się dużym nachyleniem i zdradliwym ukształtowaniem, które sprawia, że nawet dorośli użytkownicy mają problem z wyhamowaniem przed przeszkodami.