-9°C
1003.6 hPa
Życie Warszawy
Reklama

Architekci zmienili zdanie

Publikacja: 16.11.2025 13:15

Wizja zachodniego centrum Warszawy przedstawione w tygodniuku „Stolica” w roku 1973. Część tych pomy

Wizja zachodniego centrum Warszawy przedstawione w tygodniuku „Stolica” w roku 1973. Część tych pomysłów to obecna Warszawa. Czy dobrze, że tylko część?

Foto: mat. arch.

„Rosnąca z roku na rok liczba nieszczęśliwych wypadków automobilowych skłania od dawna inżynierów i architektów do wymyślania projektów, dzięki którym wypadki te – mimo wzmagającego się ruchu ulicznego – byłyby w przyszłości zupełnie wykluczone. W związku z tym architekci proponują nowe rozwiązania centrum metropolii przyszłości”.

Ulica będzie miała cztery pietra. Każde przeznaczone dla innego rodzaju ruchu ulicznego. I tak: właściwy dzisiejszy poziom ulicy – wyłącznie dla pieszych; drugim od góry poziomem sunąć będą wolne pojazdy ciężarowe; poniżej szybkie automobile, a wreszcie w czwartej najniższej kondygnacji – tramwaje elektryczne, do których dostać się będzie można za pomocą krętych ruchomych schodów, znanych od dawna za granicą w wielkich domach handlowych.

W domach, a raczej drapaczach chmur, wysokich na 500–800 metrów mieścić się będą na dolnych piętrach garaże automobilowe, rury pneumatyczne do miejscowego ruchu listowego i bagażowego. Parter domów to restauracje, wyżej urzędy, dalej w górze z dala od zgiełku, szkoły z tarasami i sztucznymi ogrodami, jako miejscami dla wytchnienia po pracy. Wreszcie najwyżej ze względu na światło i powietrze, będą pomieszczone mieszkania prywatne, sale zebrań i rozrywkowe. Na dachach domów – stacje do lądowania wszelkiego rodzaju statków powietrznych.

Jak widzimy, następcy nasi żyć będą w warunkach  znośniejszych od obecnych. Czy jednak nie myli się projektodawca, przewidując, że stan ten nastąpi już w roku 1950?”

Równie upiorna jak czetropoziomowe ulice koncepcja z lat 70. Hotelu Centralnego dla 2000 osób zamies

Równie upiorna jak czetropoziomowe ulice koncepcja z lat 70. Hotelu Centralnego dla 2000 osób zamieszczona w miesięczniku „Architektura” w roku 1978

Foto: mat. arch.

Co na to współczesna architektura? – pytałem pół wieku temu

Ta upiorna wizja miasta, w którym mieliśmy mieszkać, została zaprezentowana w wydawanej w Krakowie, ale ogólnopolskiej gazecie „Ilustrowany Kurier Codzienny” zwany IKAC-em 10 maja 1926 roku. Czyli praktycznie niecałe sto lat temu.

Reklama
Reklama

Od tej propozycji architekci i urbaniści w latach późniejszych na szczęście dla nas odeszli. Profesor Zygmunt Skibniewski (1905–1994), prezes Zarządy Głównego Towarzystwa Urbanistów Polskich, porównał ten opis miasta przyszłości stworzony w 1926 roku, ze stanem architektury, urbanistyki i planów zagospodarowania przestrzennego pół wieku później, czyli w roku 1976. Pół wieku temu profesor mówił w rozmowie ze mną:

– Wizja z roku 1926 była stworzona przez ludzi, którzy przypuszczali, że wszystko potoczy się żywiołowo – przyrost ludności, samochodów, miejsc pracy. Sądzono, że prawo koncentracji działać będzie niezmiennie i tylko zabiegi techniczne złagodzą te zjawiska.

– Wielkie metropolie powstawały w końcu XIX wieku głównie w Stanach Zjednoczonych. Gwałtowny rozwój industrializacji, konkurencja średnich firm i koncernów prowadziła do budowania wysokościowców. Przykładem jest Manhattan. Wieżowce powstają do dziś, ale już w całych Stanach trąbi się na odwrót od tych antyhumanistycznych koncepcji urbanistycznych.

Na wystawie Sztuki Dekoracyjnej w 1925 roku Polska zaproponowała arcyciekawe rozwiązania nawiązujące do polskiego folkloru. Tam właśnie Le Corbusier (1887–1965) przedstawił wizję trzymilionowego miasta przyszłości. Rygorystyczne rozwiązania architektury, wielopiętrowe ulice. Tak myślano wówczas o miastach, w których mieszkanoby pół wieku później, czyli w latach siedemdziesiątych XX wieku.

