Pomnik Feliksa Dzierżyńskiego, wyniesionego na piedestał komunistycznego zbrodniarza, dzieło Zbigniewa Dunajewskiego z początku lat 50. budziło powszechną niechęć.
Barwny mural autorstwa Tytusa Brzozowskiego zdobi szczytową ścianę wieżowca u zbiegu ulic Targowej i Kijowskiej. U schyłku PRL szary, kryjący w przyziemiu sklep „Kijowianka”, długo nie mógł doczekać się wykończenia – wyróżniał się ścianami z nietynkowanych pustaków, i jeszcze rozmiarem – był bardzo wysoki.
Mało kto wiedział wówczas, jak dramatyczne rozegrały się wydarzenia u zbiegu ulic Targowej i Kijowskiej.
Reklama
Reklama
Akcja
„Cokół”
Szczegóły planu omówiono 6 lutego w restauracji „Krokodyl” na Rynku Starego Miasta; 10 lutego 1982 roku ok. godz. 17.30 na ówczesnym Placu Dzierżyńskiego spotkało się kilku licealistów – Emil Barchański „Janek”, Artur Nieszczerewicz „Prut”, Marek Marciniak „Lis” i kilku innych. Punktualnie w pół do szóstej wieczorem ruszyli pod pomnik Feliksa Dzierżyńskiego, wyniesionego na piedestał komunistycznego zbrodniarza. Dzieło Zbigniewa Dunajewskiego z początku lat 50. budziło powszechną niechęć; wówczas wydarzyło się coś, co nie mieściło się w głowie ówczesnej władzy.
Licealiści cisnęli w pomnik słoikami z czerwoną i białą farbą drukarską, następnie wypełnionymi benzyną butelkami po popularnym w tamtym czasie napoju „Ptyś”. Chwilę później rzucili się do ucieczki; na odchodne Nieszczerewicz rzucił w pomnik koktajlem Mołotowa – statua zapłonęła.
Emil poszedł dalej; nawiązał kontakt z działaczami potajemnie drukującymi ulotki; brał udział w ich kolportażu.
Uciekająć, na pasach wpadł na maskę milicyjnego samochodu; popędził dalej – wbiegł w ulicę Corraziego, i rzucił kolejną zapalającą butelkę, by zatrzymać pościg. Uciekli wszyscy, prócz jednego – Marciniak został przygwożdżony do ściany samochodem, i wpadł; tymczasem Nieszczerewicz i Barchański dobiegli do mieszkania Emila na ul. Bonifraterskiej.
Zdarzenie miało miejsce na oczach wielu świadków; gdy nadeszło lato, 5 czerwca tego samego roku, zwłoki Emila wyłowiono z Wisły. Dzień przed kolejnymi urodzinami.
Dobry
chłopak
Emil, urodzony w roku 1965 w Warszawie, był jedynakiem; zmagał się z astmą, alergią, unikał kąpieli, bał się wody. We wrześniu 1980 rozpoczął naukę w XI Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Reja w Warszawie; z racji problemów zdrowotnych i nieobecności powtarzał pierwszą klasę. Na fasadzie gmachu – okaleczonego podczas wojny, wyryte są łacińskie słowa „Macte animo” z poematu „Tebaida”: „Macte animo iuvenis! Medios paret ire per enses nudaque pro cares opponere pectore muris” („Odwagi, młodzieńcze! Trzeba być gotowym iść ku obnażonym mieczom i wystawiać nagie piersi, walcząc za najbliższych”). I tą odwagę, śmiałość, Emil miał w sercu.
Emil, urodzony w roku 1965 w Warszawie, był jedynakiem
Foto: mat. arch.
Bardzo dużo czytał, pochłaniał lektury w wielkich ilościach – wszedł też w środowisko młodzieży zbuntowanej przeciw systemowi. W pierwszych tygodniach stanu wojennego z kolegą Stefanem Antosiewiczem założył organizację o nazwie Konfederacja Młodzieży Polskiej „Piłsudczycy”; młodzi, wierzący w ideały, chcieli wykrzyczeć swój bunt, pokazać głęboką niezgodę na otaczające ich zło. Inspirując się działającą w latach wojny konspiracją, marzyli o antykomunistycznej strukturze; kontaktowali się za pomocą karteczek przyklejonych pod kościelną ławką, używali pseudonimów.
Emil poszedł dalej; nawiązał kontakt z działaczami potajemnie drukującymi ulotki; brał udział w ich kolportażu. W szkole natomiast zaczął redagować satyryczną gazetkę „Kabel”, której już pierwszy numer wzbudził uwagę SB. Może stres sprawił, że wpadł w nałóg palenia papierosów, mimo to – był grzecznym i spokojnym chłopakiem.
Reklama
Reklama
Wracaj albo
skacz!
Trzy tygodnie później Emil wpadł. Gdy na trzynastym piętrze wspomnianego na wstępie wieżowca u zbiegu ulic Targowej i Kijowskiej w zakonspirowanej drukarni odbijał na powielaczu bibułę Niezależnej Oficyny Wydawniczej, do lokalu wpadło SB. Z nastoletnim Emilem byli wówczas Szymon Pochwalski, i jeszcze jeden chłopak, imieniem Andrzej – wszyscy znali się jednak dość słabo. Emil próbował salwować się ucieczką skacząc po balkonach, jednak jeden z funkcjonariuszy miał wówczas wymierzyć do niego z broni, i powiedzieć: „Wracaj, albo skacz!”. Wrócił.
Wieżowiec na rogu Kijowskiej i Targowej, gdzie Emil wpadł podczas nalotu na opozycyjną drukarnię
Foto: mat. pras.
