Delegacja mieszkańców Pragi-Północ złożyła w Ratuszu petycję z ponad 600 podpisami. Żądają przywrócenia miejsc parkingowych przy Ośrodku Namysłowska i realnego dialogu. Jeśli miasto nie zareaguje, zapowiadają strajk generalny i blokadę urzędów.
W piątek 27 marca pod siedzibą warszawskiego ratusza na Placu Bankowym odbył się symboliczny protest. Dokładnie miesiąc temu lokatorzy okolicznych bloków zostali z dnia na dzień pozbawieni możliwości parkowania swoich aut. Delegacja mieszkańców oraz lokalnych radnych pojawiła się pod gabinetem prezydenta Rafała Trzaskowskiego. Przynieśli ze sobą petycję, którą w krótkim czasie poparło kilkuset sąsiadów inwestycji. To kulminacja wielotygodniowego napięcia wywołanego modernizacją basenów przy ulicy Namysłowskiej.
Dzisiejsze spotkanie pod urzędem miasta było finałem szerokiej akcji mobilizacyjnej. Poprzedziły go liczne plakaty na osiedlach oraz intensywne działania w mediach społecznościowych. Kilkunastoosobowa grupa reprezentowała interesy ponad 600 osób, które oficjalnie podpisały się pod sprzeciwem wobec działań urzędników.
Ilona Ojrzyńska, członkini zarządu wspólnoty Starzyńskiego 12
Co ludzie mówią? Nie mogę powiedzieć, bo musiałabym użyć naszej praskiej, rodzimej mowy. Ludzie są… mocno zdenerwowani
Mieszkańcy wybrali Plac Bankowy, ponieważ dotychczasowe próby rozmów na poziomie dzielnicy zakończyły się fiaskiem. Przeniesienie sporu pod okna prezydenta ma wymusić reakcję najwyższych władz stolicy. Do tej pory inwestor, czyli Stołeczne Centrum Sportu Aktywna Warszawa, unikał bezpośredniej konfrontacji z poszkodowanymi mieszkańcami.
Reklama
Reklama
Reklama
Protest poprzedziła mobilizacyjna akcja plakatowa na osiedlach i w mediach społecznościowych
Foto: Kacper Komaiszko
Między wspomnieniami a trudną codziennością
Dla wielu Prażan sprawa ma wymiar osobisty i sentymentalny. Ilona Ojrzyńska z zarządu wspólnoty Starzyńskiego 12 podkreśla swój związek z tym miejscem. „Mieszkam w tej okolicy od urodzenia, można powiedzieć, że rosłam razem z basenami i spędziłam tam całe dzieciństwo. Bardzo pragnę zaznaczyć, że nie mamy nic przeciwko remontowi tego obiektu, bo jest nam bardzo potrzebny. Należałoby jednak zastanowić się, czy likwidacja miejsc parkingowych to jedyny możliwy sposób prowadzenia tej inwestycji” – mówiła podczas protestu.
Złożony w Ratuszu dokument zawiera szczegółową listę strat i konkretne propozycje kompromisu.
Ojrzyńska opisała również dramatyczną sytuację komunikacyjną oraz nastroje społeczne w sąsiedztwie. „Co ludzie mówią? Nie mogę powiedzieć, bo musiałabym użyć naszej praskiej, rodzimej mowy. Ludzie są… mocno zdenerwowani. Do tej pory parking, który tam istniał ratował nas. Obok mamy aptekę, rzekomo najtańszą w Warszawie, więc ustawiają się tam kilometrowe kolejki. Miejsc parkingowych jest na tyle mało, że klienci zostawiają auta na środku ulicy. ZDM zaproponował mi wykupienie rocznego abonamentu za 600 złotych, ale on nie gwarantuje mi miejsca parkingowego, bo tych w okolicy brakuje. Z kolei na posiedzeniu Rady Dzielnicy usłyszeliśmy od urzędników, że możemy się przesiąść na rowery. Niestety nie każdy może poruszać się rowerem czy hulajnogą. Żyjemy w mieście, gdzie samochód jest potrzebny choćby na cotygodniowe duże zakupy” – podsumowała członkini zarządu wspólnoty.
Mieszkańcy w asyście radnych skutecznie złożyli petycję w Urzędzie Miasta
Foto: Kacper Komaiszko
Petycja mieszkańców. Konkretne postulaty i propozycje
Złożony w Ratuszu dokument zawiera szczegółową listę strat i konkretne propozycje kompromisu. Autorzy petycji wskazują, że zlikwidowany parking obsługiwał codziennie około 100 pojazdów. Nagłe zamknięcie terenu uderzyło przede wszystkim w rodziny z dziećmi oraz seniorów. Mieszkańcy czują się oszukani. Miasto wcześniej wskazywało ten właśnie plac jako alternatywę po wprowadzeniu strefy płatnego parkowania. Teraz ta jedyna opcja została im odebrana bez zapewnienia jakichkolwiek rozwiązań zastępczych.
