13.6°C
1012.8 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Mieszkańcy alarmują. „To proszenie się o tragedię”. A burmistrz robi sobie jaja z bezpieczeństwa mieszkańców

Mieszkańcy wnioskują o montaż fizycznych elementów spowalniających ruch rowerów i hulajnóg w najbard

Mieszkańcy wnioskują o montaż fizycznych elementów spowalniających ruch rowerów i hulajnóg w najbardziej newralgicznych punktach

Foto: mat. pras.

Mieszkańcy Woli domagają się pilnych zmian w oznakowaniu dróg rowerowych i skuteczniejszych kontroli rozpędzonych pojazdów elektrycznych. Tymczasem burmistrz dzielnicy funduje warszawiakom primaaprilisowy żart, który zamiast śmiechu wywołał falę oburzenia.

Problem niekontrolowanego ruchu pojazdów elektrycznych na warszawskich chodnikach i ścieżkach rowerowych narastał od dawna. Jednak wydarzenia z ostatnich tygodni sprawiły, że cierpliwość pieszych oraz radnych ostatecznie się wyczerpała. Skala zagrożenia jest widoczna gołym okiem zwłaszcza w miejscach, gdzie ruch rowerowy przecina się z drogami do szkół i przedszkoli. Brak jasnych zasad i bierność instytucji odpowiedzialnych za porządek doprowadziły do sytuacji, w której codzienne wyjście z domu staje się dla wielu osób testem refleksu.

Tysiąc głosów sprzeciwu wobec bierności miasta

Radni dzielnicy Wola, Karol Jankowski oraz Anna Grzelak, postanowili przekuć frustrację mieszkańców w konkretne działania. W ciągu kilkunastu dni zebrali oni ponad tysiąc podpisów pod petycją skierowaną bezpośrednio do prezydenta Rafała Trzaskowskiego.

Autorzy petycji podkreślają, że nie jest to sprawa polityczna, lecz kwestia ochrony życia i zdrowia najmłodszych oraz seniorów

Akcja zbierania poparcia odbywała się głównie w rejonie ulic Bema i Kasprzaka, gdzie sytuacja jest opisywana przez lokalną społeczność jako dramatyczna. To właśnie tam znajdują się trzy duże placówki oświatowe, w tym Szkoła Podstawowa nr 387 oraz Zespół Szkół nr 36. Rodzice odprowadzający dzieci do tych placówek codziennie drżą o ich bezpieczeństwo na przejściach przez drogi dla rowerów.

Reklama
Reklama

Postulaty zawarte w petycji są precyzyjne i opierają się na technicznych rozwiązaniach poprawiających bezpieczeństwo. Mieszkańcy domagają się wyznaczenia wyraźnych przejść dla pieszych przez ścieżki rowerowe przy użyciu oznakowania poziomego P-10. Wnioskują również o montaż fizycznych elementów spowalniających ruch w najbardziej newralgicznych punktach. Autorzy petycji podkreślają, że nie jest to sprawa polityczna, lecz kwestia ochrony życia i zdrowia najmłodszych oraz seniorów. Impulsem do tak zdecydowanego działania był wypadek z udziałem hulajnogi, do którego doszło w tej okolicy w ubiegłym tygodniu.

Systemowy paraliż i zagrożenie dla niepełnosprawnych

Głos z Woli zyskał wsparcie na szczeblu ogólnomiejskim dzięki interpelacji radnego Piotra Mazurka. W swoim wystąpieniu radny m.st. Warszawy wskazał na znacznie szerszy kontekst problemu, który dotyka całą stolicę. Mazurek alarmuje, że użytkownicy rowerów i hulajnóg elektrycznych nagminnie łamią przepisy ruchu drogowego. Do najczęstszych wykroczeń należą nadmierna prędkość, przejeżdżanie na czerwonym świetle oraz korzystanie z chodników mimo dostępności dróg dla rowerów tuż obok. Radny określił postawę Policji i Straży Miejskiej w tej kwestii jako całkowitą bierność, która utrwala poczucie bezkarności sprawców.

