Rozgrzane brązowe kaflowe piece i buchające z nich ciepło oraz zapach drożdżowych bułeczek. To moje dzieciństwo i wczesna młodość. Czas raczkowania i szkoły podstawowej. To moje skojarzenia i pamięć tamtego czasu.
Na czwarte piętro bez windy do mieszkania przy Poznańskiej 21 m 59 w samym centrum Warszawy wdrapywałem się ochoczo. Zapewne mniej ochoczo ten brak windy akceptowali ci, którzy kiedyś wozili mnie w wózku – siedzącego, czy wcześniej leżącego – do Parku Ujazdowskiego, Ogrodu Botanicznego, czy do Łazienek.
Reklama
Reklama
Ciepło
– zimno
Mieszkanie na czwartym piętrze miało niecałe pięćdziesiąt metrów, nie miało windy i miało te pamiętne ciepłe kaflowe piece.
Pamiętam konieczność noszenia węgla z piwnicy w blaszanym specjalnym wiaderku. Bo to węgiel dawał ciepło kaflowym piecom. Ale jego częsty brak, czy niedobór – zimno. Zimno też było o poranku, kiedy jeszcze nie było rozpalone. Skład z węglem był na Poznańskiej niedaleko – miedzy Wspólną i Żurawią. Pamiętam charakterystyczny zapach przywożonego i przynoszonego w koszach węgla. Ten skład był obok sklepu ze szczotkami. Sklepu, który w 2025 roku jeszcze działał. Pamiętam też Matki starania o możliwość kupna dodatkowego, poza przydziałowego węgla – za dodatkowe talony, czy za bony z Pewexu.
Współczesny widok z kamienicy przy Poznańskiej 21
Foto: Mateusz Błażkow
Reklama
Reklama
Reklama
Pod nami, piętro niżej, mieszkali państwo Więckowscy, dwa piętra niżej – mecenasostwo Csaki [patrz ramka], przedwojenni właściciele kamienicy. Pół piętra wyżej mieszkali państwo Sochowie. Ich wnuk przynosił Babci węgiel z piwnicy. Prowadzi dziś restaurację niedaleko cmentarza ewangelickiego.
Ryszard Csáky
Adwokat i żołnierz podziemia
Ryszard Csaky, syn Apoloniusza (pierwszego wójta Milanówka), 7 lutego 1906 – 30 listopada 1968; adwokat; w czasie wojny dowódca 52 plutonu AK w stopniu porucznika ps. „Raczyński”. 52 pluton AK działał w Milanówku w willi „Rysinek”, ul. Wójtowska 6, gdzie mieścił się punkt dowodzenia AK. Mieszkali tam: Ryszard Csáky – dowódca 52 plutonu i Jerzy Csáky z-ca dowódcy 32 plutonu. Znajdował się tam również podręczny, ale dość duży magazyn broni. Willę wybudowano w latach 1912–13. Po wojnie Ryszard Csaky był adwokatem w Zespole Adwokackim nr 2 w Warszawie.
Najważniejszym, może najmocniejszym, a w każdym razie najbardziej zapamiętanym zapachem z tamtego mieszkania na czwartym piętrze, był zapach drożdżowych maślanych bułeczek. Błyszczących się, bo posmarowanych białkiem, a po wyjęciu z piekarnika posypywanych cukrem pudrem, pieczonych przez Babcię i trzymanych przed świętami w dwóch szufladach szafy z oszklonymi drzwiami. To była piękna stara biblioteczka przekształcona w bieliźniarkę.
Z
wysokości czwartego piętra
Poznańska przed Wielką Wojną, czyli I wojną światową, nazywała się Wielka. Do dziś pod numerem 21 od frontu stoi – wprawdzie w stanie opłakanym – dwupiętrowa kamienica. Najstarszy zachowany budynek mieszkalny w tej części Śródmieścia.