Choć Emil Barchański był jeszcze wówczas nieletni, potraktowano go surowo. Na kilka dni trafił do Pałacu Mostowskich, gdzie brutalnie przesłuchiwano go, wymuszając zeznania biciem. Całkowicie nielegalnie – jednak po upokarzającej klęsce MO, gdy uczestnicy akcji „Cokół” rozbiegli się po okolicznych zaułkach – presję na śledztwo wywierały zapewne „najwyższe czynniki partyjne i państwowe”.
Później miało okazać się, że do sprawy zaangażowano trzy wydziały Komendy Stołecznej MO, dwóch tajnych współpracowników SB i trzy kontakty operacyjne. Ktoś w najbliższym środowisku Emila Barchańskiego zdradził – nigdy nie udało się ustalić, kto.
Zatrzymany w czasie ucieczki Marciniak powiedział niewiele; mało zresztą wiedział. Potem zeznania odwołał – 27 września 1982 roku sąd skazał go na dwa lata w zawieszeniu. Wkrótce po odwołaniu zeznań do SB trafił donos, który wniósł do sprawy znaczny postęp – niedługo później nastąpił nalot na drukarnię. Emil, udręczony ciągłym biciem na przesłuchaniu, wymienił pseudonim Marciniaka i nazwisko Sokolewicza – ten, w czasie ciężkiego śledztwa, nie przyznał się – dostał dwa lata w zawieszeniu, w kolejnym procesie został uniewinniony.
Reklama
Reklama
Po aresztowaniu Emil Barchański na kilka dni trafił do Pałacu Mostowskich, gdzie brutalnie przesłuchiwano go, wymuszając zeznania biciem.
Foto: Solidphotouploader
Emil, po kilku dniach bicia, trafił do poprawczaka na Okęciu; 17 marca odbyła się rozprawa – sąd określił czyn jako polityczny, i skazał oskarżonego na dwa lata w zawieszeniu, i dodatkowo dozór kuratora. Dzień później wrócił do domu, w kolejnych tygodniach starano się go zastraszyć. Sugerowano, że może przytrafić się coś złego jeśli zechce zmienić zeznania; w początku maja 1982 miał stawić się w sądzie jako świadek na sprawie Sokolewicza i Marciniaka.
I stawił się – wzorem Lecha Wałęsy w klapę wpiął wizerunek matki Boskiej, na palec założył pierścionek wykonany z opornika. Nieoczekiwanie, przy wypełnionej publiką sali dotychczasowe zeznania odwołał jako wymuszone biciem, i stwierdził gotowość rozpoznania katujących go w śledztwie… Był to czyn nierozważny; miesiąc później jego zwłoki wyłowiono z Wisły.
Psa nie odnaleziono nigdy
3 czerwca Emil wraz z sąsiadem wybrali się nad Wisłę by się pouczyć; Emil dodatkowo wziął ze sobą psa. W czasie zabawy pies miał się topić, Emil go ratować; według innej wersji Emil korzystając z niskiego stanu wody miał spróbować przejść przez rzekę. Zmieniające się relacje owego sąsiada – jedynego świadka, nie dają obrazu sytuacji. Tego samego dnia wieczorem oddał matce Emila jego rzeczy, legitymację, zegarek, smycz i obrożę psa – jak stwierdził, na drugim brzegu widział Emila, auto i dwóch ludzi. Psa nigdy nie odnaleziono.
Mawia się, że nastoletni Emil był ostatnią ofiarą krwawego Feliksa; a także – że był najmłodszą ofiarą Stanu Wojennego.
Reklama
Reklama
Nazajutrz matka – Krystyna Barchańska, zgłosiła zaginięcie syna; dzień później patrolujący brzeg funkcjonariusz ORMO znalazł jego zwłoki.
Ostatnia
ofiara krwawego Feliksa
7 czerwca, więc 4 dni po zaginięciu, matka pojechała do Zakładu Medycyny Sądowej na ul. Oczki rozpoznać ciało. Ku jej zdziwieniu, nie było przechowywane w chłodni – z racji panujących upałów nastąpił daleko posunięty rozkład zwłok; na szyi dostrzegła ciętą ranę, w której kłębiły się robaki. Taki widok z pewnością przysporzył jej dodatkowego cierpienia; zapewne zamierzonego. Sprawę zamknięto 4 listopada 1982, oceniając ją jako utonięcie, pogrzeb odbył się 16 czerwca z kościoła św. Jacka na ul. Freta.
Mawia się, że nastoletni Emil był ostatnią ofiarą krwawego Feliksa; a także – że był najmłodszą ofiarą Stanu Wojennego. W sprawie nie ma żadnego dowodu, jedynie hipotezy i domysły – badająca sprawę Sejmowa komisja Nadzwyczajna do Zbadania działalności MSW, zwana obiegowo Komisją Rokity, zaliczyła sprawę do kategorii niewyjaśnionych. Po upływie przeszło 40 lat, sprawa wciąż jest nie rozwiązana.
Nagrobek Emila Barchańskiego na Cmentarzu Bródnowskim
Foto: Stefs
Pamięć musi
trwać
Po żałobnym nabożeństwie na Freta Emil spoczął na Cmentarzu Bródnowskim. W 2016 roku odszedł jego ojczym – Jerzy Wardęcki, w roku 2020 – mama, Pani Krystyna Barchańska – Wardęcka. Nigdy nie uwierzyła w utonięcie syna, nigdy też nie pogodziła się z jego śmiercią.
Reklama
Reklama
Choć ich zabrakło, pamięć o odważnym sprzeciwie wobec totalitaryzmu i zbrodniach systemu komunistycznego musi trwać.