Na wystawie Sztuki Dekoracyjnej w 1925 roku Polska zaproponowała arcyciekawe rozwiązania nawiązujące

Na wystawie Sztuki Dekoracyjnej w 1925 roku Polska zaproponowała arcyciekawe rozwiązania nawiązujące do polskiego folkloru. Na zdjęciu polski pawilon

Foto: mat. arch.

Zaproponowany wiek, czyli sto lat temu, system segregacji pojazdów częściowo funkcjonował pół wieku temu. Prawie wszystkie metropolie miały pół wieku temu głębokie metra. Paryskie zbudowane w XIX wieku, było stare i płytkie. Stworzono więc pół wieku temu nowoczesne metro paryskie – głębokie i expressowe. Pamiętajmy, że Warszawa w latach siedemdziesiątych nie miała metra, ani płytkiego, ani głębokiego. Nie miała metra wcale.

Reklama
Reklama

Chronić miasta średnie

W Polsce przed wiekiem, czyli na przełomie roku 1925 i 1926 rozwój urbanizacji był bardzo skromny. Polska była krajem wielkich rozrastających się miast przemysłowych, ale głównie składała się z małych miasteczek, najczęściej zamieszkałych przez Polaków i Żydów, miasteczek, z których większość była starymi sztetlami.

– Wówczas byłem – wspominał pół wieku temu prof. Skibniewski – studentem architektury. Jak olśniewające, szokujące wizje przygotowywaliśmy wówczas jako prace dyplomowe. Jednak na szczęście pozostały one często rozważaniami akademickimi.   

Najbardziej kontrowersyjne, wzbudzające gorące dyskusje są koncepcje związane z wyprowadzaniem ruchu samochodowego z centrów.

Polska lat siedemdziesiątych, czyli pół wieku temu, zaczynała być zlepkiem miast, które władza socjalistyczna rozwijała, bo ściągała do nich mieszkańców wsi, bo tworzyła nową klasę robotniczą.

Częściowo do rozwijania się wzwyż i pod ziemią zmuszone są największe aglomeracje warszawska, śląska i łódzka – pisałem pół wieku temu w 1976 roku.

– Musimy chronić miasta średnie maksimum półmilionowe – mówił prof. Skibniewski – Są w nich najlepsze rozwiązania urbanistyczne i architektoniczne. Łatwiej tam żyć i pracować, rozwijać życie naukowe i kulturalne. Takimi według mnie wspaniałymi naszymi ośrodkami są Poznań, Wrocław, Szczecin, zespół gdański, Kraków.  Nie wolno pozwolić tym miastom rozrastać się. Podobnie jest z Lublinem. Jest on trochę mniejszy, ale jego położenie geograficzne to uzasadnia. Do takich świetnych miast równowagi tęsknią mieszkańcy innych krajów – Amerykanie, Francuzi. Jedynie Niemcy potrafili w ciągu wieków wytworzyć takie miasta, które nie posiadają tendencji do niepotrzebnego rozrastania się – mówił prof. Skibniewski nie podkreślając tego, czy ma na myśli Niemcy wschodnie czy zachodnie, bo wówczas były to nie tylko dwa odrębne kraje, państwa, ale i dwa odrębne światy.

Reklama
Reklama
Przyszłość, to przeniesienie ruchu pieszego do pasaży typu warszawska Ściana Wschodnia – uważał w ro

Przyszłość, to przeniesienie ruchu pieszego do pasaży typu warszawska Ściana Wschodnia – uważał w roku 1977 prof. Skibniewski. Czy o takich pasażach, jak ten przedsatwiony czetry lata wcześniej w tygodniku „Stolica”, myślał wybitny architekt?

Foto: mat. pras.

Budować niżej

– Intensyfikować budownictwo trzeba, ale musi być ono stosunkowo niskie. Dobre programowanie takich osiedli tworzy najbardziej humanitarne miasta, w których społeczeństwo żyje bardziej zrównoważonym rytmem – podkreślał prof. Skibniewski pół wieku temu.

Są ludzie, którzy nadal twierdzą, że nie ma miast bez drapaczy. Ale przecież zawsze są one elementem obcym kulturowo. U nas są absolutnie zbędne. A odpadł jeszcze jeden argument – wieżowce w efekcie są droższe niż domy małe. Bo przecież ogromną część ich powierzchni zajmują ciągi komunikacyjne i uzbrojenie. Poza tym życie w takich mrowiskach jest koszmarem. Budownictwo monumentalne według mnie to nie wieżowce, ale właśnie budownictwo stosunkowo niskie… – mówił prof. Skibniewski pół wieku temu, w czasie jeszcze rozwijającego się rozpędem nabytym budownictwa wielkopłytowego rozkręconego za Gierka.

