Grudzień miał być dla wielu warszawiaków czasem spokojnych podróży – do Krakowa, nad morze czy dalej, w stronę Berlina. Zamiast tego część pasażerów utknęła na peronach, a inni w pośpiechu szukali alternatywnych połączeń. Wszystko przez decyzje RegioJet, który nie uruchomił 23 zaplanowanych pociągów.
Dziś Urząd Transportu Kolejowego nie ma wątpliwości – doszło do naruszenia praw pasażerów.
Warszawa w centrum problemu
To właśnie stolica była jednym z głównych punktów na mapie odwołanych połączeń. Problemy dotknęły pasażerów korzystających m.in. z Warszawy Centralnej, Zachodniej i Wschodniej. Z Warszawy nie wyjechały pociągi do Krakowa, Poznania i Trójmiasta.
To przewoźnik odpowiada za realizację połączeń, które sam wprowadził do rozkładu i na które sprzedawał bilety
Dla wielu osób oznaczało to jedno – nagłą zmianę planów, często w ostatniej chwili. Szczególnie dotkliwe było to dla tych, którzy podróżowali służbowo lub mieli przesiadki na dalsze połączenia międzynarodowe.
„Musiałem kupić drugi bilet”
Do UTK zaczęły trafiać skargi, także od pasażerów z Warszawy. Relacje były podobne: chaos informacyjny i realne straty finansowe.
Podróżni wskazywali na problemy z szybkim odzyskaniem pieniędzy, brak jasnych informacji na dworcach, konieczność kupowania nowych biletów, często droższych. W praktyce wielu z nich płaciło dwa razy za tę samą podróż – raz za odwołany kurs, drugi raz za alternatywę.
Jak podkreślił prezes UTK Ignacy Góra, taka sytuacja jest nie do zaakceptowania i stanowi naruszenie prawa przewozowego.
Tłumaczenia nie przekonały regulatora
RegioJet wskazywał na trudności organizacyjne. Jednak z perspektywy pasażera z Warszawy – stojącego na peronie i patrzącego na tablicę odjazdów – takie wyjaśnienia niewiele zmieniają.
UTK jasno podkreśla: to przewoźnik odpowiada za realizację połączeń, które sam wprowadził do rozkładu i na które sprzedawał bilety. Kupno biletu oznacza zawarcie umowy – a tej, zdaniem regulatora, RegioJet nie dotrzymał.
Co dalej? Możliwe konsekwencje
Sprawa jeszcze się nie zakończyła. Decyzja UTK nie jest prawomocna, a przewoźnik może się od niej odwołać.
Jednak nad firmą wisi widmo poważnych konsekwencji finansowych. W osobnym postępowaniu UTK może nałożyć karę sięgającą nawet 2 proc. rocznych przychodów. To nie byłby precedens. W przeszłości kary otrzymywali już inni przewoźnicy, m.in. PKP Intercity czy Koleje Mazowieckie.
Dla warszawskich pasażerów sprawa ma jednak bardziej przyziemny wymiar – chodzi o zaufanie. Bo jeśli pociąg widnieje w rozkładzie na Warszawie Centralnej, to powinien po prostu przyjechać.