Ostatnie kilkanaście godzin w stolicy przypominało poligon doświadczalny dla służb miejskich. Za oknami widać pierwsze oznaki odwilży, co sprawia, że sytuacja na drogach i chodnikach wciąż daleka jest od ideału.
Służby porządkowe nie składają broni, ponieważ dynamika zjawisk pogodowych, z jaką mamy do czynienia od środy, wymaga nieustannej czujności i błyskawicznego reagowania na zmieniające się parametry temperatury oraz opadów.
Nocna batalia o przejezdność stolicy
Prawdziwym sprawdzianem dla Zarządu Oczyszczania Miasta była noc ze środy na czwartek. Jak wynika z najnowszego komunikatu opublikowanego w czwartkowy poranek, działania mające na celu niedopuszczenie do całkowitego oblodzenia miasta trwały nieprzerwanie przez ponad pół doby.
W kulminacyjnym momencie na stołeczne arterie wyjechało aż 170 pługoposypywarek, które przez kilkanaście godzin krążyły po trasach obsługiwanych przez komunikację miejską. Dzięki mobilizacji udało się uniknąć czarnego scenariusza, jakim byłby całkowity paraliż komunikacyjny Warszawy. Choć warunki na drogach były przejściowo trudne, a kierowcy musieli mierzyć się z grubą warstwą błota pośniegowego, nawierzchnia pod spodem nie zlodowaciała.
Autobusy mogły poruszać się po swoich trasach, co pozwoliło zachować ciągłość transportu publicznego w najważniejszych węzłach przesiadkowych. Od godziny 6:40 rano w czwartek akcja została zredukowana do 42 pojazdów, które obecnie koncentrują się na zabezpieczaniu najbardziej podatnych na zamarzanie fragmentów infrastruktury drogowej.