Reklama
Reklama
Mieszkańcy żądają, aby władze miasta podjęły dialog
Foto: Kacper Komaiszko
Sygnatariusze petycji domagają się ograniczenia powierzchni zaplecza budowy. Wskazują, że ciężki sprzęt mógłby stacjonować na terenie starych, nieużywanych niecek basenowych. Proponują również tymczasowe wykorzystanie części obszaru giełdy weekendowej. Ważnym punktem petycji jest żądanie jasnej deklaracji ze strony Aktywnej Warszawy. Mieszkańcy chcą mieć pewność, że po zakończeniu remontu w 2028 roku nowy parking będzie dla nich dostępny na podobnych zasadach.
Prezydent Rafał Trzaskowski może nie posiadać pełnej wiedzy o problemie i być wprowadzany w błąd przez współpracowników.
Radni punktują błędy inwestora i proponują rozwiązanie
Radny Kamil Szyszko aktywnie wspiera protestujących i punktuje błędy warszawskich urzędników. „Dzisiaj mija miesiąc od dnia, kiedy mieszkańcy zostali pozbawieni swoich miejsc parkingowych, za które płacili roczne czy miesięczne abonamenty. W tym czasie jako radni zorganizowaliśmy nadzwyczajną sesję Rady Dzielnicy. Niestety żaden przedstawiciel władz miasta nie pojawił się na tej sesji. Odpowiedzi na moje interpelacje kierowane do Aktywnej Warszawy w żaden sposób nie rozwiewają wątpliwości mieszkańców” – relacjonował radny pod Ratuszem.
W proteście udział wzięli członkowie klubu radnych Kocham Pragę
Foto: Kacper Komaiszko
Szyszko przedstawił gotowy plan techniczny, który mógłby natychmiast rozładować konflikt. „Sama modernizacja ośrodka to dwa etapy: teraz rozpoczyna się pierwszy, czyli sam budynek basenu i tereny przyległe. Natomiast zostaje jeszcze teren giełdy weekendowej, która dalej będzie funkcjonować. Na terenie tej giełdy, jeszcze kilka lat temu istniał publiczny parking strzeżony – został po nim utwardzony teren, który wystarczyłoby odgrodzić i wprowadzić abonamenty dla mieszkańców. Aktywna Warszawa argumentuje, że nie jest jednostką zajmującą się parkingami, ale mogłaby udostępnić ten teren Zarządowi Praskich Terenów Publicznych, który zarządza sąsiednim bazarkiem i wtedy parking mogłaby prowadzić jednostka dzielnicowa. Aktywna Warszawa dobrze wie, że jest możliwość utworzenia parkingu dla mieszkańców, tylko zapewne łatwiej im jest prowadzić inwestycję tak jak teraz ją prowadzą i nie uwzględniać w tym interesu mieszkańców. Kilkuset mieszkańców zostało z ręką w nocniku” – tłumaczył Kamil Szyszko.
Reklama
Reklama
Jeśli poniedziałkowe spotkanie znów zostanie zignorowane, protestujący zapowiadają eskalację działań.
Kolejne kroki i widmo strajku generalnego
Sytuacja na Pradze-Północ staje się coraz bardziej napięta. Radni złożyli już drugi wniosek o nadzwyczajną sesję Rady Dzielnicy. Spotkanie zaplanowano na najbliższy poniedziałek 30 marca o godz. 9 rano. Ma to być kolejna okazja do nawiązania rzetelnego kontaktu z decydentami.
Mieszkańcy liczą, że tym razem na obradach pojawi się pełnomocnik prezydenta lub przedstawiciel dyrekcji Aktywnej Warszawy. Radny Szyszko sugeruje, że prezydent Rafał Trzaskowski może nie posiadać pełnej wiedzy o problemie i być wprowadzany w błąd przez współpracowników.
Jeśli poniedziałkowe spotkanie znów zostanie zignorowane, protestujący zapowiadają eskalację działań. Mieszkańcy są zdeterminowani do wyjścia na ulice. Planują zablokować siedzibę dyrekcji Aktywnej Warszawy przy ulicy Rozbrat 26.
Reklama
Reklama
Jeżeli to nie przyniesie rezultatu, strajk generalny ma przenieść się bezpośrednio na teren Ratusza. Prezydent Warszawy ma formalnie 30 dni na rozpatrzenie petycji. Mieszkańcy oczekują jednak realnego dialogu już w najbliższych dniach.