Ulica Kolejowa od Towarowej do Bema i linii kolejowej, choć dziś po drodze za Sławińską zamienia się w Prądzyńskiego, to stara jeszcze dziewiętnastowieczna droga. Wiele lat temu miała trochę inny przebieg w części bliższej Towarowej, bo dochodziła do Elektrowni Tramwajowej przy Przyokopowej. Dziś w tej Elektrowni mieści się Muzeum Powstania Warszawskiego.
Kolejowa to wspomnienie tego, co mieściło się przed II wojną w tym rejonie – tu ulokowane były bocznice, na których rozładowywano towary przywożone do Warszawy. Niedaleko był wszak dziś nieistniejący Plac Kazimierza Wielkiego – to tu powstaje kompleks Towarowa 22.
Reklama
Reklama
Po drugiej stronie Towarowej rzeczywistość zmienia się jeszcze szybciej – w miejscu Placu Świętego Kazimierza powstaje kompleks biurowo mieszkalny Towarowa 22
Foto: mat. pras.
Wiele osób nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego Kolejowa jest tak wąska, mimo że jeździ nią tak wiele samochodów nie tylko w stronę Kasprzaka, ale i Przyokopowej czy Karolkowej. Przy Kolejowej jest nowe osiedle „19. Dzielnica”, ruch więc jest duży, a uliczka wąska. Gdyby zapadła decyzja o zmniejszeniu parkingu przy Poczcie Polskiej Warszawa 22, właściwie przy Dworcu Poczty Polskiej 2, czyli tej do której wejście jest od strony wejścia do dawnej Warszawy Głównej (dziś Stacji Muzeum), można by Kolejową poszerzyć, ale to i tak niewiele by dało, bo Towarowa na odcinku Kolejowa – Plac Zawiszy jest jednym z bardziej zakorkowanych miejsc w Warszawie. Kiedyś rozwiązanie musi się znaleźć, więc bądźmy dobrej myśli.
Ale chcę dziś o Kolejowej i co na niej było, bo zapewne wielu dzisiejszych jej mieszkańców tego nie wie.
Parowóz
Tr12
Zaczęło się od warsztatu kotlarskiego Sebastiana Bańkowskiego, uruchomionego w 1833 roku. Pół wieku później „Borman i Szwede” przejęli tę fabryczkę i zaczęli produkować maszyny rolnicze, kotły grzewcze i lokomobile. Zatrudniali koło 300 osób, a firma działała do 1920 roku. Wtedy zakład już jako „Bracia Borkowscy” przeniósł się na Grochowską, czyli za Wisłę. A na opuszczonej posesji i kilku sąsiednich placach pod ogólnym numerem 57 w roku 1920 wybudowano ogromne hale produkcyjne Warszawskiej Spółki Akcyjnej Budowy Parowozów.
Reklama
Reklama
Reklama
W zakładach przy Kolejowej w latach 1920-1927 powstawał na licencji austriackiej parowóz Tr12
Foto: Snowdog19
W 1933 robotnicy odkupili fabrykę, a w 1935 przejęła ją warszawska „Wytwórnia Parowozów, Wielkich Pieców i Zakładów Ostrowieckich”. Zabudowania ciągnęły się aż do nieistniejącego dziś odcinka ul. Karolkowej. Pierwszy zbudowany tam parowóz miał oznakowanie Tr12. Powstawały w fabryce parowozy, kotły do nich, a także walce drogowe – sprzedawano je nie tylko na rynku polskim, ale i na eksport do ZSRR i Turcji. Przy Kolejowej nie było praktycznie domów mieszkalnych, więc zniszczeniom uległy właśnie zakłady produkcyjne – w czasie Powstania aż w 90 proc.
Kotły,
koparki, dzielnica
W 1945 po odbudowie firma „Fablok” rozpoczęła produkcję kotłów centralnego ogrzewania i kotłów dla parowozów. Od 1949 roku działała jako „Warszawskie Zakłady Budowy Urządzeń Przemysłowych”. W 1952 roku nadano tej fabryce imię Ludwika Waryńskiego – polskiego socjalisty, z którego władza ludowa na siłę chciała zrobić prekursora idei komunistycznych, umieściła go również na banknocie 100 złotowym, emitowanym od 1975 roku.
Od 1953 produkowano w „Waryńskim” – początkowo na licencji radzieckiej – koparki gąsienicowe. Dość szybko zakłady przestawiły się na produkcję maszyn budowlanych – powstało przy Kolejowej około 70 tys. koparek. Od 1971 produkowano już koparki hydrauliczne, co natychmiast uwidoczniono w nazwie – „Zakład Koparek i Hydrauliki Bumar-Waryński”. Niektóre elementy tu produkowane były montowane do czołgów i sprzętu wojskowego.
Od 1953 produkowano w „Waryńskim” – początkowo na licencji radzieckiej – koparki gąsienicowe. Dość szybko zakłady przestawiły się na produkcję maszyn budowlanych – powstało przy Kolejowej około 70 tys. koparek.
