Zapytaliśmy o opinię na ten temat kilkoro działaczy Koalicji Obywatelskiej. Nikt z nich nie chciał wypowiedzieć się pod nazwiskiem. Usłyszeliśmy jednak, że większość działaczy zazdrości radnemu Lechowi tej decyzji.
– On zrobił to, co wielu z nas chodzi po głowie – mówi jedna z radnych Warszawy z KO. – Niby funkcja radnego powinna być poważna i prestiżowa, jednak tak naprawdę jesteśmy tylko żołnierzami, którzy wykonują polecenia kilku osób z kierownictwa partii. Nie możemy nawet z nimi dyskutować, bo od razu zaczynają się „naciski” – tłumaczy.
Na czym polegają te naciski? Radni, którzy nie zgadzają się z decyzjami kierownictwa dostają sugestie, że w przyszłych wyborach mogą już nie znaleźć się na partyjnej liście lub otrzymać dalekie miejsce, z którego ciężko będzie wejść do rady. Ten problem mogłyby rozwiązać okręgi jednomandatowe, ale wówczas duże partie straciłyby „bat” na niepokornych radnych. Nie zanosi się więc na zmianę ordynacji wyborczej.
Duża część miejskich i dzielnicowych radnych zatrudniona jest w samorządowych i państwowych spółkach. Kierownictwo przypomina im, że wystarczy jeden telefon, a będą musieli szukać pracy.
– Oczywiście to wszystko mówione jest w delikatny sposób, z uśmiechem i fałszywą troską – tłumaczy jeden z radnych. – Jednak przekaz jest jasny: jeśli nie chcesz kłopotów w pracy, rób dokładnie to, co każe partia. Problem w tym, że często partia chce czegoś innego niż moi wyborcy. A to przecież ich reprezentuję w radzie – dodaje.
sylwetka
Paweł Lech od ponad trzech dekad aktywnie kształtuje stolicę. Od harcerskiej pasji, przez nowatorskie podejście do edukacji, aż po konkretne zmiany w komunikacji miejskiej i infrastrukturze rowerowej dla warszawiaków.
Początki drogi społecznej Pawła Lecha sięgają 1976 roku, kiedy wstąpił do harcerstwa. To właśnie tam, jako wieloletni instruktor, szlifował swoje umiejętności pracy z ludźmi i rozwijał pasję społecznikowską. Edukację odebrał na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie na Wydziale Pedagogicznym zajmował się nowatorskim jak na tamte czasy tematem integracji dzieci niepełnosprawnych w szkołach masowych. To wrażliwe podejście do drugiego człowieka przeniosło się później na grunt samorządowy, gdzie od 1994 roku nieprzerwanie reprezentuje interesy mieszkańców.
Droga przez szczeble samorządu
Kariera polityczna Pawła Lecha jest ściśle związana z Pragą-Południe i prawobrzeżną częścią Warszawy. Zaczynał w lokalnym Forum Mieszkańców, by przez lata pełnić funkcje w Radzie Powiatu Warszawskiego oraz Radzie Miasta. Jego aktywność nie ograniczała się tylko do sali obrad. Przewodniczył ważnym komisjom, w tym Komisji Zdrowia, Sportu czy specjalnemu zespołowi zajmującemu się przygotowaniami do Euro 2012. Doświadczenie to zaowocowało również zaproszeniem do współpracy z Kancelarią Prezydenta Bronisława Komorowskiego, gdzie jako społeczny doradca pracował nad zmianami w ustawach samorządowych.
Inicjator zmian dla uczniów i rowerzystów
Mieszkańcy Warszawy codziennie korzystają z rozwiązań, których był pomysłodawcą. To właśnie on stał za projektem wprowadzenia bezpłatnej komunikacji miejskiej dla uczniów szkół podstawowych, co znacząco odciążyło domowe budżety wielu rodzin. Jego pasja do aktywności fizycznej przełożyła się na konkretne projekty infrastrukturalne. Już w latach 90. projektował jedne z pierwszych ścieżek rowerowych w mieście, między innymi tę wzdłuż kanału Wystawowego, oraz zabiegał o powstanie kładki pod mostem Łazienkowskim.
Pasja do gór i aktywnego wypoczynku
Prywatnie to człowiek, który nie potrafi usiedzieć w miejscu. Wolne chwile Lech spędza na rowerowej jeździe na orientację lub podróżując z rodziną przyczepą campingową. Jego największą miłością są jednak góry. Poza polskimi Tatrami, które zna doskonale, na swoim koncie ma zdobycie prestiżowych szczytów, takich jak Mont Blanc, Elbrus czy krawędź Kilimandżaro. Paweł Lech przemierzył najsłynniejsze trasy trekkingowe w Patagonii i wokół Annapurny, udowadniając, że wytrwałość z pracy samorządowej idzie w parze z tą potrzebną na górskich szlakach.
Czy Koalicja
Obywatelska straci więcej radnych?
Coraz częściej z szeregów Koalicji Obywatelskiej słychać więc gniewne pomruki. Na razie anonimowe. – Twarz ma się tylko jedną, a przez decyzje władz partii coraz częściej ją tracę – przyznaje jedna z radnych. – Coraz częściej ludzie spotykani w różnych sytuacjach pytają mnie o uzasadnienie takich a nie innych decyzji rady. Tymczasem ja nie umiem ich uzasadnić, co więcej – zupełnie się z nimi nie zgadzam. Na razie się nie odzywam, ale nie wykluczam, że zrobię to, co Paweł – dodaje.
Podobnie uważa radny jednej z prawobrzeżnych dzielnic. – Nie może być tak, że na nasze zebranie przychodzi partyjny działacz i nakazuje nam głosować wbrew temu, co jest dobre dla naszej dzielnicy – mówi. – To jest moja pierwsza i ostatnia kadencja. Nie mam pewności, że dotrwam do końca w barwach KO.
Radni skarżą się także na autorytarny styl rządzenia warszawską partią. – Prawdopodobnie więcej demokracji jest w Komunistycznej Partii Chin – mówi radny jednej z południowych dzielnic. – Za każdym razem, gdy wypowiem swoje zdanie nawet na wewnętrznym, partyjnym czacie, jestem wzywany na rozmowy „dyscyplinujące”. Są one po prostu groteskowe, jak z serialu „Alternatywy 4”. Władze dzielnicy tłumaczą mi, jak bardzo się na mnie zawiodły i jak bardzo jestem niewdzięczny. Partia chce wpływać na moje działania, na moje poglądy, na to, co publikuję w mediach społecznościowych itp.
Czy w takim razie za Pawłem Lechem podąży większa liczba niezadowolonych? – W tej chwili jeszcze nie, ale atmosfera powoli zaczyna się zagęszczać – mówi jeden z radnych Warszawy. – Udajemy, że wszystko jest dobrze, ale rozmawiam z kolegami – to idzie w bardzo złym kierunku. Problem w tym, że nasze kierownictwo trochę odpłynęło od rzeczywistości i zamiast podejmować mądre decyzje, bawi się w politykę. Przykładem są niezrozumiałe przepychanki, jak ta z uchwałą prohibicyjną. Dyplomatycznie mówiąc, bierzemy w nich udział z coraz mniejszym zapałem – dodaje.