Fiasko ustaleń na linii Ratusz – MPWiK
Pod koniec stycznia odbyło się spotkanie przedstawicieli Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji (MPWiK) z władzami Białołęki. Przekazane po nim informacje nie napawają jednak optymizmem.
Radna Danuta Zaleska poinformowała, że w celu rozładowania kolejek inne punkty zlewne, w tym ten przy ulicy Jagiellońskiej, pracują obecnie w trybie całodobowym. Rozwiązanie to okazuje się jednak niewystarczające. Firmy asenizacyjne wskazują, że konieczność transportu nieczystości do odległych punktów, takich jak Wilanów czy podwarszawskie Łajski, generuje koszty, których nie da się zniwelować samą dostępnością zrzutu w godzinach nocnych.
Co więcej, podczas spotkania potwierdzono, że budowa nowej sieci kanalizacyjnej na wschodniej Białołęce pozostaje w sferze planów administracyjnych, a realne prace ziemne będą mogły ruszyć dopiero po zakończeniu przebudowy ulicy Białołęckiej, co przesuwa perspektywę cywilizacyjnych zmian o kolejne lata.
Drastyczne koszty i fikcyjna ochrona mieszkańców
Dla przeciętnego mieszkańca Białołęki czy Nieporętu kryzys ma wymiar przede wszystkim finansowy. Brak dostępu do punktu przy Odlewniczej sprawił, że ceny za jeden kurs szambiarki wzrosły średnio o 100 zł, osiągając pułap od 400 do nawet 600 zł za opróżnienie standardowego zbiornika.
Frustrację potęguje fakt, że obowiązująca uchwała Rady Dzielnicy z 2023 roku ustala stawkę maksymalną na poziomie 60 zł za m3, co przy obecnych problemach logistycznych stało się dla firm rynkowym standardem, a nie górną, nieprzekraczalną granicą.
Mieszkańcy czują się nierówno traktowani względem osób podłączonych do sieci miejskiej, płacąc za odbiór ścieków kwoty kilkukrotnie wyższe niż sąsiedzi z bloków, przy jednoczesnym wydłużaniu się czasu oczekiwania na usługę do wielu dni.
Kompromitacja komunikacyjna w strukturach miasta
Jednym z najpoważniejszych zarzutów formułowanych pod adresem decydentów jest paraliż informacyjny. W przestrzeni publicznej pojawiły się doniesienia, jakoby władze dzielnicy były zaskoczone skalą i terminem remontu zlewni, co sugeruje całkowity brak koordynacji między Urzędem Dzielnicy a miejską spółką MPWiK.
Mieszkańcy wytykają urzędnikom, że tak kluczowa inwestycja powinna być poprzedzona szeroką kampanią informacyjną i przygotowaniem punktów zastępczych, a nie jedynie zdawkowymi wpisami w mediach społecznościowych, które dotarły do ograniczonej liczby zainteresowanych. Brak realnego wsparcia i przerzucenie całego ciężaru modernizacji na portfele właścicieli domów jednorodzinnych buduje poczucie marginalizacji tej części Warszawy.
Systemowy paraliż regionu
Kryzys na Białołęce nie kończy się na granicach dzielnicy, lecz rozlewa się na sąsiednie gminy. Zamknięcie zlewni przy Odlewniczej wymusiło na przewoźnikach z Jabłonny, Wieliszewa czy Serocka korzystanie z punktów, które już wcześniej były przeciążone.
Powoduje to efekt domina, w którym cały system gospodarki ściekowej w północnej części aglomeracji warszawskiej pracuje na granicy wydolności.