Przyszłościowa komunikacja polega na segregacji pojazdów, ale nie według wizji z 1925 roku. Zdaniem prof. Skibniewskiego według jego oceny sytuacji opowiadanej mi pół wieku temu – przyszłość, to przeniesienie ruchu pieszego do pasaży typu warszawska Ściana Wschodnia. Intensyfikacja liczby samochodów spowoduje używanie ich tylko poza miastem. W centrum panować może na przykład tramwaj, który coraz lepiej zdaje egzamin. Ale warunek sine qua non – wydzielone torowiska i bezkolizyjne skrzyżowania. Autobusy i mikrobusy, to uzupełnienie komunikacji tramwajowej bądź metra.  Czekać jednak trzeba na zrealizowanie napędu elektrycznego. Odpadnie wówczas zmora wielkomiejskiego hałasu.

prof. Zygmunt Skibniewski (rok 1977)

Musimy chronić miasta średnie maksimum półmilionowe. Są w nich najlepsze rozwiązania urbanistyczne i architektoniczne. Łatwiej tam żyć i pracować, rozwijać życie naukowe i kulturalne. 

Reklama
Reklama

Wizja współczesnej urbanistyki – pisałem po rozmowie z prof. Skibniewskim pół wieku temu – to dostosowywanie architektury do psychicznych i fizycznych potrzeb człowieka. Nie wolno zaś ich wyłącznie przystosowywać do pomysłów technicznych, choćby nawet były najdoskonalsze, o ile nie spełniają warunków humanizacji życia codziennego w miastach.

Data planowanej realizacji wizji sprzed wieku, tej z roku 1925 była zupełnie realna, bo lata pięćdziesiąte były kulminacją tej koncepcji.

– Dziś od nich odeszliśmy – mówił prof. Skibniewski pół wieku temu. – Wiemy, że dla psychicznego zdrowia człowieka musimy  chronić nie tylko środowisko naturalne, ale i dotychczasowy kształt urbanistyczny naszych miast.

Fragmenty tego obrazu miasta z „IKC” z 1925 roku i fragmenty mojej rozmowy z prof. Skibniewskim były wydrukowane pół wieku temu w warszawskim „Expressie Wieczornym”.

Dziś, czyli które pomysły przetrwały

Pół wieku po tej rozmowie, po zmianie politycznej i gospodarczej na mapie świata, Europy i Polski, żyjemy w innej rzeczywistości. Połączenie wizji wieżowców, tej sprzed stu lat, z miastami rozwijającymi się wszerz, ale z mieszkańcami mieszkającymi w domach rzeczywiście, jak prof. Skibniewski mówił niższych, bardziej przyjaznych ludziom. Najbardziej kontrowersyjne, wzbudzające gorące dyskusje są koncepcje związane z wyprowadzaniem ruchu samochodowego z centrów. Zostawianiem centrów dla tramwajów, komunikacji masowej, z wprowadzaniem zielonych zwężonych ulic, deptaków przyjaznych mieszkańcom i turystom. Warszawskie zmiany w centrum, będące zarzewiem konfliktów w rodzinach, powodem kłótni wśród znajomych, są realizacją najciekawszych koncepcji miast przyjaznych.

Reklama
Reklama

Trudno dziś zastanawiać się nad tym, czy prof. Skibniewskiemu obecna Warszawa by się podobała, czy widziałby ją jeszcze bardziej „odsamochodowioną”, czy widziałby w niej jeszcze więcej zieleni. Ale jedno jest pewne, że wizje sprzed wieku i wizje sprzed pół wieku były niezwykle ciekawe, choć nie jestem pewien, czy byłyby – te sprzed wieku – miejscami, w których chcielibyśmy żyć, mieszkać i pracować. Pasaże, o których mówił profesor, są do dziś. I co więcej – jest ich coraz więcej i są potrzebne i realizowane. Na szczęście odchodzimy od przejść podziemnych i wpychania do nich ludzi. 

Niemiecki architekt Hermann Hanselmann w rozmowie z polskimi gośćmi Józefem Sigalinem (z lewej) i Zy

Niemiecki architekt Hermann Hanselmann w rozmowie z polskimi gośćmi Józefem Sigalinem (z lewej) i Zygmuntem Skibniewskim (z prawej) podczas kongresu niemieckich architektów w Berlinie w 1951 roku

Foto: mat. pras.

Prof. Zygmunt Skibniewski był po II wojnie jednym z najbardziej wpływowych pracowników Biura Odbudowy Stolicy. Kierował przygotowywanymi planami odbudowy i rozwoju Warszawy. Był dyrektorem Biura Urbanistycznego Warszawy, powstałego z BOS. Dzięki niemu udało się przesunąć lokalizację Huta Warszawa prawie dwa kilometry dalej od centrum miasta. Nie udało mu się zapobiec postawieniu warszawskiej dominanty, czyli Pałacu Kultury i Nauki wzniesionego samym centrum miasta jako „dar narodu radzieckiego dla narodu polskiego.” Był też wychowawcą wielu polskich urbanistów i architektów.

Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama