Po frekwencji pod PKiN widać, że stwierdzenie o niecierpliwym oczekiwaniu nie jest przesadą. I choć pogoda nie rozpieszczała, wielu Warszawiaków postanowiło spędzić piątkowy wieczór na Jarmarku Warszawskim wśród straganów z wielorakim asortymentem.
Jarmark Warszawski pod PKiN. Czas pokaże czy stanie się jednoroczną efemerydą, czy wpisze się na stałe w krjobraz miasta
Tylko VIP-y płacą fortunę na Diabelskim Młynie
Widocznym znakiem, że na dawnym Placu Defilad coś się dzieje była metamorfoza Pałacu Kultury i Nauki w wielką zieloną choinkę. Towarzyszem zielonego gigadrzewka stała się ogromna czerwona bombka, czyli wielki Diabelski Młyn. To on jest największą atrakcją Jarmarku Warszawskiego. Imponuje rozmiarem, a także wyróżniał się w piątek kolejką chętnych, którym nie przeszkadzało przeszło półgodzinne oczekiwanie do kasy na sporym zimnie.
DIableski Młyn imponuje swoimi rozmiarami, zwłaszcza, gdy podejdzie się bliżej
Warto przy okazji dodać, że jedna przejażdżka to trzy obroty koła za którą dorośli płacą 45 zł, a dzieci do 120 cm wzrostu 30 zł. Zwolennicy samodzielnej podróży w przestrzeni po okręgu w ramach biletu VIP płacą 200 zł. Dużo to czy mało, wobec rozmiarów Diabelskiego Młyna i jego debiutu w Warszawie, Czytelnicy muszą osądzić sami.
Karuzela dla najmłodszych za darmo
Drugą atrakcją, która także przeżywała oblężenie, choć znacznie mniejsze niż Diabelski Młyn, jest choinka-karuzela. Goście Jarmarku, którzy zasiadają w gondolach-bombkach, za przyjemność wirowania wokół świątecznego drzewka muszą zapłacić 20 zł bez różnicy pomiędzy dorosłymi a dziećmi.
Chętnych na przejażdżkę gondolą-bombką w pierwszy dzień Jarmarku nie brakowało
Przerażonym kosztami rodzinnej wycieczki trzeba donieść, że jest jeszcze jedna wirująca atrakcja – urocza karuzela w stylu retro dla najmłodszych kompletnie za darmo i w piątek praktycznie bez kolejki.
Wytchnienie dla portfeli rodziców - karuzela w stylu retro całowiecie za darmo. W pierwszy piątek bez kolejki
Kiełbaski, ozdoby i czapeczki
Dość jednak opowieści o ruchu obrotowym. Wśród wielkiej liczby straganów, które oferują jedzenie tradycyjnie związane ze świątecznymi jarmarkami (kiełbaska na ciepło za 30 zł) oraz inne specjały (mini hamburgery za niemal 40 zł), z napojami także alkoholowymi na czele z grzańcem (25 zł za kubek), ozdobami świątecznymi, biżuterią oraz odzieżą na czas zimowy w postaci czapek, rękawiczek i szalików, znajdziemy także stoisko bukmacherskie oraz wielki box do sprawdzenia się w umiejętnościach piłkarskich. Są także inne atrakcje związane z komórkową fotografią, a wokół krążą Święci Mikołajowie.
Wśród rzeczywiście ogromnej liczby straganów znalazł się i ten - z ceramiką
Swobodny ruch w skocznym rytmie
Teren, na którym ustawiony jest Jarmark jest naprawdę duży i dobrze absorbuje licznych gości. Tłok utrudniający przemieszczanie się pojawiał się w inaugurujący piątek jedynie w dwóch-trzech miejscach, w pozostałych częściach swoboda ruchu była zachowana. Pewnym dysonansem jest próba organizatorów pogodzenia różnych muzycznych gustów. Kakofonia setów przygrywającego ze sceny DJ-a, muzyki łatwej i przyjemnej z kolędami staje się chwilami męcząca. Jednak sporej grupie odwiedzających raczej to nie przeszkadza.
Wśród odwiedzających, szczególnie tych młodszych, byli także amatorzy setu DJ-a. Chłod nie przeszkadzał grającemu i odbiorcom.
Pod czujnym okiem
Wobec pojawiających się od kilku lat informacji o atakach na jarmarki świąteczne w Europie Zachodniej warto wskazać, że wszystkie wspomniane wcześniej atrakcje odbywają się pod czujnym okiem służb. Ochronę i policję oraz urządzenia służące do monitorowania widać, ale wśród zwiedzających nie da się wyczuć jakiegokolwiek poczucia zagrożenia.
Nad bezpieczeństwem odwiedzających Jarmark Warszawski czuwają służby wyposażone między innymi w takie zestawy kamer
Uwaga, był ta też Grinch, ale nic nie wspominał, że Świąt ma nie być. Zresztą zaraz potem poszedł do jednej z toalet, a tych na Jarmarku nie brakuje i to jest w porządku.
Wiele osób nie przepuściło okazji do wspólnej fotografii z Grinchem