Szczególną uwagę radny Mazurek poświęcił osobom z niepełnosprawnościami, dla których nieuregulowany ruch UTO (Urządzeń Transportu Osobistego – red.) stanowi barierę nie do pokonania. Porzucone w przypadkowych miejscach hulajnogi blokują przejścia i są poważnym zagrożeniem dla osób niewidomych oraz niedowidzących.

Ponadto w interpelacji pojawił się nowy, niepokojący wątek związany z bezpieczeństwem pożarowym w komunikacji miejskiej. Chodzi o masowe przewożenie ciężkich pojazdów elektrycznych przez dostawców jedzenia w autobusach i tramwajach. Takie praktyki nie tylko blokują miejsce dla wózków inwalidzkich i dziecięcych, ale generują ryzyko trudnych do ugaszenia pożarów w zamkniętych przestrzeniach pojazdów ZTM.

Reklama
Reklama

Urzędowy żart w cieniu realnego niebezpieczeństwa

W atmosferze tak napiętych nastrojów społecznych burmistrz dzielnicy Wola, Krzysztof Strzałkowski, zdecydował się na co najmniej kontrowersyjny żart. 1 kwietnia opublikował on w mediach społecznościowych informację o wprowadzeniu całkowitego zakazu wjazdu hulajnogami elektrycznymi na teren dzielnicy.

Wielu użytkowników podkreślało, że stan permanentnego bałaganu na chodnikach nie jest powodem do śmiechu. 

Wpis zawierał szczegóły o rzekomym montowaniu nowego oznakowania przez służby drogowe. Wielu mieszkańców początkowo odebrało to jako zdecydowaną i oczekiwaną reakcję na petycję radnych oraz głosy płynące z ulic Bema i Kasprzaka.

Rozczarowanie przyszło szybko wraz z aktualizacją wpisu, w której burmistrz przyznał, że informacja o zakazie była jedynie żartem primaaprilisowym. Strzałkowski wyjaśnił, że dzielnica nie posiada narzędzi prawnych do wprowadzenia takich restrykcji. Jednocześnie burmistrz poinformował o planach zwiększenia liczby legalnych miejsc postojowych dla hulajnóg o kilkaset nowych lokalizacji.

Zapowiedział również rozmowy ze służbami porządkowymi w celu egzekwowania ograniczeń prędkości w parkach. Nagła zmiana tonu i przyznanie się do braku kompetencji w kwestii zakazu postawiły pod znakiem zapytania skuteczność wcześniejszych deklaracji o walce o bezpieczeństwo pieszych.

Reklama
Reklama

Dla Warszawiaków niefortunny wpis włodarza Woli stał się symbolem bezradności władz lokalnych. 

Mieszkańcy mówią stop lekceważeniu problemu

Na nieszczęście burmistrza Strzałkowskiego, wysublimowane poczucie humoru nie spotkało się z aprobatą mieszkańców. W komentarzach pod wpisem dominowało poczucie bycia zlekceważonym przez władzę, która z kluczowego problemu bezpieczeństwa zrobiła temat do kpin. Wielu użytkowników podkreślało, że stan permanentnego bałaganu na chodnikach nie jest powodem do śmiechu. Czytelnicy szybko zweryfikowali też tezę burmistrza o braku możliwości prawnych. Przytoczono przykład Pragi czeskiej, gdzie dzięki determinacji władz udało się skutecznie ograniczyć działalność wypożyczalni hulajnóg blokujących przestrzeń publiczną.

Dla Warszawiaków niefortunny wpis włodarza Woli stał się symbolem bezradności władz lokalnych. Zamiast realnych działań infrastrukturalnych, o które prosili radni Jankowski i Grzelak, mieszkańcy otrzymali informację o tworzeniu kolejnych setek miejsc parkingowych dla urządzeń, które ich zdaniem zaśmiecają chodniki.

Konflikt ten staje się coraz bardziej palący w obliczu nadchodzącej akcji „Rowerowy Maj”. Bez konkretnych zmian i obecności patroli na ulicach, deklaracje o bezpiecznym mieście pozostaną jedynie pustymi sloganami, z których mało kto będzie chciał się śmiać.

Reklama
Reklama