Szczególną uwagę radna poświęca najmłodszym mieszkańcom stolicy. Trawniki są naturalnym miejscem zabaw dla dzieci, których układ odpornościowy nie jest jeszcze w pełni ukształtowany. Kontakt z formami przetrwalnikowymi pasożytów może prowadzić do poważnych schorzeń, takich jak toksokaroza.
Według radnej place zabaw i przyległe do nich tereny zielone stały się w obecnym okresie miejscami wysokiego ryzyka. Dodatkowym problemem jest tak zwany „agresywny aerozol”. Silne wiosenne wiatry unoszą z chodników drobiny odchodów wraz z pyłkami, niedopałkami papierosów i piaskiem. Taka mieszanka jest niezwykle obciążająca dla alergików oraz osób z chorobami dróg oddechowych.
Martwe prawo i brak nieuchronności kary
Kluczowym punktem debaty jest skuteczność obecnych przepisów. Obowiązek sprzątania po psie wynika bezpośrednio z miejskiego regulaminu. Jednak zdaniem radnej Szczepańskiej przepis ten pozostaje w dużej mierze martwy. Główną przyczyną ma być brak nieuchronności kary.
Radna zauważa, że jako wieloletnia opiekunka psów nigdy nie spotkała w parku kontroli Straży Miejskiej nakierowanej na dyscyplinowanie właścicieli czworonogów. W związku z tym jednym z głównych postulatów jest radykalne zwiększenie liczby patroli oraz bezwzględne egzekwowanie mandatów.
Obok postulatów karnych pojawia się również kwestia technicznego utrzymania miasta. Radna apeluje o radykalną poprawę standardów mechanicznego czyszczenia chodników. Obecnie służby miejskie skupiają się głównie na oczyszczaniu jezdni. Tymczasem to właśnie na przestrzeniach pieszych zalegają zanieczyszczenia, które po wyschnięciu stają się toksycznym pyłem. Bez systematycznego mycia chodników Warszawa ma szansę pozostać przestrzenią nieprzyjazną dla pieszych.
Od edukacji do twardej infrastruktury
Dzisiejsza dyskusja skłania do refleksji nad tym, jak w przeszłości radzono sobie z tym problemem. Za czasów prezydentury Hanny Gronkiewicz-Waltz miasto prowadziło szeroko zakrojoną akcję „Psie sprawy Warszawy”. Program ten opierał się na dystrybucji milionów darmowych zestawów do sprzątania oraz kampaniach billboardowych pod hasłem „Kupa psów łamie prawo”.
Z czasem jednak miasto zaczęło wygaszać te działania. Urzędnicy uznali, że świadomość mieszkańców jest już na tyle wysoka, że każdy powinien sam dbać o worki dla swojego psa. Obecna sytuacja pokazuje jednak, że bez stałego wsparcia infrastrukturalnego i przypominania o obowiązkach dobre nawyki zanikają.
Zarząd Zieleni Warszawy podkreśla, że obecnie infrastruktura jest wystarczająca. Na terenach podlegających tej jednostce znajduje się niemal 3600 koszy na śmieci. W skali całego miasta liczba ta rośnie do imponujących 32 tysięcy pojemników.
Urzędnicy przypominają, że nie trzeba szukać specjalistycznych pojemników na psie odchody. Można je wrzucać do każdego ogólnodostępnego czarnego kosza na odpady zmieszane. Jednocześnie miasto przypomina o tabliczkach edukacyjnych, które mają dyscyplinować zapominalskich właścicieli.
Czy czas na rewolucję w identyfikacji?
Skoro edukacja i prośby zawodzą, a Straż Miejska nie jest w stanie być wszędzie, pojawiają się głosy o potrzebie wdrożenia bardziej nowoczesnych rozwiązań. W niektórych miastach europejskich i amerykańskich z powodzeniem testuje się bazy DNA psów. System ten zakłada pobranie próbki genetycznej od każdego zarejestrowanego w mieście czworonoga.
Pozwala to na precyzyjną identyfikację właściciela na podstawie próbki pozostawionej na trawniku. Choć rozwiązanie to budzi kontrowersje i wymaga sporych nakładów logistycznych, jest uznawane za jedyną metodę gwarantującą niemal stuprocentową nieuchronność kary.
Inne rozważane alternatywy to wykorzystanie inteligentnego monitoringu miejskiego opartego na algorytmach rozpoznających zachowanie zwierząt i ich właścicieli. Pojawiają się także postulaty powrotu do opłat od posiadania psów, które w całości byłyby przeznaczane na finansowanie specjalnych ekip sprzątających trawniki w okresach krytycznych.
Bez względu na wybraną drogę, Warszawa stoi przed wyzwaniem znalezienia skutecznego sposobu na dyscyplinę mieszkańców.