Gospodarczy silnik, który zbudował dzielnice
Zanim Drna stała się problemem sanitarnym, była błogosławieństwem dla rzemieślników. W XVIII wieku rzeka stanowiła prawdziwy kręgosłup przemysłowy okolicy. Historyczne przekazy z 1738 roku wspominają o sześciu prężnie działających młynach wodnych. Brzegi rzeki tętniły życiem browarów, garbarni i foluszy, które wykorzystywały energię wody do produkcji dóbr zasilających całą Warszawę.
Liczne groble wznoszone przez właścicieli folwarków doprowadziły do powstania wielu stawów, które nie tylko retencjonowały wodę, ale też trwale zapisały się w nazewnictwie miasta, dając początek nazwie ulicy Stawki. Jeszcze w XVI wieku krajobraz ten dopełniały gęste lasy dębowe i brzozowe, tworząc dziką enklawę na obrzeżach rosnącej metropolii.
Jak miasto połknęło własną rzekę
Zmierzch Drny przyszedł wraz z nowoczesną urbanistyką i potrzebą wielkiego uporządkowania przestrzeni. Kluczową rolę odegrała tu działająca w drugiej połowie XVIII wieku Komisja Brukowa. Choć jej cele były szczytne – brukowanie ulic, oświetlenie i poprawa higieny – rzeki potraktowano jako przeszkody lub otwarte kanały ściekowe. Aby poprawić stan sanitarny miasta, Drnę zaczęto osuszać, regulować i zamykać w podziemnych kolektorach.
Ostateczny wyrok zapadł jednak wraz z budową Cytadeli Warszawskiej po powstaniu listopadowym. Rosyjscy inżynierowie bezpowrotnie zmienili dolny bieg rzeki, wykorzystując jej wąwóz jako element fosy obronnej. Procesu dopełniła budowa nowoczesnej sieci wodociągowej Lindleya oraz tak zwany gorset warszawski, czyli regulacja koryta Wisły, co doprowadziło do obniżenia poziomu wód gruntowych i ostatecznego zniknięcia Drny z mapy Warszawy.
Współczesna walka o pamięć i błękitną krew miasta
Przez dekady o Drnie wiedzieli tylko historycy i pasjonaci, jednak ostatnie lata przyniosły gwałtowny wzrost zainteresowania „rzekami widmami”. Przełomem okazała się wystawa Muzeum Woli z 2022 roku pod tytułem „Niech płyną!”, która przywróciła mieszkańcom świadomość o wodnym dziedzictwie stolicy. Za działaniami instytucji poszli aktywiści z grup takich jak Siostry Rzeki czy Miasto Jest Nasze.
Podczas pamiętnych happeningów, jak choćby „suchy spływ” Drną, warszawiacy maszerowali z wiosłami i w kapokach po trasie dawnego nurtu, pokazując absurd miasta pozbawionego naturalnej retencji. Te symboliczne gesty, jak wlewanie wody z dzbanów do resztek koryta przy Cytadeli, miały na celu pobudzenie wyobraźni i zadanie pytania: czy w dobie betonozy nie potrzebujemy rzek bardziej niż kiedykolwiek wcześniej?
Dzika oaza w cieniu twierdzy
Choć Drna jest w większości skanalizowana, istnieje jedno miejsce, gdzie natura odniosła spektakularne zwycięstwo. W Parku Fosa i Stoki Cytadeli rzeka wciąż wychodzi na powierzchnię. Od 2018 roku Zarząd Zieleni Warszawy prowadzi tam pionierski projekt „udziczania”, który polega na całkowitym zaprzestaniu koszenia i grabienia terenów nadwodnych.
Efekty przerosły najśmielsze oczekiwania. Inwentaryzacja przyrodnicza wykazała obecność trzydziestu ośmiu gatunków ptaków, w tym rzadkich dzięciołów i nurogęsi, a także pięciu gatunków nietoperzy. Drna, płynąca tam w betonowym żlebie, stała się tętniącym życiem korytarzem ekologicznym, udowadniając, że nawet szczątkowa forma rzeki potrafi odmienić mikroklimat dzielnicy.
Biurokratyczny labirynt i parujący wrzątek
Ambitne plany pełnej renaturyzacji Drny zderzają się jednak z biurokratyczną rzeczywistością. Rzeka jest dziś w dokumentach bytem niemal mitycznym – nie figuruje w oficjalnych rejestrach wodnych, co sprawia, że chaos własnościowy blokuje inwestycje. Dochodzą do tego problemy techniczne, które brzmią jak scenariusz filmu grozy.
Podziemna infrastruktura jest tak splątana z zapomnianym korytem, że podczas prac ciepłowniczych na sąsiednich ulicach ze studzienek Drny potrafi parować wrzątek. Dodatkową barierą jest ścisły nadzór konserwatora zabytków, dla którego priorytetem jest ochrona historycznej struktury Cytadeli, a niekoniecznie przywracanie naturalnego charakteru rzeki.
Czy rzeka wygra z betonem?
Mimo tych trudności, natura zdaje się nie czekać na decyzje urzędników. Eksperci coraz częściej obserwują zjawisko uruchamiania się starorzecza Drny. Przy wysokich stanach wód gruntowych rzeka po prostu wybija na powierzchnię poza wyznaczonym kanałem, szukając swojej dawnej drogi. To jasny sygnał, że Drny nie da się ostatecznie uciszyć.
Obecnie nadzieję budzi powołanie specjalnej komisji radnych na Żoliborzu oraz projekty częściowego odkrycia rzeki na jej końcowym odcinku