Warszawa, którą znamy dzisiaj, z jej szerokimi arteriami Mokotowa i modernistyczną zabudową Żoliborza, narodziła się w cieniu wielkiej wojny. Przez dekady miasto było duszone przez rosyjskie przepisy wojskowe, które traktowały stolicę jako twierdzę, a nie miejsce do życia dla miliona ludzi.
Przełom nastąpił wiosną 1916 roku, kiedy to niemiecka administracja okupacyjna wydała dekret zmieniający oblicze metropolii na zawsze. Choć formalne rozporządzenie generał-gubernatora Hansa von Beselera nosi datę 8 kwietnia, to moc prawną zyskało ono z datą wsteczną, czyli 1 kwietnia. Ta rozbieżność wynikająca z konieczności uporządkowania spraw administracyjnych, dziś pozwala nam świętować rocznicę „Wielkiej Inkorporacji” właśnie w Prima Aprilis.
Miasto w żelaznym uścisku fortów
Jak wyglądała Warszawa 110 lat temu? Było to miasto zamknięte w granicach zbliżonych do dzisiejszego Śródmieścia i starej części Pragi. Zachodnia granica przebiegała zaledwie kilometr za ulicami Okopową i Towarową. Na południu stolica kończyła się na wysokości placu Unii Lubelskiej, przy dzisiejszej ulicy Willowej. Miasto otaczały dwa pierścienie rosyjskich fortów, wokół których obowiązywał surowy zakaz wznoszenia trwałych, murowanych budynków. Wjazd do stolicy odbywał się przez strzeżone rogatki, a wyjście poza ten obszar stanowiło teleport do świata podwarszawskich wsi i nieużytków.
Rekordowe przeludnienie i zagrożenie epidemią
W 1916 roku Warszawa była jednym z najgęściej zaludnionych miast na świecie. W jednoizbowych mieszkaniach żyły nierzadko nawet kilkunastoosobowe rodziny, a na jednym kilometrze kwadratowym gnieździło się ponad 27 tysięcy osób. To wskaźnik znacznie wyższy niż w dzisiejszych najciaśniejszych metropoliach świata. Brak przestrzeni był tak dotkliwy, że w czasie wojny nawoływano do sadzenia warzyw na każdym wolnym skrawku ziemi. Niemieccy okupanci, którzy wkroczyli do miasta w 1915 roku, byli przerażeni stanem sanitarnym stolicy. Postrzegali Warszawę jako siedlisko potencjalnych epidemii, które mogły zagrozić ich wojskom. To właśnie strach przed chorobami oraz chęć zyskania przychylności Polaków skłoniły Hansa von Beselera do poparcia planu rozszerzenia granic.