Jak opisuje WP, do wypadku doszło 1 czerwca na warszawskim Ursynowie, w pobliżu alei Komisji Edukacji Narodowej. Około godz. 20 na przejście dla pieszych weszła 46-letnia Natalia Borukhava. Kobieta wracała z pracy do domu. Wtedy potrąciła ją Toyota prowadzona przez obywatelkę Tadżykistanu, Shahnoz M.
Według relacji świadków samochód uderzył w pieszą dwukrotnie. Po pierwszym potrąceniu kobieta próbowała się podnieść, ale pojazd ponownie ruszył i przygniótł ją do stojącego obok BMW. Świadkowie przypuszczali, że kierująca Toyotą pomyliła pedał gazu z hamulcem.
Z nagrań osiedlowego monitoringu wynikało, że samochód początkowo poruszał się powoli, a następnie gwałtownie przyspieszył.
Poszkodowana w ciężkim stanie trafiła do szpitala MSWiA. Miała pękniętą miednicę, obrażenia kręgosłupa, brzucha i narządów wewnętrznych. Przeszła pięć operacji. Zmarła 16 czerwca, po ponad dwóch tygodniach walki o życie.
Już dzień po wypadku policja otrzymała informację, że szanse kobiety na przeżycie wynosiły 50 proc. Mimo to kierującej nie zatrzymano.
Wypadek na Ursynowie. Podejrzana opuściła Polskę dzień po śmierci pieszej
Jak ustaliła Wirtualna Polska, przez pierwsze dwa tygodnie po wypadku nie przesłuchano kobiety kierującej taksówką ani nie sprawdzono jej sytuacji pobytowej. Nie zabezpieczono również jej telefonu.
Dopiero śmierć poszkodowanej 16 czerwca spowodowała wszczęcie śledztwa. Prokurator Katarzyna Pawełczak-Kraśniej poleciła wówczas przesłuchać świadków i przeanalizować nagrania monitoringu.
Dzień później policja sprawdziła status pobytowy Shahnoz M. Tego samego dnia, 17 czerwca, obywatelka Tadżykistanu wyjechała z Polski. Nie obowiązywał jej zakaz opuszczania kraju.
19 czerwca prokurator zaocznie przedstawiła kobiecie zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i wydała nakaz zatrzymania na 48 godzin. W uzasadnieniu wskazała, że podejrzana może nie mieć stałego miejsca zamieszkania w Polsce.
Nie wystąpiono jednak o zatrzymanie jej paszportu ani o zakaz opuszczania kraju. Policjanci sprawdzili adresy wskazane przez cudzoziemkę, ale nie zastali jej pod żadnym z nich.
Prokuratura dowiedziała się od Straży Granicznej o wyjeździe podejrzanej dopiero 1 września, ponad dwa miesiące po opuszczeniu przez nią Polski.
Według dokumentów, do których dotarła WP, Shahnoz M. otrzymała wizę w związku z pracą w firmie budowlanej w Szczecinie. Nie ustalono, dlaczego pracowała jako kierująca taksówką w Warszawie.
Prokuratura Warszawa-Ursynów tłumaczy brak zatrzymania. Rodzina krytykuje śledczych
W odpowiedzi na pytania Wirtualnej Polski prokuratura wyjaśniła, że zatrzymanie paszportu i zastosowanie zakazu opuszczania kraju wymagały wcześniejszego przesłuchania podejrzanej.
Kobieta nie została jednak zatrzymana bezpośrednio po wypadku. Funkcjonariusze obecni na miejscu przeprowadzili oględziny i zbadali uczestników zdarzenia na obecność alkoholu.
Komenda Rejonowa Policji Warszawa II przekazała WP, że materiały sprawy otrzymała 2 czerwca i po wykonaniu niezbędnych czynności skierowała je do Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ursynów.
Pełnomocnik rodziny zmarłej, mecenas Michał Grodzki, skrytykował działania organów ścigania.
– Bardzo szybko organy ścigania uzyskały wiedzę, że wypadek niesie za sobą ciężkie skutki i są podstawy do zastosowania odpowiednich środków. Tymczasem sprawczyni przez ponad dwa tygodnie nie niepokojona przebywała w kraju i bez problemu opuściła Polskę. Jak obywatel ma mieć zaufanie do państwa w takiej sytuacji? – powiedział Wirtualnej Polsce.
Rodzina zmarłej miała również trudności z uzyskaniem dostępu do akt postępowania. Pierwszy pełnomocnik męża ofiary, mecenas Maciej Radowicki, złożył wniosek o ich udostępnienie 18 czerwca, ale dokumenty mógł przejrzeć dopiero 14 lipca. Jak relacjonował, prokuratura nie odpowiadała na wiadomości, a liczba nieodebranych połączeń telefonicznych zbliżyła się do stu.
Prokuratura tłumaczyła opóźnienia koniecznością przygotowania elektronicznej wersji akt oraz brakiem ustawowego terminu na rozpoznanie takiego wniosku.
2 września akta skierowano do sądu w celu uzyskania postanowienia o tymczasowym aresztowaniu podejrzanej. Kolejnym planowanym krokiem było rozpoczęcie poszukiwań na podstawie listu gończego.
Miejsce pobytu Shahnoz M. pozostaje nieznane. Jeśli wróciła do Tadżykistanu, jej sprowadzenie do Polski może być utrudnione ze względu na brak umowy ekstradycyjnej między oboma krajami.
Mąż zmarłej, Paweł Borukhau, wraz z pełnomocnikami podjął własne starania, aby ustalić, czy podejrzana znajduje się w Tadżykistanie. Mężczyzna został z dwiema córkami. Razem z żoną prowadził w Warszawie działalność stomatologiczną.