8.2°C
1020 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Zabrakło trzech tygodni. Nowe fakty w sprawie śmierci strażnika na Placu Szembeka

Publikacja: 20.03.2026 10:50

Do śmierci funkcjonariusza na służbie doszło 10 marca 2026 r. w rejonie Placu Szembeka

Do śmierci funkcjonariusza na służbie doszło 10 marca 2026 r. w rejonie Placu Szembeka

Foto: mat. pras.

Straż Miejska przedstawia nowe informacje w sprawie śmierci funkcjonariusza na służbie. Choć system uznał potrzebę jego przeniesienia z terenu, biurokracja kazała mu czekać do kwietnia. Zabrakło zaledwie dwudziestu dni do zmiany stanowiska pracy.

Do tragicznego zdarzenia doszło 10 marca na Grochowie. Po naszej publikacji dotyczącej śmierci 63-letniego funkcjonariusza, referat prasowy Straży Miejskiej przedstawił oficjalne stanowisko formacji. Kluczowe daty wskazują, że przełożeni wiedzieli o konieczności zmian, ale termin ich wprowadzenia wyznaczyli zbyt późno.

Wyścig z czasem

Najważniejsze ustalenia dotyczą obiegu dokumentów kadrowych zmarłego funkcjonariusza. Strażnik złożył oficjalną prośbę o przeniesienie do sekcji ochrony obiektów już 17 grudnia 2025 roku. Reakcja bezpośrednich przełożonych była błyskawiczna. Zaledwie dzień później naczelnik Oddziału Terenowego nr 7 wydał pozytywną opinię. Kolejnego dnia zasadność wniosku potwierdził naczelnik odpowiedzialny za zatrudnienie w referacie ochrony. System przyznał strażnikowi rację w ciągu zaledwie 48 godzin.

Niestety pozytywne opinie nie oznaczały natychmiastowej zmiany służby. W dokumentach opatrzono wniosek adnotacją, że zasilenie sekcji ochrony będzie możliwe dopiero w drugim kwartale 2026 roku. Jako powód podano aktualny stan zatrudnienia i brak wolnych wakatów. Oznacza to, że strażnik musiał wrócić do wymagających patroli. Śmierć nastąpiła 10 marca, czyli zaledwie trzy tygodnie przed planowanym terminem przeniesienia do lżejszej pracy.

Reklama
Reklama

Na papierze zdolny do służby

Ważnym punktem sporu pozostaje realny stan zdrowia 63-latka. Straż Miejska podkreśla, że na początku lutego 2026 roku funkcjonariusz przedstawił aktualne zaświadczenie lekarskie. Dokument ten dopuszczał go do pracy w terenie bez żadnych ograniczeń. Z perspektywy przepisów prawa pracy wszystko odbyło się zgodnie z procedurami. Formacja zaznacza również, że w dniu tragedii strażnik nie zgłaszał złego samopoczucia podczas porannej odprawy.

Pojawia się jednak pytanie o spójność tych procedur z rzeczywistością. Z jednej strony system medycyny pracy uznał go za w pełni sprawnego do trudnych interwencji. Z drugiej strony ci sami przełożeni już w grudniu uznali, że jego prośba o przeniesienie do spokojniejszej służby jest w pełni uzasadniona.

Dementi w sprawie serii zgonów

Straż Miejska w swoim piśmie odniosła się również do najbardziej drastycznych doniesień krążących w mediach społecznościowych. Formacja stanowczo zdementowała informacje o rzekomych zgonach innych strażników w ostatnim czasie. Służby nazywają te doniesienia fałszywymi i podkreślają, że czas pracy oraz odpoczynku jest ściśle monitorowany zgodnie z ustawą.

Jednocześnie formacja odniosła się do zarzutów o złą atmosferę w VII Oddziale Terenowym. Choć zaprzeczono istnieniu tzw. kompanii karnej, przyznano, że w ostatnich dwóch latach prowadzono tam pięć postępowań wyjaśniających. Cztery z nich dotyczyły konfliktów między pracownikami. Jedna sprawa została wniesiona przeciwko kierownikowi, który obecnie nie pracuje już w tym oddziale. Liczby te potwierdzają, że w jednostce dochodziło do napięć personalnych wymagających interwencji kadr.

W obronie swoich standardów Straż Miejska powołuje się na wyniki anonimowych ankiet pracowniczych. Ponad 95 procent zatrudnionych deklaruje w nich wiedzę na temat sposobów zgłaszania mobbingu czy dyskryminacji. Formacja uznaje to za dowód na sprawne działanie mechanizmów ochronnych. Jednak sama wiedza o procedurach nie zawsze przekłada się na odwagę ich stosowania w hierarchicznej strukturze mundurowej.

Reklama
Reklama