Z jednej strony mamy formacje mundurowe, które niemalże błagają o nowych rekrutów, z drugiej zaś instytucję, do której klucze dostają tylko nieliczni, po przejściu testów przypominających selekcję do jednostek specjalnych. Komendant Miejski Państwowej Straży Pożarnej w Warszawie właśnie otworzył drzwi dla nowej grupy kandydatów. To zaproszenie do elitarnego klubu, w którym od kandydatów wymaga się perfekcyjnej kondycji fizycznej i psychicznej.
Elitarna piętnastka kontra tysiące wakatów
Obecna sytuacja na mapie bezpieczeństwa Warszawy jest uderzająca. Komenda Stołeczna Policji wchodzi w 2026 rok z luką kadrową ponad dwóch tysięcy funkcjonariuszy, co w niektórych dzielnicach oznacza, że co czwarty radiowóz mógłby teoretycznie zostać w garażu z braku obsady. Nawet Straż Miejska, mimo niedawnych podwyżek płacy podstawowej, wciąż szuka ponad stu chętnych do wypełnienia swoich szeregów.
Kierowca na wagę złota
Tegoroczny nabór ma bardzo konkretny profil. Straż Pożarna nie szuka tym razem ogólnych ratowników, ale specjalistów, którzy zasiądą za kierownicą potężnych wozów gaśniczych. Stanowisko stażysty, które docelowo ma prowadzić do roli starszego ratownika-kierowcy, stawia przed kandydatami twardy warunek wstępny: posiadanie prawa jazdy kategorii C. To sito eliminuje znaczną część ochotników już na starcie. Służba w systemie zmianowym dwadzieścia cztery godziny na posterunku i czterdzieści osiem godzin odpoczynku to dla wielu model idealny, pozwalający na godzenie pasji z wymagającą pracą. Jednak aby wejść do tego systemu, trzeba najpierw udowodnić, że jest się w stanie opanować wielotonowy pojazd w ekstremalnych warunkach warszawskich korków i wąskich osiedlowych uliczek, gdzie liczy się każda sekunda.