Najstarszy zachowany budynek mieszkalny w tej części Śródmieścia, w czasie gdy wciąż był w użykowaniu.
Foto: Jarosław J. Szczepański
Dom, w którym mieszkałem, to był jedyny czteropiętrowy w głębi podwórka. Po II wojnie trzeba go było remontować. Był i jest do dziś na wprost wjazdu do szpitala Pogotowia Ratunkowego przy Poznańskiej 22, które jak wiadomo jest i było ulokowane w zabytkowym dziś budynku przy Hożej. Dom w głębi pierwszego podwórka i te w drugim podwórku, do którego przechodziło się bramą koło naszej klatki, były pięciopiętrowe Po lewej stronie podwórka stoi i stała kamienica, która po wojnie się zachowała w lepszym stanie, tak samo, jak budynki w drugim podwórku.
Reklama
Reklama
Mieszkanie na Poznańskiej kupiła i wyremontowała w 1948 roku babcia Apcia – pułkownikowa Wanda Podgurska po sprzedaniu domu w Gołąbkach. Wiele lat trwał później spór z wykonawcą remontu, który prowadził go wedle sobie znanych zasad uczciwości.
Pamiętam też widok tego, co za oknem, a z wysokości czwartego piętra było na co patrzeć. Cała ta historia jest więc po to, by opisać kilka zdjęć ze starego albumu. Zdjęć, na których widać zmiany zachodzące za oknem między 1949 a 1963 rokiem, bo późniejsze zachodziły już bez mojej dokumentacji.
Kamienice
pod kilof
Zdjęcie pierwsze z bramą po drugiej stronie Poznańskiej (numer 22) i wielkim za nią gruzowiskiem. Widać na nim po prawej budynki przy Hożej – ten akurat dziś w jest odnowiony i prezentuje się okazale. Mieści się w nim Warsaw Concept Apart Hotel. Za nim stojące domy przy Marszałkowskiej po stronie zachodniej. I to nie były ruiny.
Kamienice przy samej Marszałkowskiej zburzono pod ulicę
Foto: Jarosław J. Szczepański
Te domy można było odremontować, ale poszły pod kilof, by poszerzyć Marszałkowską do niebotycznych granic, które dopiero dziś planuje się zwęzić. Kamienice przy samej Marszałkowskiej zburzono więc pod ulicę i nowe domy, które są zachodnią pierzeją ulicy. To zdjęcie musi więc być z początku lat 1950.
Ląduje
helikopter
Następne zdjęcie musiało być zrobione koło 1957 roku, bo widać Grand Hotel. Wiadomo, że powojenny warszawski Grand Hotel Orbis przy ulicy Kruczej budowano w latach 1954-57. Otwarto go jak większość budowanych domów i obiektów oczywiście około 22 lipca, 24 lipca 1958 roku, które było świętem państwowym obchodzonym uroczyście przez komunistyczna władzę.
Reklama
Reklama
Na jedenastym piętrze Grand hotelu mieściła się restauracja Olimp
Foto: Jarosław J. Szczepański
Budynek zaprojektowany według projektu Stanisława Bieńkuńskiego i Stanisława Rychłowskiego miał być integralną częścią planowanej i budowanej tam dzielnicy rządowej. Hotel graniczy po sąsiedzku z ministerstwami ciągnącymi się przy Kruczej, Wspólnej Żurawiej, Hożej do Placu Trzech Krzyży, na którym od 1949 roku stał wielki budynek Państwowej Komisji Planowania Gospodarczego – dzisiejsze Ministerstwo Gospodarki.
Grand Hotel wybudowany w estetyce socrealizmu. Jego hol zdobiła dekoracja w stylu oscypka, a głębokie fotele i meble stylizowane były na wzór abstrakcjonisty Joana Miro. Na jedenastym piętrze mieściła się restauracja Olimp, a w listopadzie 1958 roku wylądował na lądowisku na dachu po raz pierwszy śmigłowiec. Śmigłowca na zdjęciu nie widać, ale hotel za to w pełnej okazałości. I był kiedyś taki dzień, że takie lądowanie widziałem.