Foto: mat. arch.
W 1991 roku po transformacji polskiej gospodarki z dotychczasowego zakładu powstała spółka akcyjna „Bumar Waryński”. Jednak produkcja koparek była po pierwsze droga, po drugie archaiczna i coraz mniej konkurencyjna cenowo wobec nowoczesnych maszyn budowlanych ze świata. Dotychczasową produkcję zakończono w 2001 roku. Sześć lat później 28 lutego 2007 wyburzono ostatni budynek Warszawskich Zakładów Maszyn Budowlanych im. Ludwika Waryńskiego przy ul. Kolejowej 57.
Reklama
Reklama
Z roku na rok firma, która powstała na bazie „Waryńskiego” coraz bardziej koncentrowała się na budownictwie. Dziś przy Kolejowej jest już osiedle mieszkaniowe „19. Dzielnica”.
Dziś przy Kolejowej jest już osiedle mieszkaniowe „19. Dzielnica”. Tak wyglądały jego początki w 2018 roku.
Foto: mat. pras.
Czas
gazetek zakładowych
W fabryce koparek przez wiele lat działał dwutygodnik „Waryński”. Była to klasyczna gazetka zakładowa, zasadniczo prowadzona przez dyrekcję i komitet PZPR, kolportowana była wśród pracowników. W latach siedemdziesiątych w prasie warszawskiej ktoś wpadł na pomysł, żeby młodzi dziennikarze odbywali w tych zakładowych gazetkach miesięczne praktyki. Tak trafiłem i ja do tej redakcji. Daleko od mojego macierzystego „Expressu” nie było, za to było bardzo ciekawie. Miałem do czynienia nie tylko z redakcją prasy zakładowej, ale też miałem okazję poszwendania się po fabryce, obejrzenia miejsc zasadniczo dla postronnych niedostępnych, a także poznania problemów osób tam pracujących.
Zakładowe gazetki działały w całej Polsce w dziesiątkach zakładów przemysłowych mniejszych i większych.
Foto: mat. arch.
To nie było tak, że ludzie w drugiej połowie lat 70. nie rozmawiali. Potrafili wylewać z siebie bolączki dnia codziennego. Potrafili pokazywać zło, które się działo w ich firmach. Zakładowe gazetki działały w całej Polsce w dziesiątkach zakładów przemysłowych mniejszych i większych. W tych gazetkach normalne, wręcz rutynowe było działanie na rzecz swoich pracowników – publikowano więc informacje o tym, co się komu urodziło; kto, ile lat pracował na określonym stanowisku czy przy konkretnej maszynie.
Te gazetki były prenumerowane, wędrowały nie tylko do pracowników zakładów, ale również do dziennikarzy prasy centralnej. Ja również dostawałem w redakcji kilkanaście tytułów z wielu zakładów w Polsce.
Reklama
Reklama
Kwestia
wiarygodności
Te gazetki pełniły również zupełnie inną rolę. Trochę bardziej okrężnymi drogami trafiały one na Zachód. Szczególnie były łakomym kąskiem w redakcjach polskich rozgłośni Radia Wolna Europa czy sekcji polskiej Radia BBC z Londynu. Tam dziennikarze tych „wrażych” [wrogich – tłum z ros. red.] rozgłośni czytali je bardzo uważnie i wykorzystywali wiadomości w nich zwarte w swoich programach.
Skoro tam w Monachium wiedzą, że majster z „Waryńskiego” ma np. rocznicę pracy, czy, że urodziło mu się dziecko, to znaczy, że wiedzą wszystko. Czyli są wiarygodni. Na zdjęciu: tzw. newsroom Radia Wolna Europa w latach 70.
Foto: Andreas Bohenstengel
Z Monachium przekazywali pozdrowienia i życzenia np. majstrowi Gorzałkowskiemu z Zakładów np. właśnie „Waryńskiego” z okazji 25-lecia pracy czy urodzenia się dziecka. Takie życzenia, pozdrowienia z dalekiego świata nadawane były regularnie i sprawiały wrażenie, że te zagłuszane przez polskie władze rozgłośnie mają wszędzie swoje wtyki i doskonale wiedzą, co się dzieje w Polsce, w większych i mniejszych miastach, w polskim przemyśle, w zakładach pracy.
To budziło zdenerwowanie władzy, ale powodowało jednocześnie wielki szacunek u słuchaczy. Skoro tam w Monachium wiedzą, że majster z „Waryńskiego” ma np. rocznicę pracy, czy, że urodziło mu się dziecko, to znaczy, że wiedzą wszystko. Czyli są wiarygodni. Takie informacje pozyskiwane z prasy zakładowej sprawiały, że wielu ludzi w Polsce uważało, że RWE, czy Sekcja Polska BBC mają absolutną wiedzę o tym, co się w kraju dzieje.