W treści zapytania radna Auksel-Sekutowicz wprost pyta ratusz o harmonogram ewentualnych prac, potencjalne lokalizacje oraz analizę przeszkód finansowych, które mogłyby stanąć na drodze do realizacji tych planów.
Warszawska tradycja edukacji
Warto przypomnieć, że Warszawa nie jest nowicjuszem w próbach walki z nieuwagą pieszych. Już w 2018 roku miasto przeprowadziło głośną kampanię społeczną pod hasłem „Odłóż smartfon i żyj”. Akcja ta, zainaugurowana przez Tramwaje Warszawskie w ramach jubileuszowej edycji projektu „Bądźmy Razem Bezpieczni”, uderzała w mocne tony.
W przestrzeni publicznej pojawiły się wówczas spoty przedstawiające pieszych jako „smartfonowe zombie” – osoby pozbawione kontaktu z rzeczywistością, które bezwiednie wchodzą pod koła pojazdów. W tamtym czasie, we współpracy z Zarządem Dróg Miejskich, napisy o treści identycznej z hasłem kampanii naniesiono na chodniki przed ponad dwoma setkami warszawskich szkół.
Choć akcja zyskała twarz znanej influencerki i była wspierana przez spektakle edukacyjne, dzisiejsze propozycje radnej idą o krok dalej, zamieniając doraźną akcję informacyjną w stały element infrastruktury miejskiej.
Standardy z innych miast
Analizując propozycje radnej Auksel-Sekutowicz, trudno nie zauważyć, że wpisują się one w szerszy, ogólnopolski trend modernizacji przejść dla pieszych.
Wrocław od pewnego czasu z powodzeniem testuje pilotażowy program „Smart Stop”, w ramach którego charakterystyczne białe piktogramy pojawiają się w rejonach placówek edukacyjnych.
Podobną drogę obrała Łódź, gdzie po licznych apelach środowisk społecznych, symbole przypominające o odłożeniu telefonu zagościły w ścisłym centrum miasta.
Innowacje nie omijają również mniejszych ośrodków, takich jak Suwałki, które systematycznie inwestują w tak zwane aktywne przejścia. Tamtejsze systemy LED, aktywowane przez czujniki ruchu, pokazują, że technologia może realnie wspierać bezpieczeństwo tam, gdzie zawodzi ludzka percepcja.
Kontrowersje i skuteczność, czyli między edukacją a infrastrukturą
Mimo szerokiego poparcia dla takich inicjatyw, temat budzi również głosy polemiczne. Część ekspertów oraz aktywistów miejskich wskazuje na ryzyko tak zwanego leczenia objawowego. Podnoszą oni argument, że malowanie piktogramów na chodnikach przenosi ciężar odpowiedzialności za bezpieczeństwo na najsłabszego uczestnika ruchu, zamiast wymuszać zmiany w zachowaniu kierowców poprzez fizyczne uspokojenie ruchu.
Istnieją również wątpliwości prawne, gdyż polskie przepisy o znakach drogowych nie uwzględniają jeszcze oficjalnie piktogramów smartfona jako standardowego oznakowania poziomego. Krytycy zauważają także, że skomplikowane systemy świetlne mogą generować wysokie koszty utrzymania, zwłaszcza w trudnych warunkach zimowych.
Niemniej jednak, zwolennicy zmian przypominają o obowiązującym prawie, które zabrania korzystania z telefonu w sposób ograniczający obserwację otoczenia, i traktują piktogramy jako niezbędne przypomnienie o tych regulacjach.
Przyszłość warszawskich przejść
Debata zainicjowana przez radną Annę Auksel-Sekutowicz stawia przed stołecznym ratuszem ważne pytanie o kierunek rozwoju miejskiej infrastruktury. Odpowiedź na interpelację pokaże, czy Warszawa zamierza dołączyć do grona miast stawiających na innowacyjne i bezpośrednie formy komunikacji z pieszymi.