Na pierwszym planie zaś garaż Pogotowia Ratunkowego w miejscy tego gruzowiska ze zdjęcia pierwszego. Widać też ambulans w zwykłej Warszawie (produkt z FSO) i duży ambulans, których sporo wówczas w Warszawie było.
Reklama
Reklama
Między tymi starymi domami a Grand Hotelem widać dom po wschodniej stronie Marszałkowskiej 76, który stał jeszcze wiele lat. Dziś na miejscu tego i sąsiedniego domu stoi coś, co jest właściwie pawilonem handlowym. Na samym rogu z Hożą stoi nowoczesny dom, z którego jedna z komercyjnych telewizji nadaje pytania na śniadanie. Drzewa, które na tym zdjęciu widać, to już zachodnia strona Marszałkowskiej. Czyli z okna było widać Marszałkowską, a dalej budynek za Kruczą.
I pamiętam też ten widok, bo w pamięć zapadły mi huki i krzyki z października 1957, kiedy to milicja ścierała się ze strajkującymi i protestującymi studentami po likwidacji pisma „Po prostu”.
Mięso z chłodni
W kolejnym kadrze widać nie tylko budowany szpital Pogotowia Ratunkowego na pierwszym planie, a za nim możemy zobaczyć budowane domy mieszkalne właśnie po zachodniej stronie Marszałkowskiej. Powstały w roku 1961-62 i tam w połowie rządów I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki otwarto ekskluzywne samoobsługowe sklepy, w których normalny zjadacz chleba mógł grzebać w chłodniach i wybierać ładnie popakowane w plastikowe woreczki kawałki krwistej wołowiny. Pamiętam, bo sam tam w tych chłodniach grzebałem i kupowałem budząc zdziwienie obsługi i sprzedawczyń (mały, młody, grzebie i wygrzebuje same dobre kawałki).
Budowa Pogotowia Rattunkowego na pierszym planie
Foto: Jarosław J. Szczepański
Po prawej stronie na rogu Hożej wyrasta już jeden z tych domów przy Marszałkowskiej, w którym wiele lat funkcjonowała knajpa nocna „Pod Gwiazdami”. Knajpa z atrakcjami, za to mało dostępna dla ludzi nie zajmujących się życiem półświatka czy handlem walutami.
Reklama
Reklama
Zapis
archiwalny
Jesteśmy w następnym kroku – szpital Pogotowia wyrasta coraz wyżej, widać, że ma wstawiane okna, i chwilę później ku radości Warszawiaków otwarto go w końcu.
Widać, że budynek Pogotowai ma wstawiane okna, i chwilę później otwarto go w końcu.
Foto: Jarosław J. Szczepański
No, i z pewnymi rzecz jasna korektami remontowymi istnieje do dziś zresztą jako siedziba Meditrans i dalej centrala warszawskiego Pogotowia Ratunkowego.
Budynek pogotowia już oddany do użytku, działa po dziś dzień
Foto: Jarosław J. Szzczepański
Ten zapis archiwalny sprzed ponad 60 lat kończy widok jeszcze używanego zamieszkałego domu oficyny, która dziś podlega – jako najstarszy zabytkowy dom mieszkalny w tej części Śródmieścia – ochronie konserwatorskiej. A że są kłopoty prawami własnościowymi, to remont się odciąga niestety w nieskończoność.
Reklama
Reklama
Najstarszy zabytkowy dom mieszkalny w tej części Śródmieścia
Foto: Jarosław J. Szczepański
Może dlatego, że mam sentyment do tych starych budynków i starych widoków za oknem, może dlatego, że to moje miejsca, mojej małej ojczyzny, lubię do nich wracać. Zapewne zresztą, jak większość ludzi dojrzałych, którym przypominają się miejsca z młodości.