Zdarzenie, do którego doszło 9 grudnia, jako pierwsza miesiąc później ujawniła „Gazeta Wyborcza”. Pacjentka o imieniu Kalina będąca w 14. tygodniu ciąży zgłosiła się do szpitala na zaplanowany niewielki zabieg ginekologiczny związany z utrzymaniem ciąży. W trakcie zabiegu, który rozpoczął się przed godz. 9 rano, podano jej maskę z tlenem mającą w czasie znieczulenia pomóc jej w oddychaniu. Po tym stan kobiety gwałtownie się pogorszył. Konieczna była resuscytacja, a później podłączenie do respiratora i przewiezienie do Szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej. Ostatecznie jednak po 10 dniach kobieta zmarła.
W toku śledztwa okazało się, że prawdopodobnie anestezjolog nieświadomie podał pacjentce podtlenek azotu zamiast tlenu, co było skutkiem nieprawidłowego działania instalacji szpitalnej.
Nowe informacje w sprawie śmierci pacjentki ze szpitala na ul. Madalińskiego
Jak ustaliła „Gazeta Wyborcza” w rozmowie z oficer prasową asp. szt. Martą Haberską z Komendy Rejonowej Policji na Mokotowie, wspomniany anestezjolog o godz. 14:15 zadzwonił do tamtejszej komendy. Poprosił o przyjazd do szpitala funkcjonariuszy i zabezpieczenie sprzętu medycznego w jednej z sal operacyjnych.
Wezwanie przez anestezjologa policji nie dziwi chirurga z innego szpitala, który w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” przyznał, że anestezjolodzy zazwyczaj współpracują z placówkami na podstawie kontraktu. Z tego powodu szpitale nie odpowiadają za popełnione przez nich błędy.
- Nie dziwi mnie, że anestezjolog wezwał policję. Szpital odpowiada za prawidłowe działanie sprzętu. Jeśli ten był wadliwy, powinien go zabezpieczyć podmiot niezależny – przyznał wspomniany chirurg.
Lekarz ze szpitala na ul. Madalińskiego wezwał policję
Wezwani policjanci, jak poinformowała asp. szt. Marta Haberska, zjawili się w szpitalu na ul. Madalińskiego po godz. 16. Jednak ze względu na brak uprawnień oraz specjalistycznej wiedzy, zlecili zabezpieczenie sprzętu personelowi szpitala. Wówczas placówka wyłączyła z użytkowania salę, w której operowano panią Kalinę, jednak zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa złożyła w prokuraturze dopiero 12 grudnia, informuje „Gazeta Wyborcza”.
Według jej nieoficjalnych ustaleń, lekarze ze szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej, do którego jeszcze 9 grudnia trafiła pacjentka, o przyczynie jej stanu zdrowia prawdopodobnie dowiedzieli się dopiero dzień później. Na karcie informacyjnej ze szpitala na Madalińskiego podane miało być podejrzenie zatoru płucnego.
Śmierć pacjentki ze szpitala na ul. Madalińskiego: Doszło do błędnego podłączenia sprzętu?
Źródłem błędu, który przyczynił się do śmierci pacjentki, było prawdopodobnie niewłaściwe podłączenie węży w kolumnie anestezjologicznej zapewniające m.in. dostęp do gazów medycznych, wykazano w toku śledztwa.
Jak podaje „Gazeta Wyborcza”, serwis wszystkich kolumn anestezjologicznych w szpitalu na ul. Madalińskiego przeprowadzono w sierpniu 2025 roku. Wówczas wymieniono węże, które doprowadzają gazy do tych kolumn.
Serwis sprzętu medycznego w szpitalu na ul. Madalińskiego
Właściciel firmy serwisującej, w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” podkreślił, że sprzęt po serwisie został pomyślnie przetestowany w obecności pracowników technicznych szpitala. „Przedsiębiorca podkreśla też, że pracę zakończył w sierpniu, a podtlenek azotu podano pacjentce w grudniu. Tymczasem pracownicy techniczni szpitala informowali go, że w międzyczasie w kolumnach grzebały jeszcze dwie inne firmy wynajęte przez szpital” – pisze „Gazeta Wyborcza”.
Sprawę przejęła niedawno Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Tam prowadzi ją prokurator posiadający duże doświadczenie w sprawach związanych z błędami medycznymi.